niedziela, 27 września 2015

Hyak. Skarpety numer jeden.

Numer jeden bo są to moje pierwsze skarpety! Ja nie z tych co nie dziergają czegoś bo się boją/nie umieją/nie mają odwagi. Ja z tych co jak nie potrafią to się wezmą i nauczą:). Jak mam wzór to zrobię i już. Wiadomo, z pomocą - Mateusza, googla albo innej dziewiarki. Bo jako że pierwszy raz robiłam piętę to nie wiedziałam jak ją ugryźć. Mateusz wrócił z pracy i ugryźliśmy ją razem (było tam kilka nowości angielskodziewiarskich, więc coś zajarzyć nie mogłam). W sumie dziergałam je trzy dni, ale więcej uwagi poświęcałam sweterkowi (z poprzedniego posta), który musi zostać poprawiony... ale o tym nie dziś.
Jak już zrobiłam pierwsze skarpety to mogę ocenić ich poziom trudności. Jak na moje łatwizna:). Więc Ci, którzy jeszcze ich nie zrobili, a marzą o czymś ciepłym na wiecznie zmarznięte stopy, niech się biorą do pracy!

Dlaczego dopiero teraz zrobiłam skarpety? Bo lubię duże projekty. A na przykład swetry lubię. I jakoś nie miałam nigdy okazji i ochoty. Ale w chwili obecnej mam niezły natłok pracy, trochę problemów (ten uparty sweter!!!), planów i zobowiązań, więc chciałam coś co przyrośnie szybciutko i będzie wielce satysfakcjonujące. Poza tym już jakiś czas temu zaczęłam myśleć troszkę o skarpetach, podglądać piękne projekty na ravelry i wyobrażać sobie jakich to bym nie chciała mieć. No i mam. Wczoraj skończyłam, dziś wykończyłam i z radością Wam je pokazuję!

Chciałam proste skarpety, ciepłe i na razie dość łatwe, bez wzorów. Poszłam na górę, do pokoju marzeń (pokój z wełną) i zaczęłam zastanawiać się, która włóczka będzie idealna, i co najważniejsze, które kolory będą najpiękniej razem wyglądać. Zdecydowałam się na grube skarpetki, więc miałam do wyboru Calm albo Leizu. Calmy są melanżowe, a jakoś nie pasowało mi łączenie dwóch kontrastowych wielobarwnych włóczek. No to padło na Leizu Worsted - czyli jak napisała pod poprzednim postem Caitlin - istna ekstrawagancja! Bo to przecież wełna z jedwabiem jest. Ale kto dziewiarce zabroni? :)
Żal mi było tak motki podkradać, więc myśl mnie naszła, że przecież mimo wszystko mam jakieś mini zapasy własne (mimo wszystko, bo ja nie z tych co kupują/biorą włóczki i zostawiają na zaś) i zajrzałam do swojego koszyka, a tam Leizu w ciapki! Dostałam ten motek od Julie Asselin jako mały prezencik, próbkę. Nie wiem jak nazywa się ten kolor, podejrzewam, że musi pozostać jako Limited Edition, bo to był czas, gdy Julie eksperymentowała z nowymi kolorami i podejrzewam, że ten mój to taka wersja próbna (edit: Julie mówi, że to Sunset!:)). Teraz ma kilka ciapkowanych, ale żadne mi tak do końca nie pasuje do tego mojego precelka.

Wzięłam ją i zastanawiałam się jakim cudem dobiorę do niej partnera, jakoś mi nie grała z innymi kolorami. Zrobiłam małą próbkę, pobiegłam do góry i wyjęłam Macarons, wrzosowy motek i oczom nie wierzyłam. Naprawdę nie przyszłoby mi do głowy, że tak ładnie razem będą wyglądać. Fioletu w ciapkowanym jest niewiele, ale akurat tyle by komponowały się idealnie. A o to i one:
Jak już wybrałam połączenie kolorów to wystarczyło tylko zajrzeć na rav, do ulubionych i znaleźć wzór na klasyczne, ciepłe skarpeciochy! Wybrałam wzór Hyak.

Prawda, że ten żółty lubi się z fioletem?

Zdjęcia pół na pół - zastopowane skarpetki fotografował mój prywatny, jedyny najlepszy domowy fotograf, ale detali bym mu nie oddała - odczuwam niewysłowioną przyjemność w fotografowaniu małych rzeczy i dorabianie do nich tła. Jest jakiś zawód, w którym robi się takie rzeczy? :)

Wzór bardzo fajny, prosty, dobrze napisany. W zasadzie nie ma tu wielkiego wzorowego szaleństwa. Dodatkowo zmodyfikowałam go ciut - zamiast ściągacza na całości zrobiłam po prosty ścieg gładki. Ciapki nie lubią jak się z nimi przesadza.



Przyszła moja ulubiona, najukochańsza i długo wyczekiwana pora roku! Stopy zawsze mam lodowate, więc mimo, że lubię wywietrzone pomieszczenie (nawet zimą okna otwieram), lekki przeciąg i rześkość to nie lubię marznąć. Mój strój dnia to najczęściej krótkie spodenki*, kocyk i skarpety właśnie. No to teraz stopy nie mają prawa mi zamarznąć! 

*krótkie bo w przeciągu sekundy potrafi mi się "jeju jak zimno" przemienić na "o matko jak mi gorąco". Jak się ma taki zestaw - spodenki i kocyk -  to łatwo jest modyfikować ciepłotę:)


 Tu ładnie widać, ze nie mam płaskostopia hihi:)

Szczegóły: włóczka to Leizu Worsted od Julie Asselin, w kolorze Macarons (fiolet) oraz Sunset. Na ściągacz użyłam drutów 3.5 mm, a na resztę 4 mm. 
Już bym brała się za następne skarpety gdyby nie TEN sweter.

Pozdrawiam Was ciepło!
Marzena

27 komentarzy:

  1. Super, o takie proste skarpety mi chodzi. Tu kolory grają pierwsze skrzypce. Też się muszę porwać na takie tzn nauczyć się robić, bo w sklepach u mnie brak z naturalnych włókien, tylko rozmiar na lat 2. Pozdrawiam i niech się dobrze noszą grzejostopy.

    OdpowiedzUsuń
  2. O Boże, są przepiękne! Te kolory! Ja dopiero uczę się podstaw, nie mam nigdy cierpliwości/czasu/akuratnego sprzętu czy wzoru, ale twój blog bardzo mnie motywuje :) Czytam cię już od... no nie wiem od kiedy, ale daaawna, nie komentowałam nigdy, ale te skarpety są tak piękne, a moja herbatka taka ciepła i smaczna, że musiałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej dziękuję! :) Ucz się, nie poddawaj, nie zniechęcaj. Bo jak już się nauczysz to radości nie będzie końca:) I nowych ubrań!
      Cieszę się ogromnie, że mnie odwiedzasz,
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Piękne skarpetki na stopach bez platfusa ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale ci piękne cukiereczki wyszły. Połączenie kolorów idealne !!!
    Czy dobrze widzę nowe krzesełko w tle ? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Monia!
      Tak, to jest nowe krzesełko, ale ciii. Ono jest tu incognito:)

      Usuń
  5. Perfect! Aż żal, żeby podłoga je skalała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mateusz musi zacząć mnie na nosić na rękach. Tym razem dosłownie:)

      Usuń
  6. Ah, taką ciapkową włóczkę to bym podkradła, nawet na cały sweter. :)
    Odkąd zaczęłam dziergać skarpetki to ciągnie mnie do coraz bardziej szalonych włóczek i to o dziwo wcale nie tylko na stopogrzejki...
    Fajna para! Też muszę sobie sprawić jakieś grubsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś nie doceniałam tych ciapkowatych, ale teraz mocno mnie fascynują:)

      Usuń
  7. No...ale im piękną sesję machnęłaś! Zasłużyły sobie,a co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to tamto. Skarpety to poważna sprawa, trzeba się przyłożyć:)

      Usuń
  8. Wyszły piękne! I jeszcze to połączenie kolorów i luksusowych włóczek :-) ze skarpetkami to chyba jest tak, że jak sie zrobi pierwszą parę i się okaże, że to jest takie proste i przyjemne to ma się ochotę na więcej!
    Zazdroszczę Ci pokoju z motkami... ah... gdybym ja taki miała to bym z niego nigdy nie wychodziła!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też mam przed sobą swój pierwszy raz ze skarpetkami! Włóczkę mam i odpowiednie do niej druty, wzór mam wybrany (w owieczki: http://www.ravelry.com/patterns/library/sheep-may-safely-graze), tylko do tej pory stopowałam, bo jednak na drutach dwa projekty "w trakcie", a i innymi rzeczami się zajmuję. Ale mnie chyba popchnęłaś w te skarpety. Idę po moteczki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Twoje oczywiście piękne, ale to taka oczywistość, że nie trzeba wspominać :D

      Usuń
  10. Śliczne! Ale nabrałam chęci na takie skarpetki:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uważaj! dzierganie skarpet wciąga :-) zrobiłam jedne na próbę i już robiło się 81 ;-) Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo, bardzo ładne i te kolorki,ach! ❤
    Nabrało mnie na skarpetki z grubszej włóczki, wszystko przez ciebie :D Mam ręcznie przędzioną polską wełnę z merynosem, będzie w sam raz gryząca na skarpety - a może by ją tak pofarbować po swojemu?
    Dzięki za inspirację :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam te ciapate włóczki :) Ciężko je czasami dobrać do wzoru swetra czy szala, ale na szczeście jeśli chodzi o skarpety to można poszaleć z każdą włóczką :)
    Gratulacje z okazji pierwszej pary pięknych skarpecioch! Jakaś radość dla stóp tej jesieni :))))

    OdpowiedzUsuń