Dziewiarska cisza u mnie... Ale dziergam jedno, a drugie nawet wydziergałam! Dzierga się miodowy, który na początku powstawał bardzo szybko, ale ostatnio troszkę zwolniłam bo wciągnęłam się w Wiedźmińskie historie i całe dnie z nosem w książce siedzę. Albo raczej siedziałam, bo upomniałam się i postanowiłam czas wolny na pół chociaż podzielić i teraz sweter zaczął rosnąć. Dzierganie od dołu ma ten plus, że "najgorsze" już za mną, teraz oczek będzie tylko ubywało:).
A to wydziergane, o którym wspomniałam, to komin, który już dłuższy czas na tym świecie bytuje i w ręce właścicielki (wyjątkowo nie jestem nią ja!) trafił. Widzicie? Wcale nie jestem aż taką dziewiarską egoistką hihi:).
Paula to moja sąsiadka, która baaardzo pomogła mi i Chmurce podczas mojego wakacjowania w Ustce. Za co jestem jej ogromnie wdzięczna! No i ten komin, na przykład, jest wyrazem mojej wdzięczności (nie tylko za pracę, ale też za cukier czy bułkę tartą:), których wiecznie u nas brakuje).
No to pokazuję! Modelowała właścicielka i robiła to bardzo wdzięcznie:
Takie długie i grube, oplatające kilka razy szyję kominy wyglądają dobrze, gdy nie są przeładowane ozdobnikami. Tak mi się widzi przynajmniej. Intensywny kolor, szerokość jak i długość, oraz grubość włóczki sprawia, że i tak jest okazały i zauważalny.
Włóczka to
Drops Andes, w kolorze Świąteczna Czerwień. Zużyłam niecałe 4 motki, robiłam na drutach 8 mm, przerabiając ściegiem francuskim, a po uzyskaniu odpowiedniej długości zszyłam. Korzystałam ze wzoru ze strony Drops, ale w zasadzie nie jest on potrzebny. Ja skorzystałam wyłącznie z informacji początkowej, tzn. ile oczek nabrać by było idealnie:). Komin jest nie tylko długi, ale i też dość szeroki. Omotać można się nim więc bardzo szczelnie!
Sklepowe kominy nijak się mają do wełnianych, dzierganych ręcznie. Mam nadzieję więc, że Paula nie tylko będzie w nim pięęęknie wyglądać (co widać, prawda?), nie tylko czuć się komfortowo, ale i nie zmarznie mi bidulka zimą.
A teraz o spotkaniach. Nie wiem czy wspominałam, ale... planowałam wybrać się na spotkanie robótkowe do
Magic Loopa. No i wybrałam się! Razem z
Moniką i naszymi Panami, w sobotę z rana wsiedliśmy do auta i obraliśmy kierunek - Warszawa. Przed spotkaniem udało nam się nawet (mi i Mateuszowi) spotkać z Mateuszowym bratem, który tam studiuje, zjeść wielką, pyszną porcję chińszczyzny, zobaczyć kawałek Warszawy. A potem się zaczęło! Co tu dużo mówić - cudna atmosfera, przemili ludzie, piękne robótki i dużo uśmiechu. Poznałam też mnóstwo osób, które do tego czasu były koleżankami z internetu:). No radość niesamowita!

Poznajecie kogoś?:)
A jako że mi spotkań wiecznie mało, zapraszam na Wrocławskie spotkanie w kawiarni! Szczegóły spotkania na facebooku, o tu:
Spotkanie robótkowe, prawie pod chmurką:).
Paula z Warszawy przyjedzie, Wy też musicie! Znikąd nie jest daleko:)
Wstępnie: 25 października, godzina 16:00, Bema Cafe. Zaglądajcie do wydarzenia na fb, bo może się coś pozmieniać. Napiszę jeszcze na blogu informację, w piątek przed spotkaniem!
Pozdrawiam,
Marzena.