Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ażur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ażur. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 sierpnia 2020

Posy, publikacja wzoru

Ach, na reszcie jest! Nawet nie wiecie jak się cieszę, że wzór na mój najnowszy projekt Posy właśnie został opublikowany - klik! :) Jakoś szczególnie traktuję ten projekt... Z pewnością jest to jeden z najbardziej misternych i romantycznych projektów jakie stworzyłam. Dodatkowo wymagał ode mnie, jako od projektantki, sporo pracy i to, że udało mi się złożyć instrukcje i schematy w przyjemną i łatwą w czytaniu całość jest niezwykle satysfakcjonujące! Potwierdza to jakieś 30 testerek (tak, tym razem jest całe mnóstwo testowych wersji!!!), które mają w tym naprawdę spory udział!


Czemu zdecydowałam się na tak liczną grupę testową? Bo sweterek ten można zrobić na mnóstwo sposobów i chciałam byście mogli każdy z nich zobaczyć. Posy może być pulowerem z guziczkami (ja właśnie taką wersję zrobiłam dla siebie), rozpinanym kardiganem lub niezapinanym, otwartym sweterkiem. Jakby tego było mało, sama modyfikacja długości korpusu czy rękawów może dać Wam zupełnie inny efekt - ja zdecydowałam się na krótką wersję, pasującą idealnie do sukienki i podkreślającą talię, ale w łatwy sposób można zrobić z niego luźny kardigan do spodni. Wystarczy wydłużyć korpus i zmienić liczbę guziczków. Wszystkie wskazówki dotyczące tych modyfikacji zawarte są już we wzorze, więc nie ma potrzeby by ktokolwiek z Was musiał sam prowadzić skomplikowane obliczenia. Ponadto każdy rozmiar ma swój własny, dedykowany tylko jemu plik, nie ma więc ryzyka pomyłki i wypatrzenia oczu podczas czytania instrukcji czy schematów. A powstało aż 9 rozmiarów: od XS do 5XL. I to wszystko w dwóch językach oczywiście: polskim i angielskim! Cóż, przyznam nieskromnie, że się trochę napracowałam ;)

Czy wzór jest łatwy w wykonaniu? Mogę obiecać, że będzie prowadził Was za rękę, krok po kroku, i że każdy, kto chcę mieć Posy w swojej szafie i zna podstawy powinien dać sobie z nim radę. Ażur wymaga wyłącznie skupienia, ale moim zdaniem jest warty tego niewielkiego poświęcenia :)
Test przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, serio! To co się wydarzyło jest niesamowite - cała paleta kolorów, piękne ażury, mnóstwo interpretacji, romantyczne gładkie nitki oraz te bardziej rustykalne, długie i krótkie rękawy, kolorowe guziki... szaleństwo! Spora część projektów już powinna być podpięta pod mój projekt, więc zachęcam Was do zajrzenia w zakładkę "projects" i zainspirowanie się.

Wzór i więcej informacji znajdziecie tu: klik!
Projekty testerek: klik!

Macie Posy w planach? :)
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego dziergania,
Marzena

wtorek, 21 kwietnia 2020

Posy

Gdy już człowiek uszyje sobie mnóstwo romantycznych letnich sukienek, to do pełni ubraniowego szczęścia brakuje mu tylko lekkiego, równie romantycznego, sweterka. Dzięki niemu sukienki te można nosić wiosną, a i w letnie wieczory coś ciepłego na ramionach może sprawić niemałą przyjemność. To właśnie miałam w głowie, gdy wybierałam włóczkę od Sue. Kolor musiał pasować do większości uszytych ubrań, a sama włóczka musiała być lekka i zwiewna. Co dokładnie wybrałam ze sklepiku Positive Ease, możecie przeczytać w tym poście: klik! A dziś w końcu pokażę Wam w co zamieniłam te apetyczne waniliowe motki :)

Sweterki do sukienki miałam dotąd trzy - dwie wersje mojego projektu Lea oraz Sibelle autorstwa Carrie Bostick Hoge. Każdy z tych niewielkich pulowerów jest dopasowany, z okrągłym karczkiem i słuszną dawką ażuru. Tym razem miałam ochotę na coś innego! Zostałam przy ażurze, bo uwielbiam go w połączeniu z sukienką czy spódnicą, plus sprawia, że sweterek jest lekki i wdzięczny, ale zamiast dopasowania wybrałam powiewanie, a w miejsce zaokrąglonego dekoltu, pierwszy raz poszłam w serek. Co więcej! Ten pulower to taki "prawie" kardigan, czyli kolejna niespotykana u mnie sprawa. Prawie, bo moja wersja jest nierozpinana, chociaż wzór będzie miał do wyboru kilka wersji - rozpinaną, nierozpinaną z guzikami, oraz powiewającą beztrosko, bez łączenia na przodzie. Ale co ja tu streszczam, zobaczcie sobie sami. Oto Posy!
 

By dobrze grać z sukienką, Posy kończy się delikatnie poniżej talii. Ta długość jest kluczowa w takim zestawieniu - sweterek nie przytłacza i nie zakrywa zbyt wiele. Nie mam w swojej szafie swetrów, które noszę jednocześnie do spodni i do sukienek. To są dwie osobne kwestie i warto potraktować je indywidualnie.
 

Ale w bardzo łatwy sposób można też zrobić z niego dłuższy sweter do spodni! Mniejszy luz i odpowiednia liczba dodanych centymetrów nada mu zupełnie inny charakter. We wzorze na pewno pojawi się taka podpowiedź byście sami zdecydowali czym Wasz Posy ma być :)


Dekolt jest głęboki, ozdobiony ściągaczową plisą, do której przyszyłam 4 guziczki. Przymocowałam je po prostu przez dwie warstwy - nie planuję rozpinania sweterka, po prostu uwielbiam tego typu dekolt (jak w tej sukience - klik!) i guziki są tu po prostu niezbędne!

Martwiłam się o to, gdzie kupię teraz idealnie pasujące kolorem guziki (nie chciałam kontrastu), ale okazało się, że te z Rencami, które kupiłam jakiś czas temu ze względu na motyw liści, po lewej stronie mają biszkoptowy kolor! Nieźle się komponują, prawda?

No ale wiadomo - główną rolę gra tu ażur! Tworzy on coś na kształt "fali", która równomiernie opada i nieznacznie się wznosi. By zachować ten efekt i jednocześnie kształt dekoltu, muszę się nieźle nagłowić przy liczeniu rozmiarów. Ale spokojnie - obiecuję, że w dzierganiu będzie prosty i intuicyjny. Najgorsze biorę na siebie :)
  
 

Podoba mi się jak wzór wyłania się na ramieniu i układa wzdłuż plisy...

 

Wykonaliśmy sesję na polnej ścieżce, podczas pięknego ciepłego zachodu... nawet takie proste miejsca pełne są wtedy magicznego światła! Lubię tę miejscówkę, często do niej wracamy bo jest pod ręką i zapewnia czarujący bokeh! Oraz ciszę i spokój, nie licząc bzyczenia w koronach drzew...

Wzór powstanie w przeciągu tygodnia lub dwóch, wtedy też ogłoszę nabór do testu. Proszę poczekajcie więc ze zgłaszaniem, by nic mi nie umknęło. Wtedy też podam wszystkie szczegóły. Jeśli nie chcecie przegapić testu, możecie też zapisać się do listy mailingowej: klik!
 
Miałam do dyspozycji trzy motki włóczki Merino Singles (1 ply merino) w kolorze Biscuit, czyli około 1100 metrów, ale nie użyłam ich w całości plus wykonałam sporo próbek. Zużycie jest więc niewielkie. Dokładny metraż dla wszystkich rozmiarów podam Wam w następnym poście.
Dziergałam na drutach 3.75 mm - jest to moja ulubiona grubość drutów dla włóczek typu single. Dzianina jest wtedy lekka i zwiewna.
 
Ciekawa jestem co sądzicie o moim Posy i czy też lubicie takie niewielkie sweterki do sukienek? Ogromnie się cieszę, że ten pasuje praktycznie do każdej jaką uszyłam. No dobra, oprócz jednej, która jest w identycznym waniliowym kolorze - to by było zbyt wiele :))

Pozdrawiam serdecznie!
Marzena

wtorek, 10 lipca 2018

Lea w różu

Ponad tydzień temu nasze wakacje dobiegły końca. Wypoczęta i ogromnie usatysfakcjonowana wróciłam z przyjemnością do mojej ulubionej, domowej i Chmurkowej, "rutyny". Korzystając z dobrodziejstw i piękna drugiej strony świata, poświęciłam drutom bardzo mało czasu, w zasadzie... nic nie dziergałam! :) I wbrew temu co się może wydawać, wcale nie było to dla mnie przykre. Po prostu cała reszta pochłaniała mnie tak bardzo, że z przyjemnością zrobiłam sobie urlop od machania drutami!  

Nie przywiozłam więc nic nowego do pokazania, ale na szczęście w domu czekała druga wersja Lei, którą skończyłam w maju, ale nie miałam jeszcze okazji Wam jej przedstawić w pełnej krasie. Wczoraj podreptaliśmy nad Bystrzycę i w towarzystwie komarów wykonaliśmy krótką sesję...


Tym razem dziergałam z Goat on the Boat w kolorze Petal (oryginał wykonałam z Alpacino: klik!), obie nitki podkreślają dobrze ażur, układają się dobrze przy ciele i są dla niego delikatne. Nie wskażę faworyta, bo oba swetry bardzo lubię :)
 

Podobnie jak poprzednia wersja, i ta jest dość krótka, by pasowała do spódnicy i sukienki. Jak widać z lnianymi szortami też się dogaduje. Jako że koza i Alpacino mają te same parametry, nic a nic nie zmieniłam we wzorze czy próbce i dziergałam rozmiar S. 
Wiecie, że to mój pierwszy raz, gdy w szafie będę miała dwa takie same projekty? Zawsze musiałam dziergać coś innego, nowego. Poczułam, że potrzeba mi jeszcze jednego romantycznego (różowego oczywiście) niewielkiego sweterka, i cóż mogłam począć. Wzór już miałam :)

Pewnie ktoś pomyśli, że zwariowałam, przecież mam już tyle różowych swetrów! Ha, no niech będzie, mogę być szalona! Nic nie poradzę, że po prostu uwielbiam takie kolory! A jakby było mało w planach mam już kolejny... głowa po wakacjach pełna pomysłów i inspiracji. Dość precyzyjnie jawi mi się przed oczami mój kolejny projekt swetra i cóż mogę poradzić, że najlepiej mu będzie w słodkościach?

Idę więc kończyć kolejny kwadracik do kocyka, o którym Wam wspominałam jakiś czas temu, i szykować odpowiednią włóczkę na ta co nieuniknione. Przy okazji wpsomnę, że ruszyłam z produkcją kózki :) Także wypatrujcie za jakiś czas dostawy.

Miłego dnia!
Marzena

środa, 16 maja 2018

Lea

Z przyjemnością donoszę, że opublikowałam właśnie wzór na mój najnowszy projekt Lea! Jupi!

Lea dzierga się sama i podczas testów zostało to udowodnione :) Niektóre testerki pobiły mój rekord i wydziergały swoją wersję w tempie przyprawiającym o zazdrość! A wydziergały je pięknie, o czym możecie się przekonać same klikają o tu, tu: klik!

Tak podpasywał mi ten krój i wzór, że już prawie kończę drugą wersję i mam nadzieję, że za kilka dni się nią pochwalę :) Zdjęcie nieaktualne, obecnie robię już drugi rękaw.

Jeśli tylko macie ochotę na niewielki, romantyczny i kobiecy sweterek, zapraszam Was do mojego sklepiku na Ravelry (klik!) lub na stronę Chmurki (klik!). Wzór jest dostępny w języku polskim i angielskim.

Więcej o Lea przeczytacie w tym poście - klik! 

Pozdrawiam Was serdecznie,
Marzena

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Wymyśliłam sobie idealny plan

Chyba nikt nie zaprzeczy, że dzierganie jest moją wielką pasją. Mam wiele zainteresowań, robię mnóstwo rzeczy, niekiedy całkiem od siebie odległych i różnych, ale to właśnie dzierganie nazwałabym swoim głównym hobby. Poświęcam mu dużo czasu, energii i myśli, to pierwsza rzecz jaka przychodzi mi do głowy gdy ktoś pyta "czym się zajmujesz?". Dzięki dzierganiu mam swoją małą Chmurkę, więc farbowanie wełny, projektowanie wzorów czy fotografowanie produktów zdecydowanie wlicza się do tej pasji, bo wiadomo, nie obejmuje ona jedynie przekładania oczek. Oj tak, jestem dziewiarką, nie ma co do tego wątpliwości.

Mimo że ta pasja jest obecna w moim życiu na każdym kroku to nigdy nie odnajdywałam w sobie potrzeby otaczania się przedmiotami, które mniej lub bardziej do dziewiarstwa nawiązują. Nie podobają mi się kubki w sweterkach, torby, plecaki, ubrania z takim motywem, choć oczywiście skłamię jeśli powiem, że nic takiego nie mam. Bo mam ciepłe skarpetki z owcą i kłębkiem wełny, noszę płócienne torby z logo Julie Asselin, na ścianie wisi pięknie wyhaftowany obrazek z owcami od przyjaciółki. Ale przedmioty te muszą mi się po prostu podobać, tak obiektywnie. Sam motyw oczek czy drutów ani trochę mnie nie kupuje. Z tego samego powodu nie mam koszulek/plakatów/gadżetów dla fanów gier komputerowych, planszowych, Wiedźmina, Władcy Pierścieni, Harrego Pottera czy na przykład czegokolwiek od ulubionego wykonawcy (oprócz jego płyty:)). 
Nie lubię wypełniać swojej przestrzeni i życia takimi produktami, dlatego prawdopodobnie nigdy nie wydziergam chodniczka, poduszek (choć posiadam jedną, przecudnej urody, którą otrzymałam w prezencie!), abażurów, łapaczy snów czy obrusów - nie odmawiam im urody, ale to po prostu nie jest mój styl. Prawdopodobnie, bo kiedy zastosuję lubiany przeze mnie umiar to podejście może się zmienić. Ale warunkiem koniecznym jest by to co stworzę, to co postawię na stole czy powieszę na ścianie nie przytłaczało, pasowało do wnętrza i nie krzyczało zbyt głośnio "patrz!!! ja robię na drutach!" :). 
 
W gronie dziergających można obserwować mnóstwo przeróżnych gustów. Jedni kochają dzianinę w każdej formie, inni tylko i wyłącznie na sobie lub właśnie zupełnie na odwrót, są tacy co kochają szalone kolory i dyndające nitki, i Ci, dla których istnieją wyłącznie stonowane, klasyczne kolory i minimalistyczne kształty. Mimo że łączy nas pasja to nadal mamy swoje zdanie, charaktery i upodobania. I bardzo dobrze! Inaczej świat, nie tylko ten dziewiarski byłby wyjątkowo nudny.

Moje zdanie na temat przenoszenia motywu dziergania na każdy element wystroju czy ubrania już znacie, ale czemu właściwie poruszyłam ten temat? Bo dziergam obecnie coś, czego nigdy wcześniej nie planowałam! A mianowicie koc i do tego z kwadratów! Zastanawiacie się pewnie co w tym szalonego? :) A to, że po prostu za takimi kocami nie przepadam. Są dla mnie zbyt przytłaczające, za dużo się na nich dzieje, no po prostu nie trafiają w mój gust, nigdy nie chciałam mieć takiego w domu. To tak bardzo ogólnie oczywiście, bo koce i wzory są różne, ale tak się złożyło, że te kwadracikowe były na samym dole mojej listy ulubieńców :).
Co więc mnie skłoniło do zmiany zdania i co więcej - wzięcia sprawy w swoje ręce? Ten koc -klik! W zasadzie to on jeszcze nie powstał, a już mi się bardzo podoba... każdy kwadrat posiada taki sam, delikatnie ażurowy wzór, zaś kolory na tym zdjęciu pięknie ze sobą grają, no i ten beż na krawędzi! Miodzio :) Ale to jeszcze nie przesądziło sprawy. 
Obecnie posiadam dość napięty grafik i brak mi czasu na beztroskie szukanie wzorów czy projektowanie swoich własnych, na dodatek czekam na dostawę bazy do farbowania, więc nie mam gotowych motków na zaplanowany projekt (klik!). Skończyłam przed weekendem niedobry różowy sweter i zostałam z pustymi rękoma. I przyszło olśnienie! Dzierganie jednego kwadratu zajmuje maksymalnie dwa dni, jest to więc idealny projekt dla kogoś kto nie lubi, tak jak ja, mieć dwóch robótek na drutach, nie chce mieć pustych rąk i jednocześnie nie przepada za dzierganiem "wypełniaczy" w postacie próbek kolorów czy wzorów. Kwadraty będą powstawać szybko, choć sam koc dość powoli. Będę tworzyć kolejne elementy między jednym projektem a drugim, i żadne druty czy myśli nie będą zajęte nieskończonym projektem. Plan idealny!
Najważniejszy był dobór kolorów i wzoru. Oczywiście, podobnie jak Melanie, decyduję się wyłącznie na jeden ażurowy wzór, by koc był delikatny i romantyczny. Kolejny plus to wykorzystanie niewielkich kulek włóczki, które zostały po poprzednich projektach. Nie mam ich zbyt dużo, bo nie lubię gromadzić, a na dodatek ograniczam się w tym projekcie wyłącznie do odcieni przydymionego różu, beżu i zieleni, by wszystko ze sobą dobrze grało, ale na szczęście na start mam już kilka moteczków.
Jak widać jest to kolorystyka niemalże identyczna z moim Find Your Fade. Jeden kwadrat gotowy, drugi w odcieniach zieleni i różu zaczęty. Korzystam z tego wzoru - klik! Używam włóczek grubości fingering i drutów 3.5 mm. Powstał mi kwadrat o boku 23 cm.
Planuję zrobić niewielki koc, taki, który będzie leżał w salonie, na kanapie (o ile akurat będzie czas na różowo-zielony wystrój) i czekał aż komuś zmarzną nogi lub ramiona :). Ciekawa jestem jak długo zajmie mi skompletowanie odpowiedniej liczby elementów!

A jak jest u Was? Lubicie otaczać się "dzierganymi" przedmiotami? Dziergacie elementy wystroju domu, torebki, kapcie?

Pozdrawiam Was serdecznie!
Marzena

wtorek, 3 kwietnia 2018

Lea

Niesamowite jak szybko udało mi się wydziergać projekt, nad którym myślałam tak absurdalnie długo! Po odłożeniu nieudanego projektu, który zajął mi cały styczeń i nie przyniósł nic w zamian, postanowiłam wydziergać niewielki, kobiecy sweterek, idealny do spódnicy, którą z obłędem w oczach wypatrzyłam w ulubionym sklepie (a do której, jak szalona, niemalże od razu poleciałam i dokupiłam buty:)). Czekając na pojawienie się jej na "półkach" już zaczęłam snuć plany, dobierać włóczkę, druty, ściegi. Zrobiłam wiele próbek i nabrałam niezliczoną ilość razy oczka, które po przerobieniu kilku centymetrów prułam bez żalu.
Były takie dni, że już naprawdę nieźle byłam zła na druty, na te walające się wszędzie skrawki prutej włóczki, próbki, które coś w sobie miały, ale nadal nie odpowiadały mi w stu procentach.
Ale udało się! Spojrzałam na wszystko od całkiem innej strony i ukazał się w mojej głowie wymarzony projekt.
Minęła chwila i już miałam wyliczone każde oczko i mogłam w końcu dziergać! A od nabrania oczek do ich zamknięcia minęło 12 dni!

Niemniej po wypraniu okazało się, że się rozpędziłam i musiałam (w dniu, kiedy planowaliśmy sesję:)) skrócić korpus o ponad 5 cm. Do sukienki czy spódnicy długość sweterka musi być niewielka, kończyć się trochę za talią, nie leżeć na biodrach. O taki efekt mi chodziło, więc bez marudzenia po prostu sprułam, przekładając sesję na inny, dogodny dzień.
Teraz czas na prezentację! Oto Lea, sweterek delikatny, kobiecy i romantyczny, wydziergany z myślą o tej jednej, wyjątkowej spódnicy (ale pasujący niemalże do każdej mojej sukienki), prosty i wygodny, którego jedyną, bardzo subtelną, ozdobą jest okrągły, ażurowy karczek:
 

Jestem bardzo zadowolona z doboru koloru! Może to i nieskromne, ale po prostu uwielbiam jak kolor Dancing Grass gra z barwami tych cudnych kwiatów i listków! :) Pasują do siebie idealnie. Przepadłam na rzecz sukienek i spódnic tej marki (dla zainteresowanych: Marie Zelie). Znacie mnie na tyle, by wiedzieć, że uwielbiam dziewczęce, romantyczne kroje, kolory i wzory - zwłaszcza te botaniczne!





Sweterek jest niewielki, na tyle krótki by nie psuł efektu rozkloszowanych spódnic czy sukienek, podkreślał talię i przy okazji był wygodny, nawet ubrany do spodni. 

Dziergałam z mojej własnej, ręcznie farbowanej włóczki Alpacino, w wyżej wymienionym kolorze - połączeniu beżu i bardzo spranej, jasnej zieleni. Zużyłam jej niewiele, dokładnie 1.79 motka, czyli około 720 metrów na rozmiar S. Absolutnie podtrzymuję swoje zdanie na temat tej bazy - rozkosznie miękka i delikatna, bez najmniejszego cienia podgryzania!
Wełna z alpaki niekiedy potrafiła mnie podgryzać - jestem okropnym wrażliwcem, zwłaszcza w okolicach szyi. Alpacino jest z innej planety, kto macał ten wie!:)

Lea dziergana jest od góry i bezszwowo. Umiejscowiłam niewielki pas ażuru w takim miejscu by móc nosić sweterek na gołe ciało i nie zdradzać zbyt wiele. Jednocześnie chciałam by był odrobinę kuszący, romantyczny i zdecydowanie kobiecy!

Rękawy i dół zakończyłam prostym i praktycznym podwójnym ściągaczem, dzięki czemu sweterek ładnie układa się na dole i nic nie odciąga uwagi od karczku.
Mimo chwilowego zwątpienia w wybrane przeze mnie miejsce na sesję, absolutnie nie żałuję! Zastanawiałam się jeszcze nad romantycznym, gęstym lasem, ale... ciężko o taki zaraz po ziemie:). Zdjęcia oczywiście wykonał Mateusz, który doskonale wie czego mi potrzeba. Mój wkład to jak zawsze obróbka (i pozowanie), którą absolutnie uwielbiam się bawić (nikomu nie oddam tej roboty!). Czasem tak niewiele trzeba by nadać fotografii wymarzony klimat! Mimo że nadal lubię fotografować to chyba ta część kręci mnie najbardziej.

Jestem ogromnie ciekawa co sądzicie! Lubicie takie niewielki, taliowane sweterki?

I na koniec ogłoszenie: teraz czas na testowanie! Jako że posiadam cudowną, stałą grupę testerek, nie każdy rozmiar jest "wolny", ale jeszcze mam parę wolnych miejsc! Jeśli masz ochotę na test mojego nowego projektu, proszę napisz do mnie na maila: welnianemysli@gmail.com z informacją, który rozmiar miałabyś ochotę przetestować (głównie większe rozmiary). Dziękuję!

Pozdrawiam Was serdecznie!
Marzena

wtorek, 15 sierpnia 2017

Majula już dostępna!

No nareszcie! Nie mogłam się doczekać, aż prace nad tym wzorem się zakończą! Uwielbiam moją Majulę, a jeśli i Wam się ona podoba i macie ochotę na swój własny romantyczny, obsypany mnóstwem słodkich pikotek i misternych ażurów sweter, to informuję, że wzór w języku angielskim i polskim właśnie trafił do sklepiku na Ravelry - klik! i do Chmurki - klik!


Test wyszedł tak dobrze, że nie mogę się nacieszyć! Testerki stworzyły mnóstwo pięknych eleganckich i romantycznych wersji... są nietypowe czerwienie, słodkie róże, klasyczne beże, elektryzujący fiolet, soczysta zieleń i piękny rdzawy gradient. I jeszcze więcej :) No koniecznie musicie zobaczyć! Każdą testerkę z osobna ściskam mocno! Dziękuję Wam bardzo!


Pozdrawiam Was ciepło i życzę miłego dziergania!
Marzena

środa, 26 lipca 2017

Find Your Fade

Na reszcie mogę Wam pokazać moją botaniczną wersję Find Your Fade! Lipiec nie daje nam chwili wolnego, więc mimo że szal skończyłam na początku lipca, dopiero wczoraj udało nam się wybrać na szybką sesję zdjęciową. Kapryśna pogoda wcale nie pomagała, ale jakoś daliśmy radę. W końcu!

Bardzo chciałam Wam pokazać ten szal jak najszybciej - wyszedł wielki, mięciutki i lejący. Blokowanie go było bardzo czasochłonne i lekko irytujące, ale warto było się do tego przyłożyć. Proszę się nie śmiać, ale do blokowania szali używam drutów z suszarki na pranie. Mają niezłą długość, są proste i sztywne, a grubością nie przekraczają 3-4 mm. No i mam ich mnóstwo :) Suszarki nie nadawała się już do użytku, więc nic a nic nie było nam żal ją poobrywać.
Uważam, że przynajmniej ten szal trzeba zblokować przy użyciu drutów by nadać mu odpowiedni kształt i proste krawędzie. Tak samo blokuję swojego Angulara. Przeplatanie drutów przez oczka brzegowe trwa w nieskończoność, ale potem można łatwo manipulować kształtem, a szal jest idealnie prosty. Szczerze polecam - z suszarką lub nie :)

Jak zapewne pamiętacie mój Find Your Fade wydziergałam z własnych ręcznie farbowanych włóczek, w ramach testu kolorów i baz. Dla przypomnienia tak wyglądały precelki przed przekształceniem w ocean oczek:

Zaczęłam od zieleni i z wielką fascynacją wyglądałam początku nowych odcieni! Nie wiem, który to mój faworyt, każdy mi się podoba, każdy na inny sposób... Jestem ciekawa Waszych opinii.
No a teraz najważniejsze - zestaw, prosto z głębin mojej wyobraźni, przerobiony oczko po oczku w ogromny szal!

Doprawdy ciężko było go sfotografować i ułożyć do zdjęć tak by pokazać jak najwięcej. Nie napinałam go maksymalnie (nie zmieściłby się na materacu), a mimo to jest długi i szeroki - ogromny! Co zabawne... wcale nie dziergało się go uciążliwie. Czas zleciał mi przy nim szybko i naprawdę przyjemnie. Myślę, że każda dziewiarka sobie z nim poradzi - wzór jest prosto i jasno napisany, prowadzi za rękę, w zasadzie po kilku sekcjach doskonale można radzić sobie bez niego.

Jako że użyłam sześciu kolorów, a nie siedmiu, musiałam trochę przesuwać miejsce zmiany koloru. Ostatnie rzędy musiałam również trochę pooszukiwać bo ostatecznie miałam ciut za mało najciemniejszego różu (nie farbowałam całego motka).
Tak przy okazji. Być może komuś przyda się taka o informacja o wzorze - jeśli zastanawiacie się czy łatwo skrócić szal, odpowiadam - nie. Uważam, że nie można ot tak skończyć go jak tylko zabraknie nam nitki. Trzeba już wcześniej troszkę zmodyfikować wzór, zacząć zmniejszanie po lewej stronie kilkanaście rzędów szybciej. Dlaczego? Ponieważ te oczka z lewej (wszystkie!) muszą zostać zredukowane. Jeśli zamkniemy oczka zanim się ich "pozbędziemy" bok szala nie będzie ładny, nie osiągniemy idealnego trójkąta. Wiem, że ten opis może być niejasny, ale jeśli ktoś zacznie dziergać Find Your Fade, albo inny szal w takiej konstrukcji, od razu będzie wiedział co mam na myśli. Tak sądzę :)

Bardzo mi się podoba połączenie zieleni i różu. Chyba mam chwilowo fioła na tym punkcie - jak unikałam zieleni od kilku lat tak teraz ciągle jej wszędzie wypatruje. Bluzka ze zdjęć kupiona przed tygodniem. No po prostu nie mogę się oprzeć ogrodowym kolorom i wzorom!

 Ulubione przejście kolorów!
 
Wszystki kolory w jednym kadrze:

Możecie zauważyć, że zamiast dziergać na prawo pierwsze oczko, zdejmowałam je bez przerabiania. Czyli postępowałam tak jak to robię zawsze. Bardziej podoba mi się taka krawędź i jest ona u mnie bardzo elastyczna. Straszono mnie, że krawędź się zbuntuje, zabraknie mi jej czy będzie mało elastyczna. Nic z tych rzeczy, a nawet powiem więcej - mogłaby by być jednak ciut mniej elastyczna! :)

Najbardziej cenię w tym projekcie to, że daje ogrom możliwości! Możliwych jest tyle cudnych połączeń kolorów, przejść, zestawów i układów. Każdy szal dzięki temu jest inny, można się bawić kolorami, szaleć lub nie, szukać kontrastów lub spokojnych gradientów. I fakt, że co rusz zmieniamy nitkę sprawia, przynajmniej u mnie, że mam poczucie, że dziergam od nowa. A wiadomo, że najfajniej dzierga się właśnie na początku!

Wszystkie te kolory pojawią się w sklepiku. Decyzja w kwestii bazy podjęta, wełna już jest u mnie, teraz czas na wielkie farbowanie. I oczywiście szukanie kolejnych barw i połączeń. Czas start! :)

Pozdrawiam Was ciepło,
Marzena