Numer jeden bo są to moje pierwsze skarpety! Ja nie z tych co nie dziergają czegoś bo się boją/nie umieją/nie mają odwagi. Ja z tych co jak nie potrafią to się wezmą i nauczą:). Jak mam wzór to zrobię i już. Wiadomo, z pomocą - Mateusza, googla albo innej dziewiarki. Bo jako że pierwszy raz robiłam piętę to nie wiedziałam jak ją ugryźć. Mateusz wrócił z pracy i ugryźliśmy ją razem (było tam kilka nowości angielskodziewiarskich, więc coś zajarzyć nie mogłam). W sumie dziergałam je trzy dni, ale więcej uwagi poświęcałam sweterkowi (z poprzedniego posta), który musi zostać poprawiony... ale o tym nie dziś.
Jak już zrobiłam pierwsze skarpety to mogę ocenić ich poziom trudności. Jak na moje łatwizna:). Więc Ci, którzy jeszcze ich nie zrobili, a marzą o czymś ciepłym na wiecznie zmarznięte stopy, niech się biorą do pracy!
Dlaczego dopiero teraz zrobiłam skarpety? Bo lubię duże projekty. A na przykład swetry lubię. I jakoś nie miałam nigdy okazji i ochoty. Ale w chwili obecnej mam niezły natłok pracy, trochę problemów (ten uparty sweter!!!), planów i zobowiązań, więc chciałam coś co przyrośnie szybciutko i będzie wielce satysfakcjonujące. Poza tym już jakiś czas temu zaczęłam myśleć troszkę o skarpetach, podglądać piękne projekty na ravelry i wyobrażać sobie jakich to bym nie chciała mieć. No i mam. Wczoraj skończyłam, dziś wykończyłam i z radością Wam je pokazuję!
Chciałam proste skarpety, ciepłe i na razie dość łatwe, bez wzorów. Poszłam na górę, do pokoju marzeń (pokój z wełną) i zaczęłam zastanawiać się, która włóczka będzie idealna, i co najważniejsze, które kolory będą najpiękniej razem wyglądać. Zdecydowałam się na grube skarpetki, więc miałam do wyboru Calm albo Leizu. Calmy są melanżowe, a jakoś nie pasowało mi łączenie dwóch kontrastowych wielobarwnych włóczek. No to padło na Leizu Worsted - czyli jak napisała pod poprzednim postem Caitlin - istna ekstrawagancja! Bo to przecież wełna z jedwabiem jest. Ale kto dziewiarce zabroni? :)
Żal mi było tak motki podkradać, więc myśl mnie naszła, że przecież mimo wszystko mam jakieś mini zapasy własne (mimo wszystko, bo ja nie z tych co kupują/biorą włóczki i zostawiają na zaś) i zajrzałam do swojego koszyka, a tam Leizu w ciapki! Dostałam ten motek od Julie Asselin jako mały prezencik, próbkę. Nie wiem jak nazywa się ten kolor, podejrzewam, że musi pozostać jako Limited Edition, bo to był czas, gdy Julie eksperymentowała z nowymi kolorami i podejrzewam, że ten mój to taka wersja próbna (edit: Julie mówi, że to Sunset!:)). Teraz ma kilka ciapkowanych, ale żadne mi tak do końca nie pasuje do tego mojego precelka.
Wzięłam ją i zastanawiałam się jakim cudem dobiorę do niej partnera, jakoś mi nie grała z innymi kolorami. Zrobiłam małą próbkę, pobiegłam do góry i wyjęłam Macarons, wrzosowy motek i oczom nie wierzyłam. Naprawdę nie przyszłoby mi do głowy, że tak ładnie razem będą wyglądać. Fioletu w ciapkowanym jest niewiele, ale akurat tyle by komponowały się idealnie. A o to i one:
Jak już wybrałam połączenie kolorów to wystarczyło tylko zajrzeć na rav, do ulubionych i znaleźć wzór na klasyczne, ciepłe skarpeciochy! Wybrałam wzór Hyak.
Prawda, że ten żółty lubi się z fioletem?
Zdjęcia pół na pół - zastopowane skarpetki fotografował mój prywatny,
jedyny najlepszy domowy fotograf, ale detali bym mu nie oddała -
odczuwam niewysłowioną przyjemność w fotografowaniu małych rzeczy i
dorabianie do nich tła. Jest jakiś zawód, w którym robi się takie
rzeczy? :)
Wzór bardzo fajny, prosty, dobrze napisany. W zasadzie nie ma tu wielkiego wzorowego szaleństwa. Dodatkowo zmodyfikowałam go ciut - zamiast ściągacza na całości zrobiłam po prosty ścieg gładki. Ciapki nie lubią jak się z nimi przesadza.
Przyszła moja ulubiona, najukochańsza i długo wyczekiwana pora roku! Stopy zawsze mam lodowate, więc mimo, że lubię wywietrzone pomieszczenie (nawet zimą okna otwieram), lekki przeciąg i rześkość to nie lubię marznąć. Mój strój dnia to najczęściej krótkie spodenki*, kocyk i skarpety właśnie. No to teraz stopy nie mają prawa mi zamarznąć!
*krótkie bo w przeciągu sekundy potrafi mi się "jeju jak zimno" przemienić na "o matko jak mi gorąco". Jak się ma taki zestaw - spodenki i kocyk - to łatwo jest modyfikować ciepłotę:)
Tu ładnie widać, ze nie mam płaskostopia hihi:)
Szczegóły: włóczka to Leizu Worsted od Julie Asselin, w kolorze Macarons (fiolet) oraz Sunset. Na ściągacz użyłam drutów 3.5 mm, a na resztę 4 mm.
Już bym brała się za następne skarpety gdyby nie TEN sweter.
Pozdrawiam Was ciepło!
Marzena



















