wtorek, 5 maja 2020

Zapraszam na śniadanie

Kulinarnego posta chyba jeszcze u mnie nie było, prawda? :) No to robię wyjątek. Zapraszam na śniadanie!

Mimo że daleko mi od stosowania wszelkiej maści popularnych diet i tysiąca internetowych reguł, to swoje jedzenie traktuję całkiem poważnie i mam bardzo konkretne preferencje. Ponad sześć czy siedem lat temu postanowiłam zmienić sposób odżywiania (problemy zdrowotne oraz chęć zmniejszenia wagi) i powoli, krok po kroku, wybadałam co lubię najbardziej, co mi szkodzi oraz ile powinnam jeść by utrzymać pożądaną wagę lub zrzucić ją gdy jest taka potrzeba. Zmiany dotyczyły wszystkich posiłków, ale te najfajniejsze zaszły w kwestii śniadań. Pozostawmy więc póki co te pozostałe posiłki (cóż, u mnie to "pozostałe" w zasadzie nazywa się po prostu "obiad" i owoce w ramach przekąsek:)) i skupmy na moim ulubionym! 

W kwestii śniadań jestem człowiekiem owsianką, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Równie mocno jak owsiankę kocham owoce! I jak już się domyślacie, że to one właśnie stanowią większość moich porannych posiłków.

Mam to szczęście, że najbardziej na świecie lubię jeść owoce i warzywa. Zostawiam mięsko, dojadam ziemniaczki. Zobaczcie jakim tanim w utrzymaniu dzieckiem byłam :) Gdy mam do wyboru tłustą smaczną przekąskę, albo arbuza czy mandarynkę, z przyjemnością wybieram to drugie!
Kiełbaski czy boczek nie pojawiają się u mnie na talerzu nie tylko z powodu mojej ostatniej niemalże całkowitej rezygnacji z mięsa - absolutnie nie przepadam za tłustymi śniadaniami. Nigdy nie przepadałam za takimi smakami z rana. Dla mnie są to posiłki ciężkie, kaloryczne i zbyt obfite, a ja po przebudzeniu mam strasznie malutki żołądek i niewielkie zapotrzebowanie energetyczne :) Mieści się tam tylko odrobina owsianki i herbata.
Nawet popularna jajecznica przyprawia mnie o mdłości, więc bez wyrzutów sumienia wykreśliłam te dania z mojego życia.

Jadam więc głównie śniadania "na słodko", chociaż myślę, że to stwierdzenie niektórym kojarzyć się może ze zbyt dużą ilością cukru i ogólnie niezdrowym jedzeniem. Faktycznie, można jeść na śniadanie naleśniki z czekoladą i bitą śmietaną, ale to zupełnie nie moja bajka. 
Podzielę się dziś z Wami kilkoma moimi pomysłami na śniadanie, ale uprzedzam - nie wiem ile jest w nich kalorii, węglowodanów czy cukru, nigdy tego nie liczyłam, nie kręci mnie to wcale, wiem tylko, że mając je w swoim codziennym jadłospisie czuję się lekko, brzuch daje mi spokój przez większość czasu, waga najpierw posłusznie spadła, a teraz trzyma się grzecznie jednej wartości i co najważniejsze - cieszę się z każdego śniadania, bo jest po prostu przepyszne! I ta ostatnia kwestia niech nas dziś interesuje najbardziej :) Jeśli więc szukacie inspiracji na nowe smaki to liczę, że uda mi się coś Wam podpowiedzieć.

Od poniedziałku do piątku jadam śniadanie w samotności, a że jest wcześnie rano (wstaję przed siódmą) to nie mam głowy do długich przygotowań czy gotowania. Wybieram wtedy proste rozwiązania i niemalże zawsze jest to owsianka. Najczęściej po prostu zalewam płatki dzień wcześniej mlekiem i rano zajadam z ulubionymi owocami i orzechami. Jako że naprawdę potrzebuję niewiele by się rano najeść i wytrzymać do obiadu, u mnie to są 2-3 łyżki owsianki i spora porcja owoców. Nie słodzę owsianki w ogóle, nie czuję takiej potrzeby, ale gdy Mateusz skusi się na to samo co ja, to zawsze dosładza sobie ją syropem klonowym.
Takie śniadanie jest banalnie proste w przygotowaniu! Idealne w ciągu tygodnia gdy patrząc ledwo na oczy muszę się przygotować do pracy. Kombinacji jest wiele - od rodzaju mleka i tego co dodamy do moczenia, po owoce i inne składniki (orzechy, owoce świeże i suszone, ziarna...)

Od moczonej owsianki w ciągu tygodnia bardziej lubię tylko domową granolę. Gdy byliśmy w Szkocji, kupiłam sobie tam książkę jakby specjalnie napisaną dla mnie...


The New Porridge jak sama nazwa wskazuje, traktuje o owsiance :) Ale w zupełnie nowym wydaniu! Co więcej, znajdziecie tam przepisy nie tylko z użyciem płatków owsianych ale również wszelkiego rodzaju kasz. Znajdziecie tu owsianki chrupkie, na ciepło, zimno, na słono czy nawet lekkie, zdrowe desery! Nie kolekcjonuję książek kucharskich, ale cieszę się, że mam tę konkretną. Nawet jeśli nie skorzystałam jeszcze z większości przepisów, to jestem jej wdzięczna za dwa przepisy granolę, które robię regularnie. Książkę można kupić na przykład na Amazonie (i zerknąć trochę do wnętrza).

Granolę jem tak jak owsiankę moczoną, ale dodaję jeszcze jogurt naturalny. Upieczenie jej jest banalnie proste, łatwo można modyfikować podstawowy przepis dodając składniki, które akurat mamy w domu. Domowa granola jest po prostu o niebo smaczniejsza niż ta ze sklepu. Sami decydujemy też ile jakich składników dodamy i jaki poziom słodkości nam odpowiada. Ja zawsze redukuję syrop klonowy o połowę. Z granolą obecnie mam tylko jeden problem - trochę nie lubi się z aparatem ortodontycznym, zwłaszcza zaraz po wymianie łuku... Ale od czego się ma moczoną owsiankę?

Zimą, gdy brakuje świeżych owoców, przygotowuję czasem owsiankę pieczoną - Pimposhko, dzięki za inspirację! Mateusz też ją bardzo lubi i zabiera czasem do pracy (zabiera owsiankę, nie Pimposhkę:P) Piekę ją dzień wcześniej, nie podgrzewam rano bo ja akurat lubię na zimno. Fajny przepis znajdziecie o tu: klik! Korzystam z niego za każdym razem, tylko zmieniam dodatki.

Na razie jest trochę nudno (ale naprawdę smacznie!), bo w tygodniu najważniejsza jest łatwość przygotowania. Ciekawiej się robi w weekend!
W soboty jadamy zazwyczaj pół na pół - raz słodko, raz słono. To drugie to wszelkiego rodzaju kanapki z warzywami i pastami, bo chleb (zwłaszcza ten domowy) też jest na podium moich ulubieńców. Ale miało być o słodkich, więc na początek... jaglanka!

Zdjęcia zawsze z telefonu bo nie ma czasu na wyjmowanie aparatu gdy takie pyszności czekają! Plus często fotografuję porcję Mateusza, który je zdecydowanie więcej - taka porcja prezentuje się jednak ładniej:))
 (Budyń jaglany z bananem i masłem orzechowym. Dodatki: borówka, orzechy włoskie, figi suszone, banan, chia i syrop klonowy).
 
Budyń jaglany mnie po prostu kupił - pierwszy raz jadłam tę kaszę właśnie w tej formie i odkryłam, że przez wiele lat traciłam wiele dobrego. Spotkałam się z opinią, że budyń ma gorzkawy posmak i sporo osób rezygnuje z przyrządzania go już po pierwszym razie. Mi też udało się raz przyrządzić go źle, ale najczęściej jest gładki, delikatny i przepyszny! Ważne by dobrze opłukać kaszę i gorzki posmak znika. Korzystam zawsze z przepisów z Kwestii Smaku (klik!), a nasze ulubione to budyń czekoladowy i ten z masłem orzechowym. Ja pomijam słodzenie samego budyniu, a jeśli chcę poszaleć to oczywiście dolewam na wierzch ukochany syrop klonowy (najlepszy!), ale najczęściej cukier z owoców jest dla mnie wystarczający.
(Budyń jaglany z kakao, zawsze pomijam czekoladę. Dodatki: banan, orzechy, chia, figi suszone)

Taki budyń można przygotować z czymkolwiek! Samą kaszę zblendować z owocami, masłem orzechowym, kakao czy na przykład wiórkami kokosowymi lub po prostu zmienić rodzaj mleka by uzyskać zupełnie inny smak. Jest bardzo pożywna, więc nie potrzeba jej dużo by się najeść. U mnie i tak najczęściej jest więcej owoców niż bazy, chociaż w weekend pozwalam sobie na ciut większe porcje :) Wspólne śniadanie z książkami rządzi się swoimi prawami!

Jako że w weekend mamy więcej czasu, niekiedy gotujemy owsiankę i jemy ją na ciepło. Moja ulubiona wersja to ta z prażonymi jabłkami. Przepis z Kwestii Smaku: klik! Prosta w wykonaniu, w zasadzie potrzebujecie tylko owsianki, mleka i jabłek. 

Czasem rezygnujemy ze zbóż i jemy tak zwane smoothie bowl. Jest to miska gęstego koktajlu zrobionego z jogurtu naturalnego i owoców, wypełniona po brzegi zdrowymi dodatkami.

Truskawkowo-bananowe smoothie. Dodatki: banan, domowa granola z cynamonem, borówki, truskawki, nerkowce i chia.

 Wyjątkowo obfita micha :) Bananowy koktajl udekorowany bananami, kiwi, borówkami, orzechami laskowymi, marakują, chia i proszkiem maca.

Tak samo jak w przypadku budyniu - można wrzucić tu cokolwiek się lubi lub ma pod ręką. Zawsze wyjdzie! Ale pamiętać trzeba o tym, by koktajl był gęsty. Inaczej potopią się owoce, ale wiadomo, smaku to nie zmieni :)

Inne przepisy, jakie co jakiś czas przewijają się u nas w weekendowe poranki, to na przykład placuszki z mąki kokosowej. Dlaczego akurat z tej mąki? Tylko dlatego, że lubię kokosy i mają inną strukturę niż klasyczne naleśniki/placki. Są bardziej suche i kruche, ale zdecydowanie ich największą zaletą jest bycie kokosowym. 
Placki z mąki kokosowej z bananem, suszoną figą i borówkami.

Zupełnie zapomniałam skąd wzięłam przepis! Nie robię ich zbyt często, więc nie mam ulubionych instrukcji. 
Gdy byliśmy na Bali mieliśmy w naszym hotelu wyjątkowe śniadanie - można było wybierać między czterema zestawami, każdy z nich miał cztery pozycje, a w każdej pozycji dwie opcje :) Szaleństwo! Cóż, przez cztery dni jadłam ciągle to samo - opcja, którą wybierałam było pełna owoców, owsianki i soków, ale najważniejsze były placki kokosowe! Mistrzostwo! Rzecz w tym, że nie ma opcji bym je odtworzyła. Po pierwsze dlatego, że nie jestem tak utalentowanym kucharzem, a po drugie i najważniejsze - były one robione z grubo tartego świeżego kokosu, nie z mąki. Smak nie do podrobienia. A na placuszkach leżały karmelizowane banany... rozmarzyłam się :)

Ze słodkich śniadań lubię również tosty francuskie (z owocami oczywiście), ale że są smażone, głównie na maśle, to jemy je rzadko, bo jednak już są dla mnie odrobinę za ciężkie jak na poranny posiłek. I tego jednego akurat Mateusz nie lubi, chyba, że w wersji na słono :)

Słone śniadania też często się u nas pojawiają, a z tych bardziej wymyślnych lubię najbardziej gofry!
 
Ale nie są to te same gofry, które zjeść można na deptaku nad morzem. Przyrządzam je z pełnoziarnistej mąki i dosłownie odrobiny tłuszczu. Przepis znajdziecie tu: klik! Podaje je z hummusem, z pastą z suszonych pomidorów, z awokado, warzywami czy jajkiem w koszulce (tak sobie trochę schlebiam że całkiem nieźle umiem w jajka w koszulce:)). Takie śniadanie wymaga trochę pracy, ale lubię czasem wstać wcześniej i przygotować niespodziankę Mateuszowi. Na zdjęciu jego porcja, ja zjadam dwa gofry, chociaż po jednym mogłabym przestać... ale niby jak?:) Spróbujcie wytrawnych gofrów, sami zobaczycie!

A jakie smaki dominują u Was? Bardziej na słono czy słodko?
Jeśli nie próbowaliście nigdy tego rodzaju śniadań to polecam Wam dać im szansę - napiszcie czy smakowało! I koniecznie podrzućcie coś czego nie znam. Chętnie spróbuję nowych smaków.

Smacznego!
Pozdrawiam, Marzena

wtorek, 21 kwietnia 2020

Posy

Gdy już człowiek uszyje sobie mnóstwo romantycznych letnich sukienek, to do pełni ubraniowego szczęścia brakuje mu tylko lekkiego, równie romantycznego, sweterka. Dzięki niemu sukienki te można nosić wiosną, a i w letnie wieczory coś ciepłego na ramionach może sprawić niemałą przyjemność. To właśnie miałam w głowie, gdy wybierałam włóczkę od Sue. Kolor musiał pasować do większości uszytych ubrań, a sama włóczka musiała być lekka i zwiewna. Co dokładnie wybrałam ze sklepiku Positive Ease, możecie przeczytać w tym poście: klik! A dziś w końcu pokażę Wam w co zamieniłam te apetyczne waniliowe motki :)

Sweterki do sukienki miałam dotąd trzy - dwie wersje mojego projektu Lea oraz Sibelle autorstwa Carrie Bostick Hoge. Każdy z tych niewielkich pulowerów jest dopasowany, z okrągłym karczkiem i słuszną dawką ażuru. Tym razem miałam ochotę na coś innego! Zostałam przy ażurze, bo uwielbiam go w połączeniu z sukienką czy spódnicą, plus sprawia, że sweterek jest lekki i wdzięczny, ale zamiast dopasowania wybrałam powiewanie, a w miejsce zaokrąglonego dekoltu, pierwszy raz poszłam w serek. Co więcej! Ten pulower to taki "prawie" kardigan, czyli kolejna niespotykana u mnie sprawa. Prawie, bo moja wersja jest nierozpinana, chociaż wzór będzie miał do wyboru kilka wersji - rozpinaną, nierozpinaną z guzikami, oraz powiewającą beztrosko, bez łączenia na przodzie. Ale co ja tu streszczam, zobaczcie sobie sami. Oto Posy!
 

By dobrze grać z sukienką, Posy kończy się delikatnie poniżej talii. Ta długość jest kluczowa w takim zestawieniu - sweterek nie przytłacza i nie zakrywa zbyt wiele. Nie mam w swojej szafie swetrów, które noszę jednocześnie do spodni i do sukienek. To są dwie osobne kwestie i warto potraktować je indywidualnie.
 

Ale w bardzo łatwy sposób można też zrobić z niego dłuższy sweter do spodni! Mniejszy luz i odpowiednia liczba dodanych centymetrów nada mu zupełnie inny charakter. We wzorze na pewno pojawi się taka podpowiedź byście sami zdecydowali czym Wasz Posy ma być :)


Dekolt jest głęboki, ozdobiony ściągaczową plisą, do której przyszyłam 4 guziczki. Przymocowałam je po prostu przez dwie warstwy - nie planuję rozpinania sweterka, po prostu uwielbiam tego typu dekolt (jak w tej sukience - klik!) i guziki są tu po prostu niezbędne!

Martwiłam się o to, gdzie kupię teraz idealnie pasujące kolorem guziki (nie chciałam kontrastu), ale okazało się, że te z Rencami, które kupiłam jakiś czas temu ze względu na motyw liści, po lewej stronie mają biszkoptowy kolor! Nieźle się komponują, prawda?

No ale wiadomo - główną rolę gra tu ażur! Tworzy on coś na kształt "fali", która równomiernie opada i nieznacznie się wznosi. By zachować ten efekt i jednocześnie kształt dekoltu, muszę się nieźle nagłowić przy liczeniu rozmiarów. Ale spokojnie - obiecuję, że w dzierganiu będzie prosty i intuicyjny. Najgorsze biorę na siebie :)
  
 

Podoba mi się jak wzór wyłania się na ramieniu i układa wzdłuż plisy...

 

Wykonaliśmy sesję na polnej ścieżce, podczas pięknego ciepłego zachodu... nawet takie proste miejsca pełne są wtedy magicznego światła! Lubię tę miejscówkę, często do niej wracamy bo jest pod ręką i zapewnia czarujący bokeh! Oraz ciszę i spokój, nie licząc bzyczenia w koronach drzew...

Wzór powstanie w przeciągu tygodnia lub dwóch, wtedy też ogłoszę nabór do testu. Proszę poczekajcie więc ze zgłaszaniem, by nic mi nie umknęło. Wtedy też podam wszystkie szczegóły. Jeśli nie chcecie przegapić testu, możecie też zapisać się do listy mailingowej: klik!
 
Miałam do dyspozycji trzy motki włóczki Merino Singles (1 ply merino) w kolorze Biscuit, czyli około 1100 metrów, ale nie użyłam ich w całości plus wykonałam sporo próbek. Zużycie jest więc niewielkie. Dokładny metraż dla wszystkich rozmiarów podam Wam w następnym poście.
Dziergałam na drutach 3.75 mm - jest to moja ulubiona grubość drutów dla włóczek typu single. Dzianina jest wtedy lekka i zwiewna.
 
Ciekawa jestem co sądzicie o moim Posy i czy też lubicie takie niewielkie sweterki do sukienek? Ogromnie się cieszę, że ten pasuje praktycznie do każdej jaką uszyłam. No dobra, oprócz jednej, która jest w identycznym waniliowym kolorze - to by było zbyt wiele :))

Pozdrawiam serdecznie!
Marzena

czwartek, 16 kwietnia 2020

Lista przydatna do szycia, czyli moi ulubieni projektanci!

My, dziewiarki mamy naprawdę dobrze. Ktoś kiedyś założył Ravelry, strona się przyjęła, projektanci się skusili i dzięki temu dziś mamy ogromną bazę wzorów w jednym miejscu! Jest tam niemalże wszystko. Wystarczy wybrać odpowiadające nam parametry (język, rodzaj ubrania, krój, kształt, ścieg, grubość wełny...) i możemy przebierać w tysiącach projektów. 

Gdy w styczniu zeszłego roku zaczęłam szyć, pierwsze co zrobiłam to poszukałam czy istnieje w sieci szyciowy odpowiednik Ravelry. I chociaż da się znaleźć sklepy, które oferują wzory kilkunastu projektantów, to niestety odpowiedź brzmi "nie". Nie istnieje strona dedykowana wykrojom i osobom szyjącym (albo ja na nią nie trafiłam, ale schlebiam sobie zawsze, że jestem naprawdę dobra w googlowaniu:)). Niewtajemniczeni mogą mieć problem ze znalezieniem stron projektantów, a nawet Ci radzący sobie nieźle w internecie niekoniecznie znajdą wszystko to, co warte jest uwagi. Ech, naprawdę brakuje takiej bazy wzorów! 

Jak ja sobie poradziłam i radzę z szukaniem wzorów do szycia? Na początku Ania (ta Ania od szycia:)) podrzuciła mi kilka pomysłów i nakierowała jak samemu mogę prowadzić poszukiwania na Instagramie. Myślę, że to najlepsze miejsce do odkrywania nowych wzorów i projektantów. Nie jest to super łatwe, nie istnieje jeden guzik "szukaj mi wzorów Instagramie!". Niestety trzeba wykorzystywać tagi (#sewingpattern, #imademyclothes" #cokolwiekzwiązanegozszyciem) i przeglądać zdjęcia. Warto sprawdzić jakich tagów używają osoby często szyjące i właśnie w nie klikać. Gdy trafiam na piękną sukienkę albo bluzkę, zaglądam do autora i sprawdzam czy był tak miły by oznaczyć projektanta i podać nazwę wzoru. I już mam! Teraz już wiem co mam googlać! Warto więc obserwować inne szyjące osoby i sklepy z tkaninami, które często publikują ubrania wykonane z ich produktów lub po prostu współpracują z projektantami.
Znając nazwę wzoru czy autora, możecie używając odpowiedniego taga znaleźć tam setki realizacji, co pozwoli Wam ocenić czy wzór faktycznie Wam się podoba i znaleźć inspiracje kolorystyczne (ostrzegam, to jest uzależniające!).

Przez rok udało mi uzbierać całkiem sporo linków do sklepów ze wzorami. Są to niewielkie firmy, które wypuszczają sezonowe kolekcje albo zupełnie niezależni mali projektanci, którzy od czasu do czasu wrzucają coś nowego. I to właśnie dziś znajdziecie w moim poście! Zostałam poproszona o taki post i z przyjemnością dziele się z Wami moją wiedzą. Mam nadzieję, że to ułatwi sprawę i pozwoli odnaleźć wymarzone wzory!

Lista jest naprawdę długa, zawiera wszystkie znane mi osoby i firmy, również te, z których wzorów jeszcze nie szyłam. Jest też bardzo subiektywna, ponieważ na ubrania, które nie są w moim stylu po prostu nie zwracam uwagi :)
Kolejność jest dość losowa, w każdym sklepie jest przynajmniej jeden wzór, który mi się podoba. Dodaję również wybrane zdjęcia (wszystkie pochodzą ze stron autorów), by zobrazować Wam styl każdego z nich. Klikajcie w nazwy, są podlinkowane.


1. Common Stitch. Odkryłam ich niedawno i już zamówiłam len na pierwszą sukienkę. Piękne, minimalistyczne i lekko rustykalne formy z wykorzystaniem mojego ukochanego materiału. Uwielbiam ich!


2. Chalk and Notch. Kobiece i klasyczne kroje. Ja póki co uszyłam z ich wzoru Fringe Dress.


3. Sew Liberated. Spora nuta klimatu boho, ale bez szaleństw. Wygoda, styl i komfort!

4. Sew House Seven. To oni są autorem mojej ulubionej Montavilla Muumuu! I kusi mnie jeszcze jeden ich wzór na sukienkę. Prawie wszystko jest tam niebieskie, więc żeby przekonać się do tych wzorów musiałam zerknąć na Instagram w poszukiwaniu interpretacji :)

5. Closet Case Patterns. Świetne uniwersalne ubrania, dopracowane i dobrze opisane wzory. To autorzy mojej pierwszej kurtki, więc o czymś to świadczy :) Uszyłam też koszule (już prawie dwie) z ich wzoru. Naprawdę polecam!

5. Deer and Doe. Kolejna firma projektująca bardzo codzienne i klasyczne ubrania dla każdego, idąca z duchem czasu, dbająca o detale. Mam kilka pozycji na liście.


7. Afternoon. Prosto, lekko i z klasą!


9. Tessuti Shop. Spory wybór przeróżnych fasonów. Nie mają jednego konkretnego stylu, ale myślę, że większość z tych wzorów jest naprawdę uniwersalna i mogą podobać się sporej grupie osób.


10. Allie Olson. Niewielki wybór wzorów, ale każdy z nich warty uwagi!


11. Grainline studio. Proste, "bezpieczne" formy.


12. Named Clothing. Jest tu odrobina szaleństwa, ale nie powiedziałabym, że nie są to ubrania codzienne. Dobre miejsce by znaleźć  coś użytecznego i nietypowego jednocześnie. Od nich mam swoją Kielo Wrap Dress :)


13. True Bias. 
Kolejni fani prostoty i ponadczasowych form. Autorzy wzoru Ogden Cami, który już cztery razy przewinął się przez moją maszynę.


14. Peppermint. Darmowe, bardzo ładne wzory!



16. By Hand London. Sukienki na różne okazje - można z nich stworzyć kreacje wieczorowe albo codzienne ubrania.


17. Papper Cut Patterns. Oryginalne, kobiece i stylowe. Koniecznie sprawdźcie ten sklep!


18. Friday Pattern Co. Świeże spojrzenie na klasykę. Piękne wykonanie oraz oryginalne kształty i detale.


19. Pauline Alice. Ta kurtka będzie moja!!!


20. Republique du Chiffon. Odrobinę dziewczęcy look.


21. The Assembly Line. Klasa i nowoczesny styl! Chociaż dla mnie odrobinę zbyt poważne na co dzień. 


22. Thread Theory. Spory wybór męskich ubrań (no w końcu!:)) Uszyłam już jedną parę tych szortów. Planuję kolejne.


23. Mimi G Style. Może nie jest to do końca mój styl, ale kilka interpretacji tej sukienki sprawiło, że zaczęłam je rozważać. Czasem wystarczy zmienić kolory, materiał i dodać coś od siebie by zmienić zupełnie styl ubrania!


24. Untitled Thoughts.


25. Cali Faye Collection.



27. Taree Marsh Autorka mojej ostatnie sukienki Sia Dress! Dopiero zaczyna, ale moim zdaniem osiągnie naprawdę spory sukces!


28. Fibre Mood. Spory wybór naprawdę przeróżnych wzorów.

29. Just patterns.Kilka podstawowych, klasycznych ubrań.


30. Fabric Godmother. Sklep, który sprzedaje wzory różnych projektantów. Niewielka baza różnych wzorów.


I kilka sklepików na Etsy: 

31. Anna Allen. Planuję od niej lniane spodnie, które planuję nosić w samolocie czy samochodzie podczas podróży. Źle znoszę długie siedzenie i liczę na to, że lekkie, luźne spodnie na gumce mi w tym pomogą :)
 
32, Tintofmint Patterns. Ta projektantka dopiero od niedawna działa, ale już ma kilka wzorów na sprzedaż! Wzory raczej "wyjściowe", ale nie przesadzone.

33. Jennifer Lauren. Uszyłam ostatnio Hunter Tank z jej wzoru - piękna bluzka!
Sporo tego, prawda? Jeśli coś się tu nie znalazło to możliwe są tylko dwa powody: albo nie trafiło w mój gust, albo jeszcze na to nie trafiłam. Mam nadzieję, że uda Wam się znaleźć coś dla siebie. Przyznam, że taka liczba opcji nie pomaga w podjęciu decyzji :) Planowanie trwa u mnie zazwyczaj dłużej niż samo szycie! 

Wszystkie te sklepy oferują wzoru elektroniczne - do wydruku w domu lub/i do druku w wielkim formacie. Ja preferuję ten drugi. Uprzedzam pytanie - znam Burdę, ale przytłacza mnie ilością wzorów, nie mają jednego konkretnego stylu przez co trochę się u nich gubię i szybko rezygnuję z szukania. Nigdy nie szyłam z ich wzorów. Nie kupuję również gazetek z wykrojami.

Wspomnę jeszcze na koniec o cenie wzorów. Są one droższe niż te dziewiarskie, niekiedy nawet dwukrotnie. I znowu dziewiarki mają lepiej (a projektanci trochę gorzej, ale ciii:)). Z czego to wynika? Nie wiem, ale testując wzór Taree mogłam zobaczyć ile pracy wymaga dopracowanie wykrojów i instrukcji. Naprawdę łatwo o błąd, złe wyliczenie długości, szerokości itp. W przypadku wzorów dziewiarskich możemy po prostu spruć i poprawić, ale wyciętych kawałków już nie skleimy. Wydaje mi się również, że kiedyś ktoś ustalił taką cenę i reszta się dostosowała. Ciężko wycenić pracę swoich rąk, a jest to jeszcze bardziej skomplikowane gdy sprzedaje się elektroniczne produkty.

No to teraz możecie po prostu zapisać wszystko to co Was urzekło w tym poście i pominąć żmudny proces kolekcjonowania linków :)

Ciekawa jestem czy znaliście te strony i czy macie może coś, co może mi (lub innym!) się spodobać. Koniecznie dajcie znać.

Pozdrawiam,
Marzena