Pokazywanie postów oznaczonych etykietą merynos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą merynos. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 września 2020

Flora

Ależ się cieszę, że w końcu mogę pokazać Wam ten sweter! Projektowanie go zajęło mi trochę czasu, a na dodatek dzierganie wypadło w bardzo aktywnym (w domu i w pracy) momencie, więc można rzecz, że się troszkę ślimaczyłam. Gotowy był już w sierpniu, ale uciekliśmy na prawie trzytygodniowy urlop. Po powrocie od razu wzięłam się za wzór i zdjęcia - ten pierwszy jeszcze nie jest gotowy, nie ma tak łatwo, ale zdjęcia jak najbardziej!

Tych, którzy na niego czekają, nie mam zamiaru trzymać dłużej w niepewności, więc tym razem najpierw zdjęcia, a potem sobie pogadam :) Proszę państwa, oto Flora:

Czy są tu jacyś miłośnicy roślin? :) Jestem pewna, że tak! Flora składa się z mnóstwa malutkich botanicznych wzorów: pąków kwiatowych, dmuchawców i gałązek. A może macie inne skojarzenia? Ja, podczas projektowania tego swetra, miałam przed oczami niewielką łąkę otoczoną drzewami, budzącą się do życia na początku wiosny i puszczającą świeże, malutkie pędy!

 

Zależało mi na tym, by wzory te tworzył raczej teksturę niż główny motyw, były obecne na całym swetrze, ale nie zwracał na siebie wielkiej uwagi. Myślę, że dzięki temu sweter jest codzienny i uniwersalny, pasujący na wiele okazji, a jednocześnie nietuzinkowy. 


Flora jest tak wygodna, jak to tylko możliwe! Zdecydowałam się na oversizowy krój, z delikatnie obniżoną linią reglanu, szerokie rękawy, wykończone długim, elastycznym ściągaczem i klasyczne, przytulne wykończenie kołnierza. Pierwszy raz zrobiłam dla siebie sweter z takimi rękawami - chciałam w tym projekcie dać im szansę, bo zawsze unikałam ich jak ognia, będąc przekonana, że absolutnie do mnie nie pasują. I wiecie co? Cieszę się, że spróbowałam, bo okazało się, że niesłusznie ich sobie odmawiałam! Czuję się w nich świetnie i planuję kolejne (również w szyciu:)).


Ta wygoda i luz sprawia, że Flora idealnie nadaje się jako sweter codzienny. Jest trochę jak bluza, którą zakłada się by było ciepło i komfortowo przez cały dzień. Wydziergałam go z włóczki grubości fingering, dlatego mimo swojej obszerności, jest lekki i nie poszerza drastycznie sylwetki. Ponadto sprawdzi się nie tylko na sezon jesienno-zimowy - grzeje dokładnie tyle ile trzeba, dlatego śmiało można nosić Florę wiosną i w chłodne, letnie wieczory.

Odrobinę skrócona będzie też świetnym dodatkiem do lnianej sukienki czy spódnicy. Ważne jest by ściągacz w takiej sytuacji opierał nam się na talii, a nie na biodrach. Taka modyfikacja wzoru będzie oczywiście niezwykle prosta!


 

Zrobiłam go z Chmurkowej włóczki, którą zostawiłam sobie po zamknięciu sklepiku - to Ladysheep w kolorze Glenn (merynos 1ply z jedwabiem). Użyłam 274 gramów, czyli około 1100 metrów. Myślę, że te teksturalne wzory pokochają się również z rustykalnymi, jednolitymi nitkami, czy też z klasycznym, skręconym merynosem! Istotne jest by użyć do jego wykonania kolory jednolite.



Wzór powstanie w przeciągu tygodnia lub dwóch, wtedy też ogłoszę nabór do testu. Proszę poczekajcie więc ze zgłaszaniem, by nic mi nie umknęło. Wtedy też podam wszystkie szczegóły dotyczące wzoru i projektu. Jeśli nie chcecie przegapić testu, możecie też zapisać się do listy mailingowej: klik!

 

Ciekawa jestem co sądzicie o mojej botanicznej Florze! W jakim kolorze widzicie swoją wersję?

Pozdrawiam Was ciepło!

Marzena

wtorek, 4 lutego 2020

Positive Ease

Obecnie wszystko kręci się u mnie głównie wokół trzech kolorów: różu, mahoniu i wanilii. Nieważne czy chodzi o otoczenie, szycie czy dziewiarstwo, chcę mieć tych kolorów jak najwięcej. Przyjemnie mi się na nie patrzy, a jeszcze przyjemniej gdy mogę je na siebie założyć:)

Aktualnie pracuję nad swetrem w mocno przygaszonym brzoskwiniowym odcieniu (klik!), ale w tle czają się na mnie nowości! Gdy przekładam na drutach oczka jednego projektu, z tyłu głowy świtają mi nowe pomysły, a z koszyka bezczelnie kusi mnie nowa wełna... Wełna w tak pięknym waniliowym kolorze, że chętnie bym ją zjadła (ale słabo znoszę trawienie merynosa). Takie słodkości upichciła dla mnie Sue, którą znać możecie ze sklepiku Positive Ease - klik i klik! Sue nazwała ten kolor Biscuit i mimo że ja tu widzę swoją ukochaną wanilię, wcale nie minęła się z prawdą :) Oceńcie sami!

Ta słodka chałka to czysty merynos 1ply (uwielbiam!), z delikatnym połyskiem, mimo braku jedwabiu. Jak każdy singiel jest mięciutki i delikatny, a kolor trójwymiarowy. Nawet solidy wyglądają na nich niezwyczajnie!
 O bożątko, nie mogę się napatrzeć na ten odcień!

Otrzymałam od Sue trzy motki, z których powstanie sweterek do letnich i wiosennych sukienek. Prawda, że ładnie będzie pasować do mojej palety (klik!)? :)

Kolor jest tak równy, że nie planuje żadnego mieszania motków. Lubię taką jakość:) Podoba mi się też ten minimalistyczny styl etykiet! Można rzec, że to nic takiego, ale dla mnie każdy szczegół zasługuje na uwagę.

Współprace, które podejmuje są zawsze efektem mojego zafascynowania i podziwu. Pragnę pracować z ludźmi, których praca mnie zachwyca, które mają w sobie to wyjątkowe "coś", które mnie do nich ciągnie - piękne zdjęcia, styl, kolory, wyczucie, autentyczność!
Bardzo ważne jest dla mnie by takie współprace były zawsze oparte na wzajemnym wsparciu, zainteresowaniu, chęci poznania się. Chcę czuć, że obie strony są zaangażowane, że cenią pracę swoich rąk i pragną włożyć w to, coś więcej niż tylko pieniądze czy czas. Dlatego nie potrafiłabym "reklamować" produktów, robić coś za zniżki, prezenty, nowych obserwatorów. Jeśli więc otrzymuję taką zupełnie niespersonalizowaną, wypraną ze wszystkiego co cenię, ofertę (dam Ci wełnę, a Ty o mnie napisz coś fajnego) to od razu odmawiam. Nie znoszę reklam, szczerze, całym sercem! Dlatego między innymi nie wyskakuję Wam na Instagramie czy Fejsie, gdy sobie tego nie życzycie :) 

Tworzę więc z ludźmi, o których chcę pisać, o których pragnę Wam donieść czy szczerze polecić. Których produkty faktycznie mnie interesują! Nie zależy mi na gratisach, tylko na współpracy i tworzeniu z inspirującymi ludźmi!:)

Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze w lutym nabrać tę włóczkę na druty. Tak się składa, że będzie idealnie pasować na liliowe Knit Pro Zing w rozmiarze 3.75 mm, a jak widzicie wanilii dobrze z fioletem :) Mam bzika na punkcie dopasowywania kolorów! 

Wiosna zapowiada się pracowicie! Oby tak dalej :)

Pozdrawiam Was ciepło,
Marzena

piątek, 26 kwietnia 2019

Ladysheep

Wspomniałam Wam w ostatnim poście, że po powrocie ze Szkocji ogarnął mnie szał tworzenia... Wyspa Skye, na której dane nam było spędzić prawie tydzień zachwyca w każdym calu. Krajobrazy, mgły, góry, skały, wrzosowiska - to wszystko wywarło na mnie tak wielkie wrażenie, że wróciłam do domu pełna inspiracji! 
Od dłuższego czasu intensywnie myślałam nad paletą kolorystyczną dla nowej, Chmurkowej włóczki. Skye przyniosło rozwiązanie. Moje ręce dokładnie wiedziały jakie proporcje i jakie kolory wlać do wody i po zrobieniu kilku pierwszych próbek, miałam już całą paletę! Pomysły dosłownie wylewały się z mojej głowy, a to wszystko dzięki obrazom, które intensywnie chłonęły moje oczy pod koniec marca.

Zanim jednak Wam pokażę jak wygląda Szkocja moimi oczami, pragnę przedstawić Wam Chmurkową nowość. Od początku wiedziałam, że w moim sklepiku pojawi się taka włóczka, włóczka 1ply, tak zwany singiel, który nie ma sobie równych jeśli chodzi o farbowanie. Efekt, który da się osiągnąć na takiej bazie jest nie do opisania, hipnotyzuje i zachwyca swoją trójwymiarowością. Kolory przenikają się w sposób niezauważalny, nie wiemy gdzie kończy się jeden kolor, a zaczyna drugi. Kilka lat temu wpadłam w zachwyt nad singlem i nie zmalał on ani odrobinę.
Nie chciałam jednak decydować się na cokolwiek... wszak każda dziewiarka zasługuje na najcudowniejsze włókna :)

Pozwólcie, że przedstawię Wam Ladysheep, prawdziwą arystokratkę, która łączy w sobie delikatnego merynosa z mnóstwem jedwabiu!

I od razu przedstawię każdą z nich po imieniu i opowiem trochę czym inspirowałam się podczas tworzenia danego koloru. Zaczynając od lewej. Broch, czyli typowa szkocka budowla, z epoki żelaza - stare, chłodne kamienie, pokryte porostami. Mieliśmy przyjemność zwiedzać ruiny. Wśród mgieł, w ciszy i spokoju, miejsce to miało w sobie coś mistycznego... To trudny do określenia kolor, jest w nim chłodna szarość, oraz odrobina szałwii. Jeśli macie ochotę zobaczyć jak wygląda Broch to zapraszam o tu: klik! Następnie mszysta zieleń, delikatna, nienachalna i stylowa, o nazwie Glen. W Edynburgu zwiedziliśmy urokliwe ruiny opactwa. Stare kamienie piaskowca przybrały cudownych barw, a porosty i mech podkreślają jeszcze ich piękno. Ten motek nazywa się Abbey. Jednego dnia nogi poniosły nas na wyschnięte, targane wiatrem wrzosowiska, które przeplatały się tu z nadmorską, suchą trawą. Po wielu kilometrach dotarliśmy na miejsce, którego nie da się opisać słowami. Miejsce i czwarty motek nosi nazwę Rubha Hunish. Kolejny motek to Porridge, czyli danie, którym Brytyjczycy mnie zwyczajnie kupili. Jasny beż miesza się tu z odrobiną delikatnego różu i przydymionego ugru, a wszystko to nieznacznie obsypałam chłodnym brązem. Ten kolejny, uroczy motek, to Lamb! Trafiliśmy na początek okresu narodzin malutkich owieczek, barwa ta przypomina ich ich urocze noski czy uszka! Dalej mamy Tearoom, w którym przeplata się chłodny i ciepły, jasny i ciemny róż. Kolor jest delikatny i subtelny, bardzo przytulny. Obsypany jest nieznacznie piegami. Otter, bo tak nazywa się przedostatni kolor, jest wyjątkowo trudny do określenia. Ma w sobie coś z brązu i indyjskiego różu. W zależności od światła zmienia swój charakter. Takie lubię najbardziej! Na końcu jeden z moich ulubionych - Moorland, czyli szkockie wrzosowiska. Otaczały nas niemalże w każdym miejscu. Podmokłe, ciemne, wielobarwne... Jeszcze nie obudzone po zimie przybrały zgaszone, ciepłe odcienie. Trawa, mech i wrzosy przeplatały się tworząc cudowny melanż w przyrodzie.


Jak zwykle wszystkie kolory tworzą jeden, duży zestaw kolorystyczny, gdzie kolory tworzą delikatny gradient, ale dobrze im również w pojedynkę lub w połączeniu z jakimkolwiek kolorem z palety. 

Teraz odrobina o samej włóczce. Ladysheep posiada w swoim składzie aż 30% jedwabiu! Można to dostrzec okiem (posiada piękny, ale nienachalny połysk) i wyczuć pod palcami. Ale to nie wszystko. Ta duża zawartość jedwabiu sprawia, że ten singiel jest o wiele bardziej wytrzymały, lepiej trzyma formę i skręt. Włóczka mniej się puszy niż zazwyczaj w tego typu nitce, jest gładsza, trwalsza. 

Poza tym posiada wszystkie zalety singla! Powala miękkością, mieni się, tworzy delikatną "mgiełkę", puszek, który otula ciało. I tak jak w przypadku innych włóczek 1ply, istotne jest by przerabiać ją na ciut większych drutach (idealna próbka u mnie to 21 oczek), bo po praniu zwiększa swoją objętość. Jest to istotne do uzyskania lejącej, delikatnej i niemechacącej się bardzo dzianiny. Coś jest w tym singlu, że po prostu nie można przejść obok niego obojętnie! Oczka są cudownie obłe, kształtne, kolory... ech, już o tym mówiłam :) Tak, wielbię single!

No to jeszcze trochę zdjęć kolorów! Broch był jednym z pierwszych odcieni, które wykonałam. Ten nieoczywisty kolor ogromnie mi się podoba:

Nie mogło zabraknąć słodkości! Lamb:

Oraz delikatny, subtelny Porridge:


Już niedługo pokażę Wam kadry z tego inspirującego miejsca! A tymczasem zapraszam Was do Chmurki: klik! Znajdziecie tam więcej informacji o bazie i oczywiście mnóstwo motków:)

Trafiłam którymś kolorem w Wasz gust? :)
Pozdrawiam,
Marzena

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Retro klimat

Mimo że blog jest miejscem gdzie jestem sobą, Marzeną, a nie właścicielką sklepu, to ciężko jest mi wyraźnie postawić granicę. Przecież Chmurka jest sporą częścią mojego życia! Nie jest to tylko praca, ale coś co stworzyłam od zera. Coś co mnie pasjonuje! Pochłania me myśli, pomaga się kreatywnie wyszaleć. I od samego początku mi w tym towarzyszycie. Wspieraliście mnie, trzymaliście kciuki!

Staram się ograniczać do minimum wszelkie posty reklamowe, bo doskonale wiem, że nie po to tu jesteście i doskonale to rozumiem! Lepiej niż by się mogło wydawać :) Blogi sklepowe rzadko mnie przyciągają, najczęściej umieszcza się tam posty, które mają zareklamować towar. A ja na blogu lubię pisać do Was. Od siebie. Jak dziewiarka do dziewiarki. Osoba twórcza, do drugiej twórczej osoby. 
Posty Chmurkowe się pojawiają, bo to bardzo ważna dla mnie sprawa. Zwłaszcza gdy coś stworzę... i po prostu pragnę się z Wami tym podzielić!

Każda nowa paleta kolorów, która wychodzi spod moich rąk, ma swoją historię. Nie chcę Wam tylko pokazywać kolorów, które tworzę. Ja chcę o nich opowiadać! Ja, jako Marzena, która ma świra na punkcie barw. Na punkcie wełny (jak każda z Was zapewne!), tworzenia, dziergania. Dla mnie jest to długi, skomplikowany proces. Czas intensywnej pracy, myślenia, szukania, inspirowania się, próbowania czegoś nowego, uczenia.

Lubię opowiadać o kolorach. O tym, co myślałam gdy powstawały, czym są, jakie budzą we mnie skojarzenia. To moja wielka pasja, duża część mojego artystycznego życia! No muszę się wygadać :)

Od kilku tygodni, na zmianę z codziennymi obowiązkami i organizacją nowego studia farbiarskiego, tworzyłam nową tematyczną paletę. Wpadłam po uszy w retro klimat, pełen nostalgicznych barw, ciepłych, zakurzonych, przywodzących na myśl antykwariat, strych w zabytkowym domu, salonik uroczej starszej Pani. Może to wpływ książki (Szczygieł), którą akurat czytam? :)
Mam nadzieję, że i Wy dostrzeżecie tu tę spokojną, klimatyczną atmosferę... wyobraźcie sobie zalany ciepłym światłem dom, drobinki kurzu w powietrzu, kwieciste tapety, miękkie poduszki, na ścianie obrazki w złotej oprawie, pozytywki, porcelanowe figurki i suszone kwiaty w wazonie! Schodami docieramy na dawno nieodwiedzany przez nikogo strych, pełen antycznych, zakurzonych mebli. W kąciku stoi wysłużona skrzynia z różanego drewna, skrywająca pamiątki z przeszłości! Czujecie ten zapach? Zapach przeszłości, starego drewna, perfumowanych bilecików, starych książek...


Z tych właśnie myśli i skojarzeń powstało sześć nowych kolorów. Patrząc od lewej: Attic, to ciepły odcień brązu, z nutą sepii. Old Letter, czyli stary list miłosny, troskliwie przechowywany od lat, kolor starego papieru. Sealing Wax, to odcień wyjątkowo trudny do nazwania i uchwycenia. Kojarzy mi się ze starym, spłowiałym lakiem, złamaną pieczęcią. Kolejne dwa odcienie to odpowiednio Mahogany i Rosewood, czyli szlachetne drewno, używane do produkcji wyjątkowych mebli. Na końcu zaś mamy Love Potion, kolor elegancki, delikatnie wypadający w eozynę.

Old Letter i Sealing Wax. Moje ulubione połączenie!
 



Love Potion kojarzy mi się z flakonem perfum, w stylu vintage. A Wam?

Ciekawa jestem Waszych odczuć i skojarzeń! Może całkiem inne obraz pojawiają się w Waszych głowach gdy zerkacie na te odcienie?

Oprócz kózki pojawiła się dziś w sklepiku nowa baza - Alpacino DK. Moje przemyślenia na temat tej bazy (i trzy nowe kolory!) znajdziecie na stronie sklepu: klik!

To były ostatnie prace farbiarskie w starej, domowej pracowni! :) Już za chwilę zacznę przeprowadzkę! Tam to dopiero będzie przyjemna praca! :) Obiecuję pochwalić się efektem końcowym. Trzymajcie kciuki, żeby przenoszenie poszło sprawnie i bezproblemowo.

Do napisania,
Marzena

wtorek, 15 maja 2018

Koza przybyła!

Początkowo nie planowałam przed urlopem kolorystycznych nowości do sklepiku. Ciężko jednak trzymać się takiego postanowienia gdy w głowie aż się kręci do pomysłów i barw! Z lekką obawą, czy aby na pewno zdążę przed 25 maja, zamknęłam się w swoim farbiarskim pokoju (a jest to dość trudne, bo nie ma tam drzwi :D) i pozwoliłam wyobraźni i dłoniom robić swoje. Niekiedy od samego początku aż do końca trzymam się ustalonego przeze mnie planu na nowe kolory i zestawy, a czasem, tak jak to miało miejsce teraz, pomysł ewoluuje i w trakcie zmieniam koncepcję. Powody mogą być różne - podczas eksperymentów trafię na kolor, który nie daje mi spać, i koniecznie muszę teraz go dla Was ufarbować, albo na przykład kolory, które do tej pory stworzyłam z planowanego zestawu tworzą już odpowiednią całość i nie chcę im już przeszkadzać. Wszystko zależy od tego co ja sama myślę patrząc na moje małe "dzieci". Jeśli coś mi nie pasuje, coś przeszkadza, nie gra, to po prostu tego nie będzie i analogicznie w drugą stronę. Motki muszą mnie satysfakcjonować, cieszyć oko, muszę poczuć to coś, co każe mi co pół godziny zaglądać do pokoju by im się przyglądać :) Znacie to uczucie, prawda?

Tym razem stworzyłam siedem nowych kolorów Goat on the Boat, z czego cztery tworzą wiosenny, słodki zestaw kolorystyczny inspirowany pasieką, kwiatami i sadem. Czas na przedstawienie! Sunny Honey - bardzo ciepły i głęboki kolor miodu. Nectar, czyli połączenie miodu, pyłku kwiatowego i ciepłego różu indyjskiego. Kolejny kolor to Petal, pudrowy, jasny i ciepły odcień różu, lekko brzoskwiniowy, trudny do nazwania i sfotografowania, bo jest to bardzo elegancki odcień, lekko przykurzony. I ostatni z mini zestawu - Sweet Cherry! Delikatnie cieniowany czereśniowy odcień.
 

Kolejne dziecko, nazwane Seaside Garden, to połączenie morskich, turkusowych odcieni, brzoskwiniowego różu, odrobiny śliwkowego i fuksji. I mimo że stworzone by cieszyło oko w pojedynkę, bardzo dobrze dogaduje się z kolorem Petal:
 
 

A teraz Cyclamen! Nazwa prosta, bo to właśnie jest dokładnie ten kolor! Intensywny, błyszczący i jaskrawy cyklamen dla fanów wyrazistych kolorów:

I na koniec kolor, nad którym pracowałam wyjątkowo długo... Powstało mnóstwo mini próbek, tworzyłam bardzo nietypowe mieszanki barwników by osiągnąć wymarzony, nieoczywisty efekt. To jeden z tych kolorów, który w każdym świetle pokaże nam odrobinę inne oblicze, kolor mieniący się w środku i jednocześnie bardzo ciemny na zewnątrz. Gdybym miała go do czegoś porównać to byłby to chyba pokryty mchem głaz na dnie rzeki :) Mszysty, ciemny i chłodny brąz. Oto Leshy:

Planuję połączyć go z razem z Anatolią Kelp w chuście "Birds of a Feather" autorstwa Andrei Mowry i dziergać w 38 stopniowym wilgotnym upale.

Oczywiście uzupełniłam również mnóstwo innych kolorów ze znanej Wam już palety! A na koniec chciałabym Wam ogłosić, że że już niedługo, bo 25 maja, Chmurka kończy 4 lata!!! Niesamowite, jak szybko zleciał nam razem ten czas, prawda? Z tej okazji wszystkie włóczki w sklepiku, aż do odwołania, są w promocyjnej cenie! Wszystkiego wełnistego!

Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do sklepiku www.uchmurki.pl i życzyć miłego dziergania!

Jestem ogromnie ciekawa Waszej opinii! Czy któryś kolor Wam się spodobał? :)
Pozdrawiam Was serdecznie!
Marzena

sobota, 2 grudnia 2017

Grudniowe przyjemności u Chmurki

Listopad był dla mnie naprawdę bardzo pracowity. Większość dnia spędzałam w swoim pokoiku, który robi mi za pracownię. Postanowiłam również tę pracownię zmodernizować, by z typowo prowizorycznej farbiarni zrobić coś na krój prawdziwej, tylko że w wersji mikro :) (Od razu lepiej się pracuje!).
Postanowiłam bowiem na grudzień przygotować do sklepiku nową paletę kolorów! Praca nad nowymi odcieniami jest dla mnie bardzo czasochłonna. Dlaczego? Bo podchodzę do tego arcypoważnie, skrupulatnie i powoli! Jak taki proces mniej więcej wygląda? Przede wszystkim musi mnie olśnić - zanim zacznę pracę chcę mieć w głowie plan i dokładny obraz tego w jakich kolorach widzę nowy zestaw. Czasem posługuję się inspirującymi zdjęciami, czasem pomysł, jak w przypadku zestawu Botanicznego, przychodzi sam, niespodziewanie. By swoją wyobraźnię przelać na wełnę muszę się trochę nagimnastykować. Najpierw tworzę mnóstwo małych, metrowej długości próbek, które później tworzą mi paletę kolorów (o tym innym razem), wtedy dokładnie widzę jak kolor zmienia się gdy użyję innego barwnika lub różnych proporcji. Uwielbiam to obserwować! Czasem wydaje mi się, że znalazłam już ten jedyny kolor, ale nagle postanawiam sprawdzić "co się stanie, gdy..." i okazuje się, że jeszcze bardziej nieoczywisty kolor mam przed oczami. Ten etap wymaga ode mnie najwięcej skupienia i czasu. Szukanie kolorów! Bo przecież to wcale nie działa tak, że jak chcemy mieć granatowy to używamy granatowego barwnika i kolor sam robi się dokładnie taki, jak sobie wymarzyliśmy. Trzeba nad nim posiedzieć, podejść od kilku stron, eksperymentować, przynajmniej ja do tego tak podchodzę, bo mimo że lubię mnóstwo kolorów to niełatwo mnie zadowolić (albo sama nie łatwo się zadowalam:)). Czasem niewiele zmienia naprawdę dużo, więc nie odpuszczam i szukam do skutku.
Gdy już czuję się usatysfakcjonowana kolorami zaczynam tworzyć mini motki (5-10 gramów) by zobaczyć jak dany odcień wygląda na większej powierzchni. Dopiero wtedy zaczynam produkcję :). I to jest najbardziej energochłonne (moje plecy!). To mnóstwo godzin spędzonych na nogach, z maską na mordce, garnkami pełnymi wody i wełny w łapkach. Pranie, zmywanie, zwijanie, etykietowanie. Później jest spacer po krzaki, listki i kwiaty, kombinowanie, tworzenia tła, wystroju i w końcu fotografowanie i obróbka. Uff!
Ale co ja Wam mogę powiedzieć? No uwielbiam to!!! Kłamać nie będę - pracy jest ogrom, stresu jeszcze więcej, czasu niewiele, ale po prostu robię to co lubię. Nie zamieniłabym tego na nic innego...

Chciałabym Wam dziś pokazać efekt tej mojej szaleńczej pracy! Do sklepiku trafiła dziś nowa dostawa z uzupełnieniem niektórych znanych Wam już kolorów oraz siedem, całkiem nowych odcieni, z których sześć tworzy nowy zestaw... Zapraszam do pałacowej kuchni! Ciemnej, przytulnej, smakowitej i luksusowej:

Zaczynając od bardzo smakowitej lewej strony przedstawiam Wam Candied Papaya, czyli coś idealnego na pałacowy podwieczorek, Tea Rose, w subtelnym, przydymionym herbacianym melanżu, Teacup czyli słodką, delikatną i nieznacznie zdobioną różem i oranżem porcelanową filiżankę, Icing - bardzo jasną, mocno rozbieloną, błyszczącą szarość, motek w kolorach starych, drewnianych podłogowych desek - szarość przeplata się tu z chłodnymi, niekiedy bardzo ciemnymi brązami - o nazwie Old Wood oraz na koniec, bardzo ciężki to opisania kolor, który zmienia się w zależności od światła - Truffle. Jest to bardzo ciemny kolor, któremu blisko do czerni, ale czernią na pewno nie jest! Ma w sobie brąz chłodny jak i ciepły, a w świetle posiada delikatny granatowy połysk.

Kandyzowana Papaya to kolejny kolor, który ciężko określić. Bo mimo że blisko mu do czerwieni, to wcale nią nie jest! Jest to kolor delikatnie sprany, z dodatkiem i różu i pomarańczu (i tu znowu główną rolę gra światło). 
 

Teacup to melanż bardzo jasnej szarości i subtelnego ciepłego różu, posypany pomarańczem, brzoskwinią i odrobiną chłodnego brązu. I jeszcze Old Wood:



Jestem ogromnie ciekawa co sądzicie i czy któryś z tych odcieni Wam się spodobał! Zapraszam Was również do sklepiku: klik!

Grudzień to czas niezwykły, więc do 22 grudnia dostawa u Chmurki będzie za darmo, bez względu na rozmiar, sposób, czy miejsce zamieszkania (darmowa dostawa na terenie całej Europy). A jutro zapraszam Was jeszcze na facebooka po więcej grudniowych i świątecznych informacji. No i oczywiście myślę intensywnie nad świąteczną zabawą! Mam nadzieję, że dopiszecie w tym roku tak samo jak poprzednio! Mam rację? :)

Pozdrawiam Was ciepło,
Marzena