niedziela, 26 lutego 2017

Nowa, lepsza strona Chmurki! / My yarnstore Chmurka!

English below!

Uff! Co to był za intensywny czas! Praca od rana, do późnych wieczornych godzin, stres, a niekiedy panika! Nie ma łatwo :) Ale już jest, udało się, wspólnymi siłami stworzyliśmy nową, ulepszoną stronę mojego wełnianego sklepiku Chmurka

Znacie mnie, nie akceptuję rozwiązań "niech będzie", "dobra, ujdzie" czy "nie umiem, więc nie robię". Sklep był więc nieczynny ponad 2 tygodnie, bo przecież nie mogłam po prostu odpuścić. A co chwila pojawiały się nowe ukryte błędy, a tu trzeba było ręcznie pododawać dziesiątki opisów, dopasować atrybuty produktów do nowej wersji adminowej.
Poprzednią odsłonę sklepu bardzo lubiłam, zwłaszcza za layout - idealnie trafiony w moją potrzebę piękna i minimalizmu. Nowa strona absolutnie nie miała różnić się wyglądem od tej poprzedniej, to było priorytetem. Po prawie 3 latach wiem, że przypadł on Wam do gustu, że układ był intuicyjny i łatwo można było się odnaleźć. Ale w ciągu tego okresu dowiedziałam się też czego Wam brakuje i jakie macie największe problemy. Postanowiłam więc coś z tym zrobić i tak o to mogę Was zaprosić do siebie na nowo! Klik! 

Wszystkie dane do logowania są zachowane, nie ma więc potrzeby zakładać nowych kont. To było bardzo istotne, bo przecież nikt nie lubi się rejestrować :).

A teraz o nowościach jakie znajdziecie u Chmurki:

1. Wzory! Wszystkie moje wzory możecie nabyć bezpośrednio ode mnie, bez naliczanych mi czy Wam dodatkowych prowizji czy podatków :) klik! Wzory można pobrać w panelu klienta i są tam dostępna od dnia zakupu aż do końca świata. Czyli możecie w każdym miejscu mieć do nich dostęp.
 
2. Coś, czego na pewno brakowało... czyli informacja o braku magazynowym na stronie kategorii.


3. Strona działa sprawniej i szybciej - kategorie w panelu bocznym rozwijają się bez potrzeby przeładowania strony. Mała rzecz, ale czasem naprawdę potrzebna. Zwłaszcza gdy się spieszymy. Dodatkowo strona będzie ładować się szybciej, co mnie również bardzo cieszy.


4. Można płacić przez PayPal lub kartą kredytową!
5. Cena przesyłki pocztowej sama się przelicza - nie musicie ręcznie wybierać tańszej przesyłki dla akcesoriów czy kart.
6. Dostępna jest opcja wysyłki zagranicę (dostępna niemalże w całej Europie), a cena przelicza się również automatycznie w zależności od wielkości paki, więc od razu możecie ją poznać :)
7. W końcu aktualności na stronie będą wyświetlać się tak jak należy, a dodatkowo po wejściu w "Co nowego" znajdziecie archiwum postów.

8. Czat również przeszedł małą zmianę, myślę, że wygląda teraz lepiej.
9. Strona jest teraz responsywna, co oznacza, że na tabletach i telefonach działa jak należy.
10. I równie duża zmiana, ale myślę, że dla Polek mniej istotna - angielska wersja strony, z cenami w euro i wysyłką zagranicę i jej kosztami również przeliczającymi się automatycznie. Planuję więc konkretnie wejść na rynek europejski i pokazać Chmurkę poza granicami :)



Mała, tymczasowa zmiana, za którą przepraszam - e-mail uległ chwilowo zmianie, więc kontaktujcie się ze mną pod tym adresem: uchmurki@gmail.com

Zapraszam więc do sklepiku! Jestem ciekawa Waszych opinii. Mam nadzieję, że to wszystko ułatwi Wam oglądanie i nabywanie wełnianych słodkości!

Pozdrawiam,
Marzena

English

Hello! My yarnstore www.uchmurki.pl is now available in English! Furthermore, for your comfort, the prices are in Euro, and shipping cost is calculated automatically. Additionally you can pay with PayPal or credit card. I'm inviting you to my woolly place - click! I hope you will like my yarns! Happy shopping!

Greetings,
Marzena

wtorek, 21 lutego 2017

Comfy!

Ci, którzy śledzą Chmurkowego fanpage czy instagrama wiedzą, że obecnie trwa promocja na moje trzy, moim zdaniem, najbardziej przytulaśne swetry! :) Donoszę i tu! Do czwartku włącznie Melanie, Cosy Hubby, Cosy Wifey jak i cała kolekcja The cosiest life ever! jest dostępna 20% taniej. Wystarczy przy zakupie użyć kodu: Comfy. Miłego dziergania!
Przy okazji wspomnę o tym, że obecnie pracuję ciężko i intensywnie nad nową wersją Chmurkowej strony. Przepraszam za wszystkie niedogodności z tym związane! Moja praca nad nią to tylko mała część, bo niestety większość rzeczy muszą wykonać programiści. Ważne jest dla mnie by wszystko działało perfekcyjnie, stąd tak długi okres oczekiwania. Pracy jest wiele, jeszcze trochę do zrobienia, trzymajcie kciuki! 

Dodatkowo testują się moje dwa nowe projekty - Angular, którego już mogliście poznać i jeden tajemniczy projekt!
Z racji natłoku pracy i obowiązków mało mnie tu, tam i wszędzie, ale obiecuję nadrobić zaległości. Już planuję kilka postów, w tym jeden o który pytałyście, czyli parę słów o tym jak się nosi, jak się pierze i czy nadal żyje :) 

Pozdrawiam Was serdecznie i wracam do pracy!
Marzena

środa, 15 lutego 2017

Czekam na wiosnę!

Bardzo niecierpliwie czekam w tym roku na wiosnę. Chyba nigdy tak bardzo jej nie wypatrywałam jak teraz. Tej jesieni/zimy nałapałam tyle infekcji, że wystarczy na kilka lat :). Obecnie wychodzę z kolejnej, stąd cisza na blogu - złe samopoczucie nie sprzyja uzewnętrznianiu. Dziergałam wolniej, zdecydowanie niespiesznie, za to czytam sporo i sporo również gram. Czyli się nie nudzę! Dobrze mieć za towarzysza człowieka z podobnymi zamiłowaniami i spędzać "aktywnie" wieczory z padem w ręku.
 
Moje powolne dzierganie bierze się zapewne również z tego, że dziergam sweter, który na początku wymaga od nas niemało pracy i skupienia. Obecnie ten etap mam już za sobą, czekają mnie teraz miliony prawych oczek. A mowa o Old Romance Joji Locatelli, w którym najpierw dziergamy koronkę, później rękawy, a dopiero na końcu korpus. Wczoraj robótka wyglądała tak:


Bolące gardło i zatoki nie pomagają w fotografowaniu, więc mam wrażenie, że efekt "taki se", bo na żywo jest o wiele lepiej! :) Zwłaszcza kolorystycznie. A już w ogóle dzierganie tego beżu na wrzosowych drutach.... ach, każdy esteta byłby usatysfakcjonowany!

Potrzeba słońca, ciepła i kwiatów jest tak wielka, że postanowiłam zapewnić je sobie sama, jako że za oknem nadal byle jak. Lubię odświeżać co jakiś czas wystrój w mieszkaniu i wprowadzać inny klimat. Obecnie panują u nas stonowane pastelowe róże, zielenie i beże. Kupię sobie dziś cięte kwiaty, przesadzę sukulenta, który rośnie jak szalony (i zrobię sobie 10 mniejszych:)) i będę mieć wiosnę w domu! 
 
Często gdy brakuje mi ilustracji/obrazka pasującego do aktualnego wystroju, siadam i tworzę go sama. Nie jestem specjalnie uzdolniona plastycznie, coś umiem malować, rysować, ale to żadne szaleństwo. Potrzebowałam minimalistycznej botanicznej ilustracji, znalazłam w sieci inspirację i wzorując się na niej, nabazgrałam akwarelami swoją. A dziś zrobię jeszcze jedną, mniejszą, do kompletu.
 
Czy jest tu ktoś, kto razem ze mną czeka na wiosnę? Może wspólnie uda nam się ją przywołać!
Pozdrawiam Was ciepło,
Marzena

środa, 1 lutego 2017

Angular

Na samym początku pojawiła się w mojej głowie myśl, że bardzo chciałabym chustę. Chustę dużą, idealną do otulenia. Nie gustuję w ażurowych szalach i otulaczach, od razu wiedziałam, że będzie to coś nowoczesnego, minimalistycznego. Potem powstał projekt, a jako że stworzyłam go w programie graficznym, mogłam z łatwością podmieniać kolory i znaleźć zestaw idealny!

Zależało mi na dokładnym, na tyle ile się da, odwzorowaniu grafiki. Kolory też musiały zostać na ustalonym miejscu, bo cały pic polegał na tym, by stworzyć efekt 3D :). By kolory tworzyły cienie udawanych trójwymiarowych zagięć. 

Niby to ja studiowałam matmę, ale to Mateusz jest w tej rodzinie mózgiem doskonałym, więc wspólnie z nim, polegając na jego umiejętnościach, wyliczyliśmy kąty, nachylenia i długości. Jakby ktoś nas z boku posłuchał nie uwierzyłby, że liczyliśmy oczka na chustę:). Padały słowa w stylu: "policz to z tangensa", "coś mi się nie zgadza z długością przeciwprostokątnej" itp. Matematyka naprawdę przydaje się w życiu! Ułatwia tyle spraw! Niby można inaczej, ale jeśli użyjemy do tego matmy... to działa się o wiele szybciej i dokładniej!

Angular ma wiele wspólnego z matematyką. Trójwymiarowość, geometryczne kształty, kąty... No ale zobaczcie sami!


Chusta jest bardzo duża! Zabrakło mi ręki by naciągnąć ją maksymalnie :) Oprócz tego jest też szeroka, przez co naprawdę można się nią owinąć. Chustę dziergałam z myślą o wiosennych leśnych spacerach, bądź letnich wieczorach, gdy będę cieszyć się świeżym powietrzem na balkonie.

Połączyłam cztery odcienie różu - każdy inny, od mocnego, neonowego, przez słodki, chłodny i bardzo jasny, aż po morelowy. Każdy z tych odcieni uwielbiam, a razem tworzą cudnie radosny zestaw. Chusta już noszona, aż miło owinąć się nią podczas zimowego spaceru :)

Umiejscowienie kolorów jest tu kluczowe - dwa środkowe kolory tworzą trójwymiarowy efekt (mam nadzieję, że i Wy to widzicie:)), dlatego wybrałam na to miejsce dwa najjaśniejsze kolory, tak by jeden był "cieniem" drugiego. Nie mogły być ani mocno kontrastowe, ani zbyt podobne. Jaskrawe i ciemniejsze odcienie ułożyłam na końcach chusty. Myślę, że ten mocny róż (La vie en Rose) nadaje jej charakteru - to kolor stworzony do chust!
Połączyłam Fino i Piccolo, są one zbliżone grubością i strukturą. Od lewej - Piccolo La vie en Rose, Fino My Austin Rose (miałam w zapasach mały kłębek po Lovely Huggers), Piccolo Jardins Des Tuileries i na koniec Fino I'm Blushing. Na największy trójkąt zużyłam ponad motek, a reszta nie przekroczyła 50 gramów. Myślę, że to dobry projekt na zużycie pozostałości po innych projektach.
 

Można ją nosić na każdy możliwy sposób!

Dziergało mi się ją szybko i bardzo przyjemnie! Łącznie z liczeniem, stworzenie chusty zajęło mi 14 dni. Myślę, że to całkiem przyzwoity czas prawda? :) 

Zdjęcia wyjątkowo wykonaliśmy w domu, ale nie ma takiej scenerii, w której Mateusz nie pokazałby co potrafi! Zawsze pomysłowy, zawsze cierpliwy, zawsze pięknie wszystko skadruje! Na szczęście to ja obrabiam zdjęcia w Photoshopie. Na szczęście, bo naprawdę bardzo to lubię :). 

Na koniec kilka kadrów z bliska:
 

Chętnie stworzę sobie jeszcze jedną... w miodowych odcieniach!!!

Pozdrawiam serdecznie,
Marzena

piątek, 27 stycznia 2017

Neutralnie

Chusta gotowa, schnie posłusznie na poddaszu. Ja od dwóch dni nie miałam drutów w ręku. Nie dlatego, że nie chciałam, czy nie miałam czasu. Nie miałam po prostu pomysłu! Jak mam coś dziergać to musi to być co naprawdę mi się podoba, na co naprawdę mam ochotę. Ale mi od dawna nic ciekawego nie wpadło w oko, nic nie zachwyciło, na swój pomysł nie mam chwilowo siły, dwa projekty z rzędu i dwa testy zajmą mi trochę czasu, chcę odpocząć, bezmyślnie przekładać mięciutkie oczka.
Wczoraj razem z Mateuszem przekopaliśmy Ravelry. Zawsze pomaga mi wybrać kiedy mam ten "gorszy" dzień, gdy nie mogę na nic się zdecydować. Zawęziliśmy grono do kilku ładnych swetrów, które w sumie przydadzą mi się na nadchodzącą wiosnę. Nadal nie mogłam się zdecydować żaden konkretny, więc jako że miałam już swoje małe grono "do wyboru" poszliśmy poszukać natchnienia wśród merynosów i kaszmirów. Wytypowaliśmy faworytów. Miałam już kilka wzorów i kilka kolorów, teraz trzeba było iść spać, by na drugi dzień, wypoczęta wiedzieć już co powinnam wybrać! Zawsze muszę poczuć to coś - taki dreszczyk, podekscytowanie, nie móc się już doczekać! Jeśli tego nie ma, nie ma swetra. 

Tym razem nie będzie mocnych kolorów, czy oryginalnych połączeń. Będzie spokojnie i romantycznie, subtelnie wręcz:

Ten stonowany, delikatny beż to Fino Parchemin. Nie ma w nim niepotrzebnej żółci, która potrafi zepsuć ten kolor. Jest lekko poszarzały, jak stary pergamin. Drugi motek to Fino Echo, czyli chłodna srebrzysta szarość.

Wybór padł na Old Romance od Joji (klik!) - zachwycił mnie się ten sweter w dniu publikacji. Z czasem o nim zapomniałam, ale na szczęście nadal mi się podoba! Poza tym nie mam takiego lekkiego otwartego sweterka. A mieć muszę wszystkie :)

To ciężki wzór i wcale nie chodzi mi o dzierganie, tylko o dobór kolorów. Myślę, że łatwo popełnić błąd w doborze odcieni. Trzeba tę kwestię dobrze przemyśleć, by koronka zdobiła, a nie psuła cały efekt. Mam nadzieję, że uda mi się to pierwsze :).

Co sądzicie o kolorach i wzorze? Może macie już swój?

Pozdrawiam i lecę zwijać motki! 
Marzena

wtorek, 24 stycznia 2017

Róż, róż, róż i róż

Jakiś czas temu pokazałam to zdjęcie na facebooku i na instagramie. Zadałam pytanie tam, zadaję więc i tu - jak sądzicie, którą piękność wybrałam na swoją nową chustę? :) Wiecie jak ja uwielbiam kolory! Jak uwielbiam różowy! Każdy kolor z tego zdjęcia jest cudowny!

Z kolorami mam tak, że naprawdę mnóstwo odcieni mi się podoba. Nie przejmuję się zbytnio tym co mi pasuje, co gra z włosami, cerą, w czym mi dobrze. Czemu? Bo już taka jestem, jak będę chciała mieć sweter w danym kolorze, to go zrobię i będę nosić z przyjemnością, na przekór. 

Oczywiście jest kilka kolorów, których nie lubię, albo nie lubię siebie w nich. Ale za każdym razem liczy się moje zdanie, nie otoczenia. I wcale nie chodzi tu o to, że nie interesuje mnie czyjaś opinia. Kwestia gustu jest dla mnie bardzo ważna. Bo to przecież ja w tym chodzę, to ja tu mieszkam, to moje ciało, moja dusza:). Dlatego zgodnie ze swoimi przekonaniami i potrzebami na przykład nie maluję się ani trochę, nie robię sobie brwi czy paznokci, wróciłam z blondu do rudości, noszę słodkie róże, a omijam szmaragdy (jesteś ruda, musisz nosić zielenie!). Jeśli ja czuję się komfortowo to więcej mi nie potrzeba, naprawdę! I w drugą stronę jest tak samo - jeśli coś sprawiałoby że czułabym się nieswojo, to szybko bym z tego zrezygnowała, bez względu na to czy ogół twierdzi, że mi w tym dobrze, że powinnam, że tak należy. A guzik! :)
Taka postawa sprawia, że naprawdę łatwo przychodzi mi łączenie nieoczywistych rzeczy, wychodzenie przed szereg czy poza "bezpieczną strefę", lub łamanie tradycji. Są po prostu kwestie, które dotyczą wyłącznie nas. I jeśli dotyczą nas, to nasz zdanie jest najważniejsze!

Taka myśl przyszła mi przy okazji tego różowego zdjęcia. Bo odpowiedź na pytanie "którą piękność wybrałam na swoją nową chustę?" brzmi: KAŻDĄ! :)
Róż się łączy z bielą, szarością, czernią, a ostatnio modnie i pięknie łączyć go z żółtymi odcieniami. A ja sobie połączyłam róż z różem, różem i różem.

Chusta już prawie gotowa! Pomysł własny, będzie test :) 

Pozdrawiam,
Marzena

sobota, 14 stycznia 2017

Moje narzędzia pracy

Ostatnio zrobiłam porządek z moimi narzędziami. Nie żebym wcześniej miała bałagan, ale postanowiłam posegregować, przejrzeć, dokupić i zaplanować przechowywanie. Już kilka dobrych lat należę do dziewiarskiego grona, więc mam za sobą pewne doświadczenia. Wiem na pewno jak nie lubię przechowywać moich narzędzi, które używam najczęściej, i czego na prawdę mi potrzeba. 
Jestem szaloną minimalistką, nie mam zapasów wełny, nie kupuję nic pod wpływem emocji, nie zbieram niepotrzebnych rzeczy. W kwestii narzędzi jest tak samo. A mowa oczywiście o drutach. 

Wypróbowałam już kilka sposób na przechowywanie drutów, nie sprawdził się u mnie wiklinowy koszyczek, nie sprawdziło się etui po płytach. To pierwsze jest zbyt sztywne, przez co druty blokowały się przy próbie wyciągnięcia splątanej pary. Nie mam problemu z plątaniem żyłek, nie osiąga to przecież poziomu splątanej wełny, ale to blokowanie między ściankami okropnie mnie irytowało. Rozsądnym sposobem jest przechowywanie w etui na płyty, wszystko jest posegregowane i bezpieczne, ale jakoś nie przypadło mi to do gustu - druty wysuwały się z koszulek, nie chciało mi się wertować stron, nie pamiętałam o wkładaniu na miejsce. To nie był mój sposób i tyle :). Potrzebowałam czegoś pomiędzy, czegoś w co łatwo zajrzę i szybko ustalę lokalizację potrzebnego rozmiaru, w co wygodnie wrzucę druty po skończonej pracy i co będzie po prostu ładne. Bo ja uwielbiam ładne rzeczy. 

Natrafiłam na świetny internetowy sklepik Rzeczownik z ładnymi biurowymi artykułami - klik! Zakupiłam dwie saszetki/piórniki w cudny figowo-roślinny wzór. Jedna większa na druty z żyłką i same żyłki, oraz mniejsza, taka akurat na druty wymienne. I teraz jest w końcu jak trzeba!
 
 

Ten sposób przechowywanie sprawdza się u mnie świetnie, bo jako że jestem człowiekiem lubiącym umiar, mam naprawdę, jak sądzę, mało narzędzi. A czym dokładnie pracuję? I jaka jest moja opinia? Już Wam mówię!

Przede wszystkim lubię druty wymienne. Jest to niesamowita oszczędność miejsca i pieniędzy. Łatwo również, podczas pracy, zmienić druty na większy rozmiar bez konieczności przekładania oczek na inny komplet drutów. Ja używam drutów wymiennych KnitPro. Marka ta przemawia do mnie najbardziej i ograniczam już swoje zakupy tylko do niej. Są solidne, czuć je w dłoni, co po prostu uwielbiam! A jakby tego było mało jakiś czas temu pojawiła się seria Zing, na punkcie której oszalałam :) Milej się przecież dzierga na kolorowych drutach prawda?



Mój zestaw wymiennych drutów składa się z drutów 3.5mm, 3.75mm (zing), 4mm, 4.5mm, 5mm, 5.5mm, 6 i 6.5 mm (zing). Druty 4 mm nie są pokazane, bo akurat dziergam nimi nowy szal.


Jeden drut już jest uroczo wygięty, oznacza to, że najprawdopodobniej niedługo wymienię ten komplet na nowy (oczywiście na Zing!). Jak widzicie mam tylko jeden komplet każdego rozmiaru, bo więcej po prostu nie potrzebuję. Dziergam jedną rzecz na raz, więc to w zupełności mi wystarcza. 

Dziergam wyłącznie metalowymi drutami, starsze komplety są już zmatowione, ale poza tym nie mam do nich żadnych uwag. 

Razem z drutami przechowuję w mniejszej saszetce miarkę do drutów, szydełko i drut warkoczowy. 

Do drutów wymiennych mam 4 żyłki, w dwóch kolorach, każda innej długości - 120, 100, 80 i 60 cm. 

Tutaj jest ta sama sytuacja co z drutami. Nie potrzebuję nic więcej, bo mając te 4 żyłki i 7 par drutów mam w sumie 28 par drutów :).

Docelowo planuję mieć tylko druty wymienne i żyłki, ale mam jeszcze oczywiście druty na żyłce z wcześniejszych lat, oraz te, które są zbyt cienkie by mogły być wymienne. 

Druty KnitPro Zing 3.5 mm, bardzo je lubię, końcówki są już bardziej żółte niż zielone, tak często ich używam. Po prawej również KnitPro, grubość 2.5 mm. Żyłki w KnitPro są w porządku - miękkie i elastyczne, ale po jakimś czasie (dłuższym) zdarza im się odczepić od drutów...
Zingi w cudnych kolorach - różowe 5 mm i miętowe 3.25mm. Uwielbiam! Chociaż w tych pierwszych coś się dzieje z łączeniem żyłki, jakby leciutko się wysuwa...

Druty po lewej to Addi Lace (3mm), w złotym kolorze, z czerwoną żyłką. Bardzo ładne, często ich używam, ciągle są w dobrej formie, ale Addi są leciutkie. Niektórzy mówią, ze to zaleta. Moje odczucia są inne. Chętnie bym Wam powiedziała co to za druty z prawej... ale nie mam pojęcia :) Addi albo Hiyahiya (3mm), też leciutkie, żyłka się trochę "łamie" i zagina.
Znowu druty Addi (2.5mm), tym razem srebrno-złote. Bardzo fajna żyłka, znowu zbyt lekkie, ale naprawdę lubię ich używać. Długo już są ze mną, podobnie jak te powyżej. No i ostatni komplet (nie mam pojęcia czemu mam dwa egzemplarze) HiyaHiya, rozmiar 5mm. Błękitna żyłka jest bardzo cieniutka i miękka. Podobnie jak Addi, są puste w środku, więc są leciutkie. Wolę ciężar i dźwięk stukania KnitPro.

Nie wiem czy w porównaniu z innymi dziewiarkami mam tych narzędzi dużo czy też mało, mi na dzień dzisiejszy nie potrzeba nic więcej, a nawet mam, jak zauważyłam, kilka par zbędnych (za dużo 3mm i 2.5mm :)). Na pewno w przyszłości dokupię kilka par grubszych drutów, od 7 do 10 mm. 

Oprócz tego mam też słoiczek z niewielką ilością markerów, w kilku kolorach bym mogła sobie odpowiednio przystrajać robótkę:
No i oczywiście metr krawiecki i igły dziewiarskie do zszywania. Z dodatkowych rzeczy nabyłam też jakiś czas temu "maszynkę" do pomponów. A ostatnio dodatkowo zakupiłam szkicownik, by nie uciekały mi pomysły! Wszystko co przyjdzie mi do głowy maluję i notuję jak należy:

Ciekawa jestem Waszych sposobów na przechowywanie i opnii na temat poszczególnych drutów. Przyznajcie się, ile macie narzędzi pracy?:)

Pozdrawiam,
Marzena