Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włóczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włóczka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 lipca 2020

SabinaSiestoe & Julie Asselin, czyli o dwóch słodkich współpracach

Wybaczcie mi tę chwilową nieobecność, ale przyznać muszę, że ostatnio bardzo potrzebowałam odpoczynku, głównie od internetu. W połowie czerwca, w ramach umilania sobie życia i walki z tym zmęczeniem, ruszyliśmy na północny wschód i spędziliśmy ponad tydzień wśród drzew i jezior, odcięci od sieci, z książką w ręku i pianką nad ogniskiem. Wróciłam świeża i naładowana pozytywnymi myślami i zdecydowanie chętna do dalszej kreatywnej pracy! :) Pierwszy tydzień po powrocie okazał się niezwykle pracowity, dlatego dopiero dziś melduję się na blogu.

Po powrocie do domu czekały na mnie dwie paczki - jedna z Danii, a druga aż z Kanady. Wnętrze obu paczek skrywało rzeczy słodkie i mięciutkie. Na pewno domyślacie się co w nich znalazłam :) Jako że dotarły do mnie w tym samym czasie, opowiem Wam o nich w jednym poście.

Cieszy mnie niezwykle, że od momentu zamknięcia sklepu i skupieniu się na projektowaniu, mam szansę nieprzerwanie podejmować współpracę z utalentowanymi farbiarkami, których pracę podziwiam i cenię. Miło mi, że gdzieś tam w świecie jest osóbka, która patrzy na moje projekty tak jak ja na jej włóczki i myśli sobie "kurczę, chciałabym, żeby ta projektantka zrobiła coś z moich włóczek, muszę do niej napisać!". I działa to w obie strony, bo i ja robię to samo! Gdy zachwycą mnie jakieś włóczki i zwyczajnie marzę o tym, by coś z nich wydziergać, od czasu do czasu pytam o możliwość współpracy. Współpracy, nie reklamy, to znaczy, że wszystko to powinno być oparte na sympatii, szczerych chęciach i zachwycie (obustronnym:)), pomocy, dyskusji i nawiązaniu nowej znajomości lub pogłębieniu tej już istniejącej. Szczerość w życiu jak i w pracy jest dla mnie niezwykle ważna, dlatego nigdy nie przyjmuję niespersonalizowanych ofert, nie zgadzam się na puste reklamowanie produktów i nie zachwalam rzeczy, których faktycznie nie chcę zachwalać. To nie moja bajka i obiecuję Wam, że reklam na moim blogu nigdy nie spotkacie! :)
Współprace, które podejmuję to po prostu wspólna praca dwóch zakochanych w wełnie i dzierganiu osób, które łączą siły i pragną podzielić się swoim talentem z tą drugą osobą. Ja otrzymuję piękne, wymarzone włóczki, z których mogę tworzyć, one projekt swetra z nich wykonany. Mogą pokazać światu jak ich włóczka wygląda, do czego się nadaje, mają w "bazie" kolekcję projektów dedykowanych ich kolorom i bazom. Dodatkowo, rzecz jasna, mówimy o sobie nawzajem, dzięki temu trafiamy do szerszej publiczności i pomagamy sobie w biznesie. Jeśli więc zastanawiałyście się jak to wygląda, to chyba wszystko jest już jasne :) A teraz przechodzę prędko do meritum.

Przede mną dwie, niezwykle miękkie i puchate współprace! Na każdą z nich czekałam niecierpliwie i jeszcze zanim włóczki trafiły w moje ręce, w mojej głowie pojawiały się pomysły na ich wykorzystanie. Ciekawe czy pokryją się z tym, co faktycznie z nich uplotę :)

Pewnego razu na Instagramie trafiłam na profil dziewczyny z Danii, która jest "świeżynką" na rynku, ale to, jak bawi się pastelami kupiło mnie od razu. Sabina (koniecznie zajrzyjcie na jej profil - klik!) ma swój konkretny styl i widać go w każdym kolorze, na każdym zdjęciu... Ja maślanymi oczami zerkałam głównie w kierunku tych pudrowych (wiadomo!) i gdy nadarzyła się okazja na współpracę, wybór był prosty. Musiałam tylko chwilę podumać nad bazą, bo niełatwo było się zdecydować. Jako wielka fanka włóczek 1ply, wybrałam właśnie ten typ wełny, ale tym razem w grubości DK - takiego projektu w mojej kolekcji wzorów jeszcze nie ma, prawda? Tylko spójrzcie na tę puchatą, mięsistą nitkę:

Kolor, który wybrałam nazywa się Havremælk, czyli mleko owsiane... chyba :) Jest to subtelny kremowo-różowy melanż - motek jest jakby tylko muśnięty kolorem, dzięki czemu nie ma mocnych przejść kolorystycznych, co będzie pięknie wyglądać w gotowym projekcie. Będzie to póki co najjaśniejszy sweter w mojej aktualnej szafie, zdecydowanie brakowało mi czegoś takiego.

Włóczka ta to 100% merynos, aksamitny w dotyku i ekstremalnie mięsisty i plastyczny. Posiada on wszystkie cechy potrzebne do uzyskania swetra, który kiełkuje w mojej głowie (jeśli chcecie wiedzieć więcej, to zapraszam do zapisania się do newslettera, bo tam zawsze zdradzam odrobinę więcej szczegółów:) klik!). Nitka jest absolutnie niegryząca, miękka, z odpowiednią dawką puszku - idealnie!

Otrzymałam od Sabiny sześć motków (nie sugerujcie się zdjęciem:)), czyli trochę ponad 1200 metrów, czyli dokładnie tyle ile zazwyczaj potrzebuję na sweter w rozmiarze S. Zapraszam Was do jej sklepiku na Etsy, co jakiś czas wrzuca tam swoje nowości: klik!

Druga paczka została nadana wiosną w Kanadzie przez znaną Wam dobrze, cudowną Julie Asselin (klik! i klik!)! Od ponad roku nie mam już łatwego dostępu do jej produktów, nad czym bardzo ubolewam, bo kto miał z nimi do czynienia, ten wie jak niezwykłe włóczki Julia posiada w swojej ofercie. Chęć nawiązania kolejnej współpracy ogromnie mnie ucieszyła, bo pracowanie z Julią jest niezwykle przyjemne.

Nie umiałam się oprzeć i wybrałam oczywiście moją ukochaną parę: Fino i Anatolię!

Najczęściej, gdy dziergam z dwóch włóczek, łączą ze sobą podobne odcienie, ewentualnie nieznacznie się różniące. Tym razem zapragnęłam kontrastu i słodkiego melanżowego efektu. Julie stwierdziła, że połączenie Biscotti i Rose Gold wyjdzie wyśmienicie! Cóż... nie mam wątpliwości :)

Jak już Wam wspominałam, Anatolia (mówię to z całą pewnością!) to najdelikatniejszy moher z jedwabiem jak w życiu miałam czy widziałam. Ta włóczka jest definicją luksusu! Miękka jak obłoczek, błyszcząca i niezbyt włochata. Anatolia tworzy wyłącznie puszyste halo, nie posiada długich, kudłatych włosków. Oczywiście wszystko zależy od tego czego nam potrzeba do danego projektu, ale ten moher to moher stylowy, nadający klasę dzianinie. O zaletach Fino mówić można godzinami. Oszczędzę Wam tego tym razem :)

Jestem zachwycona tymi włóczkami i kolorami! Muszę pędzić z obecnym projektem, bo trudno mi się opanować by nie zrobić choćby małych próbek...

A gdyby tego było mało... w paczce od Julie czekała na mnie jeszcze jedna rzecz, totalnie niespodziewana i właśnie dlatego tak wiele znacząca. Prezent, który jest zrobiony bezinteresownie po prostu wzrusza najbardziej. Julie podarowała mi piękny liliowy len z naprawdę dobrego sklepu z tkaninami z Kanady. Firmę Blackbird znam i przyznam, że nie raz wzdychałam do ich tkanin! To jest właśnie cała Julie...

Jak tylko powstaną próbki z nowych włóczek, to pochwalę się nimi tu czy na IG - będziecie mogli wtedy zobaczyć jaki efekt dają one w dzianinie oraz mniej więcej w jakim klimacie będą przyszłe projekty:) Ja tym czasem wracam do pracy nad botanicznym swetrem. Bardzo chciałabym go już mieć!

Do napisania wkrótce,
Marzena

wtorek, 4 lutego 2020

Positive Ease

Obecnie wszystko kręci się u mnie głównie wokół trzech kolorów: różu, mahoniu i wanilii. Nieważne czy chodzi o otoczenie, szycie czy dziewiarstwo, chcę mieć tych kolorów jak najwięcej. Przyjemnie mi się na nie patrzy, a jeszcze przyjemniej gdy mogę je na siebie założyć:)

Aktualnie pracuję nad swetrem w mocno przygaszonym brzoskwiniowym odcieniu (klik!), ale w tle czają się na mnie nowości! Gdy przekładam na drutach oczka jednego projektu, z tyłu głowy świtają mi nowe pomysły, a z koszyka bezczelnie kusi mnie nowa wełna... Wełna w tak pięknym waniliowym kolorze, że chętnie bym ją zjadła (ale słabo znoszę trawienie merynosa). Takie słodkości upichciła dla mnie Sue, którą znać możecie ze sklepiku Positive Ease - klik i klik! Sue nazwała ten kolor Biscuit i mimo że ja tu widzę swoją ukochaną wanilię, wcale nie minęła się z prawdą :) Oceńcie sami!

Ta słodka chałka to czysty merynos 1ply (uwielbiam!), z delikatnym połyskiem, mimo braku jedwabiu. Jak każdy singiel jest mięciutki i delikatny, a kolor trójwymiarowy. Nawet solidy wyglądają na nich niezwyczajnie!
 O bożątko, nie mogę się napatrzeć na ten odcień!

Otrzymałam od Sue trzy motki, z których powstanie sweterek do letnich i wiosennych sukienek. Prawda, że ładnie będzie pasować do mojej palety (klik!)? :)

Kolor jest tak równy, że nie planuje żadnego mieszania motków. Lubię taką jakość:) Podoba mi się też ten minimalistyczny styl etykiet! Można rzec, że to nic takiego, ale dla mnie każdy szczegół zasługuje na uwagę.

Współprace, które podejmuje są zawsze efektem mojego zafascynowania i podziwu. Pragnę pracować z ludźmi, których praca mnie zachwyca, które mają w sobie to wyjątkowe "coś", które mnie do nich ciągnie - piękne zdjęcia, styl, kolory, wyczucie, autentyczność!
Bardzo ważne jest dla mnie by takie współprace były zawsze oparte na wzajemnym wsparciu, zainteresowaniu, chęci poznania się. Chcę czuć, że obie strony są zaangażowane, że cenią pracę swoich rąk i pragną włożyć w to, coś więcej niż tylko pieniądze czy czas. Dlatego nie potrafiłabym "reklamować" produktów, robić coś za zniżki, prezenty, nowych obserwatorów. Jeśli więc otrzymuję taką zupełnie niespersonalizowaną, wypraną ze wszystkiego co cenię, ofertę (dam Ci wełnę, a Ty o mnie napisz coś fajnego) to od razu odmawiam. Nie znoszę reklam, szczerze, całym sercem! Dlatego między innymi nie wyskakuję Wam na Instagramie czy Fejsie, gdy sobie tego nie życzycie :) 

Tworzę więc z ludźmi, o których chcę pisać, o których pragnę Wam donieść czy szczerze polecić. Których produkty faktycznie mnie interesują! Nie zależy mi na gratisach, tylko na współpracy i tworzeniu z inspirującymi ludźmi!:)

Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze w lutym nabrać tę włóczkę na druty. Tak się składa, że będzie idealnie pasować na liliowe Knit Pro Zing w rozmiarze 3.75 mm, a jak widzicie wanilii dobrze z fioletem :) Mam bzika na punkcie dopasowywania kolorów! 

Wiosna zapowiada się pracowicie! Oby tak dalej :)

Pozdrawiam Was ciepło,
Marzena

środa, 8 stycznia 2020

Emilia & Philomene

I na dokładkę jeszcze jedno piękne imię. Josephine.

Ostatnio, równie mocno jak do różu, ciągnie mnie do ciepłych, rustykalnych, nietypowych odcieni - złotych brązów, sjeny, miedzi, brunatnych czy herbacianych kolorów... Te barwy ostatnio dominują nawet moje szyciowe plany (jako że w róż już się nieźle wyposażyłam). Więc zapytana, który kolor z palety Emilie & Philomene chciałabym zamienić w sweter, moje oczy powracały ciągle do "Brooklyn", czyli mocno spranego i stonowanego koloru herbacianego. Kojarzy mi się on z ciepłem i przytulnością, a właśnie taki projekt pragnę stworzyć. Dlatego też moją wybranką została Josephine, której sprężystość i okrągły przekrój bardzo pasował do tego zamysłu. Tym razem nie alpaka, nie kaszmir czy singiel, ale klasyczny merynos, który swoim skrętem i kształtem uwypukli każde oczko, będzie plastyczny i mięsisty. Pięknie zagra w ściągaczach, podkreśli wyraźne tekstury czy plecionki...

Jeszcze przed świąteczną przerwą listonosz dostarczył mi paczkę z czterema preclami, prosto z Londynu. Urlop, święta i potrzeba odpoczynku, zmusiły mnie do poczekania ze zdjęciami czy z zaczęciem pracy nad nowym projektem, ale jak widać nie powstrzymałam się i jeden motek przewinęłam by móc wykonać choćby małą próbkę (stąd tylko trzy Josephiny na zdjęciach:)) 

Kolor Brooklyn na tej bazie jest nieznacznie cieniowany, co objawia się tylko delikatną zmianą koloru w gotowej dzianinie - nie powstają paski czy plamy, których bardzo nie lubię. Z drugiej strony nie przepadam wybitnie za stuprocentowymi fabrycznymi solidami, które dają płaski efekt bez wyrazu. Ręcznie farbowane solidy mają to do siebie, że nieznacznie mienią się, przejaśniają lub przyciemniają o ton lub dwa w sposób równomierny, dzięki czemu otrzymujemy ten piękny, trójwymiarowy efekt. Jestem pewna, że wiecie o co mi chodzi! :)

Ciężko oddać ten kolor na zdjęciach! Jest mocno stonowany, ale nie bez wyrazu. Baza ta nie posiada połysku ani widocznego włoska, jest mięsista i miękka - naprawdę przytulny z niej motek! Jest idealna dla każdej skóry i sprawdzi się w większości wzorów (stary, dobry merynos!).

Amelie (klik!), czyli farbiarka i właścicielka Emilie & Philomene, dała mi wolną rękę, podobnie jak pozostałe dziewczyny, z którymi współpracowałam i będę współpracować (taki mały spojler:P), ale poprosiła bym poszerzyła rozmiarówkę o bardzo duże rozmiary. Jest to dla niej bardzo ważna kwestia i myślę, że to naprawdę słuszna sprawa! Ciekawa jestem co Wy o tym sądzicie! :)

Oprócz motków w paczuszce znalazłam mały upominek, który jest absolutnie przeuroczy! Przypinka ta od razu znalazła się na moim ulubionym woreczku na robótkę (a musicie wiedzieć, że nie ciągnęło mnie do nich nigdy). Kształt, wielkość, wzór i kolor ogromnie mi się podobają! Różowy motek i wszystko jasne: 
 Przypinka od Twill and Print.

Jaki mam plan na te motki? Oczywiście sweter! Przytulny i oversizowy. Więcej nie chcę póki co zdradzać - tak naprawdę projekt jeszcze nie wykiełkował w pełni, chociaż mam w głowie ogólny zarys. Dopiero próbki pozwolą mi zdecydować i obiecuję podsyłać zajawki :)

Wykonywanie zdjęć motków jest czymś, co naprawdę bardzo lubię... przygotowuję się do tego odpowiednio - najpierw odwiedzam moją ukochaną kwiaciarnię, która nie ma sobie równych jeśli chodzi o wybór kwiatów. 
Mają mnóstwo rodzajów i kolorów, w tym rzadkie gatunki, o których nigdy nie słyszałam! Zabieram ze sobą motki, by móc dobrze dobrać kolory :) Potem oczywiście należy przygotować tło i aranżację. Myślę, że mogłabym być florystką bo taka praca sprawia mi mnóstwo przyjemności, chociaż lubuję się raczej w braku ładu, nie lubię gdy wszystko jest równo, symetrycznie ułożone, lubię łączyć nieoczywiste rzeczy czy kolory, dlatego klasyczne bukiety nie są dla mnie. Często po zakupie kwiatów do wazonu, robię w nich przemeblowanie - odwiązuję sznurek czy wstążkę i robię po swojemu. Jestem fanką niestylizowanych bukietów, gdzie panuje chaos i obfitość! Polne kwiaty łączę z różami, trawą, suchymi gałązkami... Dlatego bardzo się cieszę, że Panie w mojej ulubionej kwiaciarni po prostu pozwalają mi pokazywać palcem co chcę i pakują mi wszystko w papier bez zbędnego układania. Wszak do sesji i tak muszę wszystko rozsupłać :) I (o zgrozo) popsuć od czasu do czasu.
Po takiej sesji panuje w pokoju niezły bałagan! Suszone kwiaty się sypią, a niekiedy specjalnie je kruszę :) Zimą zdjęcia w domu mogę robić tylko do południa. I to pod warunkiem, że za oknem nie ma chmur. Wtedy światło jest najlepsze i nie śmiem tego ignorować. Gdy pogoda nie sprzyja... ubieram kurtkę i czapkę i idę robić to samo na balkon :) Chociaż wolę jednak tego unikać, z wiadomych powodów!
 

Czas na pobudzenie wyobraźni i złapanie za druty! Idę parzyć herbatę, siadam na kanapie i oddaję się swojej ulubionej pracy! 

A Was, jeśli lubicie klasyczne, dobre i miękkie włóczki oraz stonowane, dojrzałe kolory, zachęcam do zajrzenia do Amelii i jej wełnianego świata :) 

Pozdrawiam,
Marzena

wtorek, 30 lipca 2019

Wybór idealnej włóczki do projektu - Secret of Life

Od momentu publikacji wzoru na sweterek Secret of Life otrzymałam wiele pytań dotyczących doboru włóczki do tego projektu. Jako że zamknęłam sklepik, włóczka, z której powstał oryginał (Alpacino DK), jest oczywiście już niedostępna. Doskonale rozumiem, że brakowało Wam informacji "co w zamian?". Postanowiłam więc napisać na blogu na ten temat i nie tylko podać listę polecanych przeze mnie włóczek, ale również opowiedzieć Wam odrobinę o procesie dobierania włóczki do tego konkretnego projektu.
 
Sugerowana włóczka przy projekcie na Ravelry jest niezwykle pomocna - nawet jeśli nie zdecydujemy się na tę samą markę, możemy szybko dowiedzieć się szczegółów (metraż, waga), przyjrzeć się jej na zdjęciach (nie tylko tych reklamowych, ale również na zdjęciach dziewiarek) i zobaczyć jak prezentuje się w innych projektach. Jeśli zależy nam na zakupie dokładnie tego samego produktu, to wystarczy wykonać dwa, trzy kliknięcia i już lądujemy na stronie producenta albo sklepiku z owym producentem współpracującym. Ravelry wiele upraszcza!

Jeśli jednak włóczka jest niedostępna, wycofana, nieosiągalna to oczywiście musimy poszukać czegoś sami. Doświadczone dziewiarki, które zdążyły już pracować niemalże z każdym włóknem jaki istnieje na tym świecie, każdym rodzajem, grubością, jakością, zapewne mogą już z zamkniętymi oczami wskazać kandydata - najprawdopodobniej w ich szafie wisi kilka przykładów jego użycia i doskonale obrazują one efekt, jaki osiągną. Wiedzą co je zadowoli. Ale po drodze musiały wydziergać trochę "średniaków", albo spruć wiele nieudanych projektów i wykorzystać tę wełnę do lepszych celów. Każdy projekt to dodatkowa informacja. Zapewne obserwowały też innych, porównywały swoje prace i zastanawiały się gdzie leży różnica. Czytały, sprawdzały, testowały. 
Ale i po wieloletniej pracy z drutami można czuć się zagubionym w tym temacie! I nie ma sensu czuć się z tego powodu jak dziewiarka gorszego sortu:). To nie jest takie proste i oczywiste! Każdy z nas ma inny umysł - dla przykładu: ja i mój mąż. Przy urządzaniu mieszkania potrafię w głowie skompletować całe umeblowanie, machnąć ściany na odpowiedni kolor, nawrzucać dodatki, kwiatki, zasłonki i ocenić czy to pasuje do naszego wnętrza. Mateusz musi to zobaczyć na żywo, inaczej robi wielkie oczy, a jego mózg wyrzuca komunikat o błędzie. Ale gdy już to zobaczy to potrafi dobrze ocenić co do siebie pasuje a co nie.

Myślę jednak, że nawet jeśli nie posiadamy tego szczególnego daru intuicyjnego dobierania materiału do projektu, to można się tego w łatwy sposób po prostu wyuczyć czy też "podglądać" u innych i wcielać w życie. To najlepszy sposób na uzyskanie satysfakcjonującego efektu końcowego i dowiedzenia czegoś nowego!
Na początku mojej przygody z dzierganiem pozwalałam na szaleństwa swojej niegotowej jeszcze na takie rzeczy wyobraźni i cóż, nie mając większej wiedzy i doświadczenia, tworzyłam cuda wianki nie nadające się do noszenia. Nie ma w tym nic złego! To również dobry sposób na naukę, ale jeśli jednocześnie bardzo zależy nam na naprawdę dobrym efekcie i niestraceniu wielu godzin pracy (bo dziergamy tylko w weekendy, wieczorami, z doskoku itp), to warto dać poprowadzić się za rękę.
Mając teraz o wiele mniej czasu niż te 8 lat temu gdy zaczynałam dziergać, w kwestii szycia tak właśnie postępuję - szyję ze wzorów i staram się inspirować pięknymi pracami zdolnych ludzi. Jak już zdobędę odpowiedni warsztat (nauczę się technik, poznam kroje, triki, sposoby...) to będę improwizować.

Nie każda włóczka pasuje do każdego wzoru. Niby oczywiste, ale czasami ciężko nam jasno określić co nam się nie podoba, czemu ten merynos tak źle wypadł w tym projekcie, jak to się stało, że sweter stracił efekt "wow", że nie wygląda jak oryginał... Ręka do góry, kto chociaż raz miał takie myśli (ja, ja!). Włóczki mają różną grubość, skręt, skład, gładkość, sprężystość i w końcu kolor. I to wszystko ma znaczenie. No wiecie, może nie mieć, ale wtedy możliwe, że nie będziemy w pełni usatysfakcjonowani tym co stworzyliśmy.
(Rany, ale się rozgadałam, a miało być krótko!)

Dziś, tak jak wspomniałam na początku wpisu, opowiem Wam trochę o doborze włóczki na konkretny projekt. Nie ma możliwości w łatwy sposób opisać całego tematu, bo jest on baaaardzo rozległy i bez wielu przykładów, słów, zdjęć i wiadra kawy się po prostu nie da.
Pamiętajcie proszę, że wszystko co tu napiszę dotyczy mojego stylu dziergania czy projektowania. Wszak każdy ma swój gust i upodobania. Będę więc do bólu subiektywna :)

Secret of Life to sweter złożony z samych warkoczy i odrobiny ściągacza. To istotna informacja, bo to dość mocno decydowało u mnie o wyborze włóczki. Albo na odwrót, nie ma znaczenia. Można na to patrzeć w dwie strony - mamy wełnę, szukamy wzoru, lub mamy wzór i potrzebujemy idealnej włóczki. Proces działania jest ciut inny, ale uogólnijmy to póki co, bo nie skończę do przyszłego roku:). (Serio, jak zaczynam opisywać co mi siedzi w głowie to okazuje się, że te moje lekkie, przyjemne, kreatywne myśli, które pomagają mi w codziennym tworzeniu, na papierze są niesamowicie techniczne i brzmią jak instrukcja do reaktora!)
 
Mój cel był taki: stworzyć przytulny wizualnie i "namacalnie" sweter, pełen uroczych, obłych (to było ważne, bo warkocze mają przecież kilka odsłon) warkoczy, sweter delikatnie przesadzony by pierwszą rzeczą jaka przychodzi do głowy, gdy się go widzi było "jak słodko!". Czasami umiar jest pożądany, sprawia, że projekt jest przyjemnie neutralny i mimo swojego piękna nie rzuca się od razu w oczy. Tu miało być inaczej - warkocze z przodu, z tyłu, na rękawach. Innej opcji nie było. 
Jednocześnie zależało mi na lekkości i wygodzie. Chciałam by sweter nie krępował ruchów, mieścił się pod zimową kurtką i nie dodawał dziesięciu kilogramów.
Żeby poziom przytulności był odpowiednio wysoki, należało te warkocze upleść z grubszej włóczki. Przy grubości fingering plecione wzory są bardziej płaskie, mniej pulchne. A bycie pulchnym, w przypadku warkoczy w tym swetrze, to bardzo pożądana cecha
No to teraz po kolei! Przede wszystkim grubość. Zdecydowałam się na DK, sweter jest więc odpowiednio ciepły, a warkocze odpowiednio podkreślone. Istotny był w tym przypadku również przekrój włóczki - mimo małej sprężystości (mniejszej niż u merynosa), jest on okrągły, co dodatkowo nadaje kształtu plecionym wzorom. Oczka są równe i grubiutkie. Ściągacz w takim przypadku też prezentuje się niezwykle atrakcyjnie!
Taka grubość gwarantuje również szybkie przyrastanie tego dość czasochłonnego projektu.

Alpaka jest puszysta. Nie chodzi mi tu o posiadanie sporej ilości meszku jak w przypadku moheru czy angory. Ma się wrażenie, że między nitkami, z których skręcona jest włóczka, jest mnóstwo powietrza, która nadaje jej objętości (wizualnej), jednocześnie pozostawiając ją przyjemnie lekką! W porównaniu z merynosem tej samej grubości, wydaje się cieńsza, lżejsza. Po praniu, jak w przypadku singli (ale jednak trochę mniej), puchnie i wypełnia ładnie szczeliny między oczkami. Dzianina oddycha, jest lekka i zwiewna, mimo swojej grubości!
Jej delikatny włosek podkreśla przytulność. Warkocze nie giną, bo jest on bardzo krótki - w zasadzie tworzy wyłącznie delikatną mgiełkę wokół swetra. Taka niepozorna, a jednak przyjemnie otula i grzeje.
Oprócz tego, pomimo meszku jej faktura jest gładka, więc nic nie odwraca uwagi od kształtu warkoczy.

Tu dobrze widać, że od boku dzianina jest całkiem "cienka"

Alpaka jest miękka i zwiewna, sweter opływa ciało, faluje w ruchu, nie sprawia wrażenia ciężkiego i sztywnego. Można zwinąć go w rulonik i spakować do torby nie zajmując wiele miejsca. 
Ale jednocześnie na tyle mięsista by utrzymać w ryzach warkocze i nie pozwolić im się rozpłaszczyć.

Połysk, który nadaje jedwab, jeszcze bardziej podkreśla warkocze - mieni się i zwiększa trójwymiarowy efekt.

I na koniec kolor. Oczywiście jest to kwestia gustu! Ale by uzyskać sweter dokładnie w takim samym klimacie co ja, polecam użyć pastelowych, przydymionych jasnych odcieni. Idealne będą wszelkie kremy i beże, odcienie pudrowego różu, szarości wszelakie, jaśniutkie zielenie, brzoskwinie... Ale to nie znaczy, że w ciemnym bądź jaskrawym kolorze będzie mu źle. Ciemne szarości czy granaty zrobią go bardziej nowoczesnym, ciepłe, przydymione brązy, rudości czy złoto nadadzą wyjątkowy rustykalny klimat... i tak dalej. Ważne by warkocze nie zniknęły. I dlatego odradzam wszystko to co ma więcej niż jeden kolor: melanże, ciapki, połowiczne solidy. Znaj umiar:) Chyba, że lubujesz się w chaosie!

I to jest moje główne zdanie na temat tego projektu. Gdybym miała robić go raz jeszcze kierowałabym się nadal tymi samymi odczuciami. Ale to nie oznacza, że to jedyna opcja, co w piękny sposób pokazały testerki! Sporo dziewczyn wybrało tę samą włóczkę co ja, ale część z nich zdecydowało się na gładkiego, słodkiego i bardzo pulchnego merynosa, albo połączyło dwie nitki (dodając ekstra coś bardziej puchatego) i osiągnęły świetne efekty. Każdą z tych włóczek, które wybrały Wam polecam, bo uważam, że udało im się osiągnąć ten sam (albo odmienny, ale równie dobry!) efekt, trochę innym sposobem - klik! Przyjrzyjcie się tym projektom i znajdziecie z pewnością cechę wspólną tych wszystkich użytych włóczek. 

Dlatego istotne jest by zajrzeć w projekty danego wzoru jeśli nie jesteśmy pewni z czego chcemy dziergać - bardzo możliwe, że znajdziecie tam odpowiedź w ciągu kilku minut. Merynos merynosowi nierówny, alpaka alpace też. Ile włóczek, ile mieszanek, skrętów i grubości, tyle efektów!
Wyszukaj wersje, które Cię zachwycają, ale i te, które nie przypadły Ci do gustu. W pierwszym przypadku zdobędziesz zbiór dobrych włóczek, które warto rozważyć. Zobaczysz co je łączy (struktura? połysk? skręt?), a posiadając tę wiedzę już możesz z łatwością przeszukiwać sklepowe półki w poszukiwaniu ideału. Przyglądając się zaś projektom, które z jakiegoś powodu Cię nie zachwyciły, zastanów się co Ci nie pasuje. Kolor? A może styl, jaki uzyskała autorka, zmieniając rodzaj włóczki. Wzór ginie, a może zbyt mocno rzuca się w oczy? To wcale nie musi oznacza, że dany projekt jest nieudany - ile ludzi, tyle upodobań, prawda? Ale w ten sposób uświadomisz sobie za czym nie przepadasz i jakiego efektu pragniesz unikać. 

Na koniec podam Wam kilka propozycji włóczek, które polecam! Nie miałam okazji z nich dziergać, ale dziergały z nich testerki bądź sama zdecydowałabym się na nie widząc jak prezentują się na zdjęciach lub w innych projektach. Znam również kilka baz, które posiadają ten sam skład i grubość co Alpacino DK.
  1. Lain'amourée Aphrodite DK (ten sam skład co oryginalna włóczka)
  2. The Uncommon Thread Heavenly DK (ten sam skład co oryginalna włóczka)
  3. YAMA DK Lux (połączenie merynos, moheru i alpaki) 
  4. La Bien Aimée Merino DK (100% merynosa. Użyta przez jedną testerkę. Cudowny, pulchniutki i wyjątkowo słodki efekt! Nie ma jeszcze zdjęć, ale Lise (klik!) pokazuje go w swoim ostatnim podcaście. Po francusku:)) 
  5. Dye Dye Done Yakalicious DK (propozycja z Polski: merynos, jak i jedwab. Moim zdaniem nada się świetnie!)
  6. Garnstudio DROPS Puna (100% alpaka. Bardzo fajny, przytulny efekt, dwie testerki z nią pracowały)
Świetnym pomysłem będzie również użycie gładkiej, niezbyt sprężystej włóczki grubości fingering/sport i dodanie delikatnego moheru (co też uczyniła jedna testerka - klik!). Ważne by uzyskana podwójna nitka była dość gruba, a włosek niezbyt szalony. Obiecuję, że gdy tylko trafię na coś więcej, dopiszę to od razu do listy :)

Jestem bardzo ciekawa czy taki temat jest dla Was interesujący i czy mielibyście ochotę na więcej?
Będę wdzięczna za opinię. Pozdrawiam Was ciepło!
Marzena

czwartek, 11 lipca 2019

Baah Yarns

Chwilę po podjęciu decyzji o zamknięciu sklepiku nawiedziła mnie pewna, wyjątkowo przyjemna, myśl... 

Póki miałam Chmurkę i farbowałam włóczki nie czułam w ogóle potrzeby nabywania włóczek z innych miejsc - mój minimalizm bardzo mi w tym pomagał. Wszak motków potrzebuję dopiero wtedy gdy w planach mam konkretny projekt, a gdy mogłam pofarbować sobie wybraną bazę na idealnie dobrany do mnie kolor to już w ogóle nie zajmowałam się zakupami. 
Ale to nie oznacza, że nie podziwiałam... połowa kont, które obserwuje na Instagramie, to właśnie profile farbiarek. Wiele z nich ma swój cudowny, niepowtarzalny styl, gust, sposób, filozofię... Uwielbiam cieszyć oczy ładnymi rzeczami, podziwiać pracę utalentowanych ludzi, inspirować się!

Zapewne już się domyślacie jaka myśl mnie nawiedziła! "Nadchodzą czasy poznawania i podziwiania cudowności wełnianego świata!". Absolutnie nie mogę się tego doczekać! Tego zachwycenia się produktem, marką, kolorem, kupowania i czekania na kuriera z wymarzoną paczuchą. A później rozpakowywania i... ach, no wiecie :)
I chociaż poprzedni sposób "nabywania" włóczek był wyjątkowo satysfakcjonujący, to jest w tym "nowym" coś wyjątkowo ekscytującego...

I niemalże od razu, gdy tylko ogłosiłam swoją wielką zmianę, mogłam tego doświadczyć! Otrzymałam przemiłą wiadomość, od równie przemiłej i utalentowanej osoby, z propozycją współpracy!
W tym bardzo stresującym momencie, gdzie czułam się dość niepewnie zamykając jeden, bardzo ważny, rozdział i decydując się poświęcić projektowaniu wzorów (wątpliwości w takich momentach jest naprawdę wiele, nawet wtedy gdy czujesz, że robisz dobrze, i nie będziesz żałować..), ta propozycja dodała mi skrzydeł! To przemiłe uczucie wiedzieć, że ktoś z wielką chęcią chce oddać w Twoje ręce swoje ukochane, wełniane dzieci i pokłada pełne zaufanie w Twojej wyobraźni i doświadczeniu!:)

Baah Yarns zyskało moją uwagę na początku tego roku - wtedy właśnie trafiłam na zdjęcie ich produktów i szybko dodałam ten profil do obserwowanych (klik!). Włóczki te posiadają wiele cech, które bardzo cenię i które były ważne dla mnie w czasie prowadzenia sklepiku. Piękne zdjęcia, nietuzinkowe kolory, chociaż w przeciwieństwie do Chmurkowych Natasha (bo tak ma na imię właścicielka i autorka kolorów) więcej uwagi poświęca wielokolorowym barwieniom. Niemniej w jej palecie znajduje się sporo obłędnych solidów, a wszystkie z tą charakterystyczną dla niej egzotyczną i rustykalną nutą! Nie może być inaczej gdy włóczki pochodzą z południa Afryki :)

Wiecie, że wiele znaczy dla mnie etyczne pozyskiwanie wełny, więc cieszę się, że co raz więcej farbiarzy oferuje wyłącznie wełnę ze sprawdzonych, wolnych od okrucieństwa hodowli. Baah Yarns oferuje dodatkowo włókna lokalnego pochodzenia. Wełna z RPA! Brzmi kusząco! :)
Nie zdziwi więc was, że gdy tylko przeczytałam wiadomość, z szaleństwem w oczach i szybko bijącym sercem, wpadłam do sklepiku i oddałam bezgranicznie poszukiwaniu tej jednej, jedynej włóczki!

Kolory Natashy podobają mi się szczególnie na singlach, więc wybrałam bazę Lano (100% wełna merino). Jeśli chodzi o kolor to zastanawiałam się kilka dni nad trzema odcieniami. Ugh, to było trudne, ale czym dłużej patrzyłam na jeden z nich, tym bardziej czułam, że to właśnie on powinien zasilić moją szafę. I nie jest to wcale róż. Ani złoto. Nie, zieleń to też nie jest!

To odcień wyjątkowo trudny do określania znanymi nam powszechnie nazwami kolorów. Ale Natasha nadała mu idealne imię. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. To jest Rooibos! Czyli kolejny akcent z RPA.


Dwa dni temu, po dość długiej walce z DHL i celnikami, kurier dostarczył mi cztery mięciutkie motki! Ta radość po odpakowaniu... na nowo odkrywam tę przyjemność :)

Zanim wybrałam kolor i bazę wstępnie zaplanowałam i naszkicowałam projekt. Będzie to oczywiście sweter.

Zdziwieni wyborem koloru? :) Ja już nie! Tak jak pisałam Wam kiedyś w poście o garderobie, odkrywam powoli nowe kolory, w których czuję się dobrze i chcę na stałe wprowadzić do mojego życia. Zanim otrzymałam motki, wiedziała że ten nietypowy przydymiony brunatny kolor, z nutą złota, rdzy i nie wiem czego jeszcze, będzie mi pasował i zostanie przyjęty z otwartymi rękoma. Skąd? A bo kupiłam sobie piękną sukienkę. W takim odcieniu właśnie. Początkowo byłam lekko zdziwiona kolorem na żywo (zamawiałam z internetu), miałam chwilowe opory przed założeniem, ale okazało się, że to jest to! Nie stanie na podium z różem, z nim nie wygra żaden kolor, ale zdecydowanie jest na równi ze złotem! 

Ej, ale czemu ja kupiłam sukienkę? Już Wam mówię! Tak długo zastanawiałam się nad pewnym lnem i wzorem na sukienkę, że jak już podjęłam decyzję, to sprzątnęli mi go sprzed nosa. A żaden inny kolor nie wchodził w grę. Postanowiłam poczekać na uzupełnienie magazynu. Ale wybieramy się za kilka dni na urlop i brakowało mi jeszcze tylko lekkiej, krótkiej i zwiewnej sukienki... przypadkiem zajrzałam do sklepiku MLE i obecna kolekcja bardzo przypadła mi do gustu (jest tam nawet sukienka niemalże identyczna jak ta, którą chciałam uszyć!). Zamówiłam dwie, jedną zwróciłam, a Santana (klik!) została ze mną. I tak moja szafa powiększyła się o kolejny kolor, z czego bardzo się cieszę. Świetnie się w nim czuję!

Właśnie zamykam oczka mojego nowego projektu, który pokazywałam Wam kilka postów temu, więc mogę z czystym sumieniem przewijać motki! Rooibos nie pojedzie ze mną na urlop, bo nie będę miała tam głowy do projektowania, ale łapię za nie od razu po powrocie! :)

Jak Wam się podoba ten odcień? 

Pozdrawiam ciepło,
Marzena

piątek, 16 lutego 2018

Nowy lokator Chmurkowej zagrody!

Uważam, że najbardziej zaskakujące kolory natura serwuje nam zimą. Zimą, która nie obsypała nas śniegiem, nie skuła lodem jezior, nie wygnała ptaków w ciepłe kraje. Taką zimą, która obecnie trwa - ciepłą, wilgotną, zamgloną. Wszystko na około wydaje się być ciche, szare i melancholijne, ale gdy spojrzymy na ten krajobraz w odpowiedni sposób, możemy odnaleźć doprawdy niezwykłe barwy. Drzewa, liście i trawy nie zostały potraktowane mrozem, nie przykrył ich śnieg. Wilgotne pnie uśpionych drzew nabierają nieokreślonych odcieni, gałązki krzewów, gładkie i błyszczące rumienią się z zimna, bezlistne korony na horyzoncie tworzą różowo-rdzawą mgiełkę, pięknie komponując się z zalegającymi poniżej suchymi, wysokimi trawami w spranym pomarańczowym kolorze. Niższa trawa, ta, która tworzy włochaty dywan pod nogami, szorstka i zahibernowana, niemalże nie posiada koloru i raczy nas trudną do nazwania mieszanką beżu i szałwii. Gdy dodamy do tego krajobrazu jeszcze jeden kolor, dla choćby niewielkiego kontrastu, przykładowo gładką taflę jeziora, która odbija pochmurne niebo, a gdzieś daleko, zacieniony zarys góry, to ja wprowadzam się od razu, choćby tylko z kocykiem i podusią pod pachą.
Wybaczcie mi ten podniosły ton. Zazwyczaj raczę takimi komentarzami tylko siebie samą i Mateusza, choć wypowiedzenie na głos tych myśli i opisanie wrażenia jakie robi na mnie otaczająca mnie natura, widoki, kolory, jest niezwykle trudne. Jako człowiek, który bez cienia wątpliwości nazwie się romantyczką, staram się nie opowiadać, tylko chłonąć i czerpać przyjemność z tego co widzę i czuję.

Dlaczego o tym piszę? Można powiedzieć, że wszystko zaczęło się od wełny. Wełny całkiem nowej i wyjątkowej, nad którą długo rozmyślałam. Gdy byłam już prawie pewna, że wiem co z nią zrobić wybraliśmy się z Mateuszem na długi spacer wokół zalewu Mietkowskiego (okolice Wrocławia) nie licząc na nic więcej niż zmęczenie i trochę świeżego powietrza. Znalazłam tam i jedno i drugie, ale na tym się nie skończyło. Tak. Znalazłam tam natchnienie, jakkolwiek podniośle to brzmi :) 
Zainspirowana barwami, klimatem, przepięknymi krajobrazami, fauna i florą tego niepozornego, zaskakującego miejsca, wróciłam wymęczona, ale i załadowana po brzegi pomysłami. I tak powstała nowa paleta kolorów dla... całkiem nowej bazy, która właśnie dziś ma swój debiut na Chmurkowych półkach!

Nie przedłużając przedstawiam Wam Alpacino, w zestawie siedmiu kolorów, inspirowanych nietypowym zimowym, rustykalnym krajobrazem, który miałam przyjemność zobaczyć!

Od lewej: Mulch, w bardzo nietypowym odcieniu, trudnym do nazwania i sfotografowania. Ma w sobie coś z rdzy i wiśni jednocześnie. Misty Dogwood, to kolor jaki udało mi się wypatrzyć wśród oddalonych, delikatnie zamglonych gałęzi dereni. Ten ciepły, sprany złoto-pomarańczowy to kolor zimowej trzciny, suchych traw, które otaczały jezioro, a nazywa się Windy Reed. Środkowy Pale Meadow, motek dosłownie muśnięty kolorem, który kojarzy mi się z wyblakłą, niemalże pozbawioną pigmentu łąką. Nad samym brzegiem jeziora odnalazłam trawy, krótkie i szorstkie, ułożone na ziemi przez wiatr w falujące kształty. Trawa wyglądała jakby ciągle była w ruchu! Zachwycił mnie ich niestandardowy kolor i tak powstał kolor Dancing Grass. On the Surface to delikatny, szaroniebieski kolor tafli jeziora i na koniec - Hilly Horizon, czyli barwa gór na horyzoncie. Zdjęcia miejsc, którymi się inspirowałam znajdziecie poniżej.

Alpacino to połączenie baby alpaki, jedwabiu i kaszmiru. Gdy postanowiłam wprowadzić nową włóczkę do sklepiku, myślałam o całkiem innych bazach, ale wszystko zmieniło się w ciągu kilku sekund, gdy moje palce zatopiły się w tym puchatym, delikatnym motku! 
Byłam przekonana, że nic mnie już nie zaskoczy miękkością, w końcu namiziałam się już mnóstwa luksusowych włóczek w swoim życiu. Ale tego się nie spodziewałam! Rzuciłam w kąt wszystkie inne plany, przepadłam, dałam się uwieźć, a teraz pozwolę i Wam się zatracić! Biorę całą winę na siebie :)

Dlaczego Alpacino? No chyba wszyscy wiedzą! Chodzi tu o oczywiście o tego znanego... parzystokopytnego zwierzaka!

Nowa baza wymagała ode mnie nowego spojrzenia i podejścia. Od Goat on the Boat różni się przede wszystkim włoskiem, który jest u alpaki czymś charakterystycznym. Włosek ten jest króciutki i tworzy wokół nitki subtelną mgiełkę. Podobnie jak w Anatolii od Julie Asselin, tak samo w Alpacino puszek ten otula, nadaje przytulności bez cienia podgryzania. Jestem w trakcie dziergania dla siebie (czyli człowieka wrażliwego na takie numery) sweterka i ciężko się powstrzymać by ciągle się nim nie otulać. Taki minus - robótka idzie zdecydowanie wolniej :)
 

 Jeśli macie ochotę, więcej informacji o nitce i jej wyglądzie znajdziecie na stronie produktu: klik!

By nie być gołosłowną mam dla Was też kilka kadrów z tego pięknego miejsca, byście na własne oczy mogli zobaczyć jego urok i móc odnaleźć w nich barwy, które tak mnie zainspirowały:
 
 
Tak jak pisałam, nowa baza zdecydowanie wymaga innego podejścia podczas farbowania, dlatego tym razem zrezygnowałam z kolorowych motków na rzecz solidów, które podkreślają fakturę, skręt i delikatnie rustykalny wygląd tej włóczki. Mówiąc solid mam na myśli jeden kolor, bez większych cieni i przejaśnień, ale to nie znaczy, że kolor jest płaski, jednolity. Uważam, że najpiękniejszy solid to taki, który wyróżnia każde oczko! Ciężko mi to opisać, ale chyba mam dobre porównanie - daje nam efekt "malowania kredkami", nie tworzy pasków czy plam tylko sprawia, że całość się mieni i sprawia wrażenie trójwymiarowości. Dla zobrazowania Alpacino w kolorze Peony, z którego dziergam nowy projekt:


Na koniec nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do mojego sklepiku - klik! i zapytać co też sądzicie o nowej bazie i palecie kolorów? Czy i Wy dostrzegacie w tych kadrach barwy, które mnie zainspirowały? :)

Pozdrawiam Was serdecznie!
Marzena