Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kardigan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kardigan. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

Blue Sand

W listopadzie 2014 roku postanowiłam, że wydziergam dla siebie ten sweter: klik! Oryginalna wersja kolorystyczna nie zrobiła na mnie większego wrażenia, ale to idealne połączenie szarości i zielonożółtego przekonało mnie, że muszę go mieć. Wiosną otrzymałam od Julie wybrane przez nią kolory, które najbardziej odpowiadały tym ze zdjęć. W maju, roku poprzedniego, wrzuciłam oczka na druty. I to by było na tyle jeśli chodzi o przyjemną historyjkę:).
Zbliżało się lato, a ja zaczęłam dziergać z grubszej wełny. Miałam przeczucie, że bardziej potrzebuję obecnie lekkiego sweterka do sukienki. Z bólem serca i mnóstwem wątpliwości postanowiłam na momencik odłożyć Blue Sand i zrobić coś cieńszego. Nie pamiętam co się jeszcze działo po drodze, ale pod koniec lipca zostałam zmuszona do dokończenia chusty, którą postanowiłam już zostawić na zawsze niedokończoną. I byłam pewna, że już w końcu mogę wziąć się za Ten sweter!
Ale nie. Wrzesień miałam pracowity i dziergania było mniej, więc zrobiłam na szybko skarpetki, a potem zaczęłam robić nowy sweter, własnego pomysłu. Jakoś potrzebowałam tego "czegoś" i nie chciałam dziergać z gotowego wzoru.
Przyszedł październik i zaczęłam tworzyć zimową kolekcję. Blue Sand leżał i czekał. Czasami zabierałam go na spotkanie robótkowe i udawało mi się wydziergać parę oczek albo rzędów.

Ale tak dłużej nie mogło być. Wzięłam, zawzięłam się i... W święta znowu był kryzys bo zapomniałam zabrać zielonego motka na rękawy! Nie chcąc się nudzić zaczęłam sweter, który był następny w kolejce... Jak tylko wróciliśmy wzięłam się za rękawy i dokończyłam go wreszcie! Jak się go dziergało opowiem na koniec. Najpierw go Wam pokażę:) Koniec marudzenia. Na razie.


Robiłam rozmiar... yyy chyba S. Przy rozdzielaniu rękawów okazało się, że liczba oczek na rękawach jest jak z rozmiaru S, przód jak z M, a liczba oczek jaką miałam z tyłu nie istniała w żadnym rozmiarze. Postanowiłam kompletnie się tym nie przejmować i dziergać dalej, tak jakbym robiła S, ale nie zwracałam większej uwagi na "aktualną liczbę oczek". 
To jest jeden z powodów, dlaczego nie dziergam więcej niż jednego projektu na raz. Pierwszy powód jest taki, że nie mam sumienia, żal mi i smutno gdy odkładam sweter do koszyka, a on tam bidula leży nieruszany. Po drugie (najważniejsze) lubię kończyć od razu to co zaczęłam. Jeśli zaczynam jakiś projekt to dlatego, że chcę go już mieć, podoba mi się teraz, więc nie widzę powodu by dziergać go cztery miesiące. Po dłuższym czasie mija ekscytacja i nie dziergam już z takim zapałem i ochotą. Bo już się przyzwyczaiłam do myśli, że będę go mieć, a jak jest nowy, gdy go zaczynam, to cieszę się jak dziecko, że będzie taki ładny i do tego mój:). 
Trzecim powodem jest to, że zapominam co tam się działo w tym wzorze, od nowa muszę się w niego wgryźć i przypomnieć co sobie myślałam podczas dziergania (albo który rozmiar wybrałam:)).

Blue Sand jest więc pierwszym i ostatnim swetrem, którego nie dokończyłam i odłożyłam na rzecz innego projektu! Nigdy więcej!:)


Dół swetra robiony jest prostym, ale efektownym wzorem. Taki sam wzór występuje w oryginale na rękawach, ale ja z tego zrezygnowałam. Nie lubię skupiać uwagi na moich ramionach, a ten wzór optycznie by je poszerzył. Zrobiłam więc kontrastowy pasek zwykłym ściegiem.

Zdecydowanie najbardziej charakterystyczną rzeczą w tym projekcie są urocze kieszonki w paski!
Byłam pewna, że nie będzie długi. Ale po blokowaniu oczka wyrównały się, wyprostowały i wyszedł przyjemnie grzejący, sięgający połowy ud. Trochę mam przez to kieszonki za nisko, ale traktuję je raczej jako ozdobę.
Tak samo z rękawami - chciałam wydziergać je za długie, ale już brakło mi sił i włóczki, więc zrobiłam takie akurat. Ale i one się wydłużyły i są idealne.




Dziergałam z Leizu DK (merynos i jedwab). Korpus robiłam na drutach 4 mm, ale na rękawy wzięłam druty o jeden większe. Dziergając na okrągło takie małe formy jak rękawy, zawsze dziergam ciaśniej.


Na koniec pozwolę popastwić się nad wzorem. Lubię jasne instrukcje, bez zbędnego lania wody. Może to ta matma jest winna. Bo nauczyłam się jasno i precyzyjnie stawiać sprawę, używać minimalnej liczby słów, symboli i instrukcji by coś przekazać. Już widzę moich wykładowców gdy produkuję się, tworzę twierdzenia i próbuję im pokazać, że coś wiem, w kółko powtarzając to samo tylko innymi słowami i używając dziesięć synonimów zamiast skupić się na konkretach! Pan od logiki by mnie zjadł.

Może to tylko moje zdanie, moje odczucia. Może tylko ja sobie błyskawicznie nie radziłam z rozumieniem tego wzoru. Nie wiem. Wiem, że razem z Mateuszem wkurzaliśmy się, niekiedy śmialiśmy, ale najczęściej ślęczeliśmy nad kartkami i zastanawialiśmy się co tym razem autor ma na myśl.
Wzór nie ma błędów, co to to nie. Ale język jakim i sposób tłumaczenia jest dla mnie za ciężki. Część rzeczy zrobiłam więc po swojemu nie mając ochoty wgryzać się w to co jest napisane. Lubię zerknąć na wzór i od razu wiedzieć co mam robić.
Wybaczcie mi te złośliwości na koniec. Ja jestem człowiek prosty. Jeśli się da coś zrobić dobrze i łatwo to ja to bardzo lubię:). Nie lubię udziwniania dla zasady. 

Ale plus tego dziergania jest jeden. I to bardzo duży. Mam przecudny sweter! Bardzo się z nim polubiłam:) Więc wybaczam i zapominam.

Pozdrawiam,
Marzena

czwartek, 30 lipca 2015

Endearment

Kilka dni temu wróciliśmy z trzytygodniowego urlopu w Ustce. Mimo że Mateusz nie musiał chodzi do pracy i leniwie spędzaliśmy każdy poranek, mimo że plażowaliśmy w każdych możliwych warunkach, czytając, dziergając czy pływając, mimo słodkiego, totalnego nic nie robienia, cieszę się, że jesteśmy już w domu. Urlop był zdecydowanie udany! Cudownie było odpocząć, ale tak już się udomowiliśmy na nowym, że zaczęłam już trochę tęsknić. Do domu i do naszej cudnej codzienności:).

Nie udało mi się skończyć w Ustce sweterka (taki był plan), ale to nic! Powoli, bez pośpiechu skończyłam go w tym tygodniu, wyprałam, zblokowałam i zabrałam na sesję.

Dawno już nie zrobiłam sobie nic "przy ciele", taliowanego, a zwłaszcza ażurowego. Zmusiły mnie do tego dwie rzeczy. Pierwsza to brak jakiegokolwiek sweterka z dłuższym rękawem do sukienki. A druga to zachwycenie się pewnym sweterkiem Hani Maciejewskiej.

No to mam i ja. Mój własny, turkusowy - Endearment!

Endearment ma w sobie coś niepowtarzalnego! Mankiety mnie zauroczyły... Tak samo wykończony jest tył:

Użyłam Jilly od Dream in Color, w kolorze Brilliant. Wzięłam większe druty (3,5mm) bo przy moim ciasnym dzierganiu singiel mógłby za mocno się zbić, a chciałam by było lekko i zwiewnie. Motki mieszałam tylko na początku, ale okazało się to niepotrzebne, więc przestałam się tym martwić na wysokości pach.

Ach! Brakowało mi tego koloru w szafie!


Bardzo podoba mi się plisa na guziki. Niby nic wielkiego (Haniu to jest komplement!:)), a jak cudnie wygląda - idealne rozmieszczone guziki i ten lekko zawijający się brzeg...

 Życie jest zbyt piękne by tracić czas na poprawne zapinanie guzików!
Trochę detali...

Teraz czas wziąć się za lawendowe szarości, które pokazywałam w poprzednim poście... W końcu zdecydowałam się na dwa z czterech ozdobników, które chciałam umieścić w moim nowym projekcie. To był trudny wybór, ale przyszła pomoc i już wszystko jasne. Biorę się za niego:)
A Wam na do widzenia puszczam oczko!


Pozdrawiam ciepło,
Marzena