Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 listopada 2014

Magic Cowl

Tylko komina brakowało mi do kompletu. Jakiś czas temu zrobiłam czapkę i rękawiczki - Magic Wildflower. Postanowiłam nie robić komina takim samym wzorem co resztę, ale nie chciałam gładkiego ściegu. Znalazłam wzór Honey Cowl - dostępny za darmo na Ravelry - a raczej nie znalazłam, tylko pamiętałam, że taki istnieje. Jest bardzo popularny, ładny, nieprzesadzony. Wzór, jakim się go robi, jest na tyle neutralny, że pasuje do wzoru na czapce, ale będzie też pasował do każdej innej. A przynajmniej tak mi się zdaje:).

Zdjęcia nie na mnie, bo dziś wyjątkowo nie czułam się na siłach by być fotografowaną, coś samopoczucie nie te. Jakiś kaszel, jakiś ból głowy...

Jest średnio długi, tak akurat na podwójne owinięcie wokół szyi. Robiłam podwójną nitką Dream in Color Jilly, w kolorze Victoria i zużyłam w sumie 2 motki (zostały maluteńkie kuleczki), na drutach 5 mm. Zamiast 220 oczek, nabrałam 240. Jakoś tak jestem dziwnie zaprogramowana, że nie pozwalam się dotykać w szyję, nikomu i niczemu (co za okropne uczucie!), więc mój komin nie mógł mnie za bardzo uciskać. Mimo wszystko nie lubię jak mi wieje zimą, ale potrafię pogodzić jedno z drugim:).
Zdjęcia bez rewelacji, ale widać chociaż, że wzór jest dwustronny. I z jednej i z drugiej strony mi się podoba.
Obecnie na drutach Vector, wymarzony szal w wymarzonych kolorach. Chciałam, żeby był jak najbardziej podobny do węższego oryginału. Wybrałam takie kolory:

Chwilowo "małe" projekty, ale za kilka dni biorę się za sweter. Męski sweter.
Pozdrawiam, Marzena.

niedziela, 19 października 2014

Prezentowy komin i spotkanie dziewiarek

Dziewiarska cisza u mnie... Ale dziergam jedno, a drugie nawet wydziergałam! Dzierga się miodowy, który na początku powstawał bardzo szybko, ale ostatnio troszkę zwolniłam bo wciągnęłam się w Wiedźmińskie historie i całe dnie z nosem w książce siedzę. Albo raczej siedziałam, bo upomniałam się i postanowiłam czas wolny na pół chociaż podzielić i teraz sweter zaczął rosnąć. Dzierganie od dołu ma ten plus, że "najgorsze" już za mną, teraz oczek będzie tylko ubywało:).
A to wydziergane, o którym wspomniałam, to komin, który już dłuższy czas na tym świecie bytuje i w ręce właścicielki (wyjątkowo nie jestem nią ja!) trafił. Widzicie? Wcale nie jestem aż taką dziewiarską egoistką hihi:). 
Paula to moja sąsiadka, która baaardzo pomogła mi i Chmurce podczas mojego wakacjowania w Ustce. Za co jestem jej ogromnie wdzięczna! No i ten komin, na przykład, jest wyrazem mojej wdzięczności (nie tylko za pracę, ale też za cukier czy bułkę tartą:), których wiecznie u nas brakuje). 
No to pokazuję! Modelowała właścicielka i robiła to bardzo wdzięcznie:

Takie długie i grube, oplatające kilka razy szyję kominy wyglądają dobrze, gdy nie są przeładowane ozdobnikami. Tak mi się widzi przynajmniej. Intensywny kolor, szerokość jak i długość, oraz grubość włóczki sprawia, że i tak jest okazały i zauważalny.

Włóczka to Drops Andes, w kolorze Świąteczna Czerwień. Zużyłam niecałe 4 motki, robiłam na drutach 8 mm, przerabiając ściegiem francuskim, a po uzyskaniu odpowiedniej długości zszyłam. Korzystałam ze wzoru ze strony Drops, ale w zasadzie nie jest on potrzebny. Ja skorzystałam wyłącznie z informacji początkowej, tzn. ile oczek nabrać by było idealnie:). Komin jest nie tylko długi, ale i też dość szeroki. Omotać można się nim więc bardzo szczelnie!

Sklepowe kominy nijak się mają do wełnianych, dzierganych ręcznie. Mam nadzieję więc, że Paula nie tylko będzie w nim pięęęknie wyglądać (co widać, prawda?), nie tylko czuć się komfortowo, ale i nie zmarznie mi bidulka zimą.

A teraz o spotkaniach. Nie wiem czy wspominałam, ale... planowałam wybrać się na spotkanie robótkowe do Magic Loopa. No i wybrałam się! Razem z Moniką i naszymi Panami, w sobotę z rana wsiedliśmy do auta i obraliśmy kierunek - Warszawa. Przed spotkaniem udało nam się nawet (mi i Mateuszowi) spotkać z Mateuszowym bratem, który tam studiuje, zjeść wielką, pyszną porcję chińszczyzny, zobaczyć kawałek Warszawy. A potem się zaczęło! Co tu dużo mówić - cudna atmosfera, przemili ludzie, piękne robótki i dużo uśmiechu. Poznałam też mnóstwo osób, które do tego czasu były koleżankami z internetu:). No radość niesamowita!

Poznajecie kogoś?:)

A jako że mi spotkań wiecznie mało, zapraszam na Wrocławskie spotkanie w kawiarni! Szczegóły spotkania na facebooku, o tu: Spotkanie robótkowe, prawie pod chmurką:). Paula z Warszawy przyjedzie, Wy też musicie! Znikąd nie jest daleko:)
Wstępnie: 25 października, godzina 16:00, Bema Cafe. Zaglądajcie do wydarzenia na fb, bo może się coś pozmieniać. Napiszę jeszcze na blogu informację, w piątek przed spotkaniem!

Pozdrawiam,
Marzena.

wtorek, 10 grudnia 2013

Ciepły komplet oraz "Wspólne czytanie i dzierganie"

Mam nadzieję, że nikt nie będzie mi miał za złe, że dziś dodam jutrzejszy post:).
Środa zapowiada się tak pracowita i zabiegana, że z pewnością zapomnę napisać, opublikować itp. U mnie, jak zapowiadałam tydzień temu, nadal "To" Kinga. Wybrałam sobie do czytanie ponad tysiąc stron zapisanych małym druczkiem to teraz mam. Czytać przy robótce mogę tylko przez połowie okrążenia, druga połowa wymaga ode mnie większego skupienia. Poza tym nauka, nauka i jakaś tam nauka, więc książka przegrywa z Algebrą. 
Na drutach Carpino (też jak zapowiadałam). Holst Coast jest cieńsza niż zalecana włóczka we wzorze. Po moich obliczeniach wyszło, że rozmiar czwarty będzie jak znalazł (normalnie zrobiłabym drugi). Zaczęłam robić, nauczyłam się przy okazji paru nowych rzeczy ( np. innego nakładania oczek), ładnie szło, myślę sobie "Jak to miło jest robić, wszystko od początku do końca idzie gładko, nie trzeba pruć", aż okazało się, że jednak rozmiar czwarty to rozmiar o dwa za duży... No nic, "zmarnowałam" tylko jeden wieczór, więc mimo wyliczeń zaczęłam na nowo, rozmiar numer dwa. I jak na razie wszystko gra:)

No dobra prawie wszystko. Źle zrozumiałam wzór ( tym razem to ja się myliłam, a niedziergający Pan obok miał rację), i ażur zaczynam zamiast od razu przy linii dodawani oczek, to dwa oczka dalej. No nic, pruć nie będę:) 
Teraz o zimowym komplecie z Drops Nepal, który skończyłam parę dni temu. Wszystko ściegiem angielskim: prosto, miękko i ciepło. Robiąc czapkę wzorowałam się na wzorze z Dropsów, ale zmieniłam zakończenie. Zdjęcia nie na ludziu bo niestety nie ma kiedy ich zrobić.

Pozdrawiam, Marzena!

środa, 4 grudnia 2013

Wspólne dzierganie i czytanie

Z chęcią dołączam do akcji "Wspólne dzierganie i czytanie" pomysłu Maknety :)
http://robotkimaknety.blogspot.com/search/label/yarn%20along

U mnie obecnie tworzy się czapka z Drops Nepal, do kompletu z kominem (który można zobaczyć w tle:)) Wzór prosty - ściągacz angielski. Włóczkożerne to to, ale podoba mi się o wiele bardziej od zwykłego ściągacza. Nie miałam czasu na robienie jakiegoś pięknego kompletu z warkoczami, listkami itp. Potrzebowałam czegoś na już. Komin wypróbowany, grzeje, nie drapie tylko oblepia włoskami.
A książka, którą właśnie zaczęłam to powieść Stephena Kinga "To". Piszą, że najbardziej przerażające dzieło tego autora. No mam nadzieję:)
Pewnie w niejedną środę jeszcze ta książka będzie u mnie na zdjęciach. Gruba, cienkie kartki, malutkie literki. Idealna książka do czytania przy robótce!
Co do Stephana... Nigdy nie wiadomo jak będzie, można trafić na perełkę ("Misery", "Lśnienie" !) albo coś nie do przełknięcia (całe szczęście, że równie grubaśne "Stukostrachy" przeczytał najpierw mój Mateusz i łaskawie uprzedził, że nie warto :) ).
Pozdrawiam, Marzena.

wtorek, 5 listopada 2013

Inspira po mojemu

Na początek mogłabym się przywitać, ale jako że prowadziłam już przez rok bloga, zacznę jakbym wcale nie skończyła:) Wcześniej mogliście podglądać co u mnie na creative-life.pl (miło było mieć rok darmowej domeny), teraz przeniosłam się tu, gdzie w zasadzie większość z robótkowiczek urzęduje.

Ostatnio powstała u mnie Inspira, wszystkim chyba dobrze znana. Wykonałam ją z dwóch (niecałych) motków Delight Drops, kolor 09 i 17. Druty 3,5 mm.
Robiłam ją po swojemu. Nie dość, że liczba oczek i rzędów jest inna, to na dodatek robiłam ją od góry do dołu i dodawałam oczka w dwóch miejscach. A to dlatego, że po nabraniu 180 oczek okazało się, że to zbyt mało by powstał komin, który mogłabym naciągnąć na ramiona. Zniesmaczona myślą prucia, postanowiłam improwizować :).
Chętnie zrobiłabym sobie jeszcze jedną, w innych kolorach, ale ja z tych co nie lubią się powtarzać.
Pozdrawiam, Marzena.