czwartek, 27 lutego 2014

Fotograficzna czwartki: przesłona

Podstawy mamy za sobą. Co wcale nie oznacza, że teraz będzie trudniej. Założeniem fotograficznych czwartków nie jest tłumaczenie jak co działa, po co i gdzie się to w aparacie znajduje. Techniczne sprawy odkładamy na bok - możemy je znaleźć w każdej książce czy poradniku. Interesuje Nas wyłącznie to, jak zrobić dobre zdjęcie i wierzcie mi, nie trzeba do tego wiedzy teoretycznej.

Do tej pory radziłam Wam używać trybu P (pół auto), albo AUTO. Dziś robimy krok do przodu w celu uzyskania jeszcze ładniejszych zdjęć. Jedyne co więcej będziemy musieli robić, to wybieranie wartości F - przesłony.

Dzisiejszy post będzie więc dla posiadaczy lustrzanek oraz tych, których aparat daje możliwość ręcznego ustawiania przesłony. W lustrzankach taką możliwość dają tryby: AV i M.

AV: ustawiamy ręcznie przesłonę, a czas naświetlania ustawia nam się automatycznie.
M: ustawiamy przesłonę i czas ręcznie.

Tryb M, ja jako fotograf, używam nie za często - jedynie podczas prywatnych sesji lub w sytuacji gdy uważam, że aparat się myli:). W przypadku np. zdjęć ślubnych, tryb M jest o tyle kłopotliwy, że jak tylko zmienię kąt, wysokość, obrócę się lub wyjdzie słońce zza chmury, muszę od razu zmienić parametry. Jak widać jest to uciążliwe jeśli nie mamy dużo czasu i ochoty.

Skupmy się na trybie AV. Gdy go włączycie na ekranie, pojawi Wam się wartość F. Pokrętłem możemy ją zmieniać - czas na próbę! 
Podczas fotografowania małych obiektów bądź ludzi najczęściej chcielibyśmy uzyskać rozmazane tło. Zdecydowanie wpływa to na jakość zdjęcia co pokażę niżej. Jeszcze tylko kilka ważnych uwag:).

Uwaga 1: Czym mniejsza wartość F, tym tło bardziej nam się rozmyje. 
Uwaga 2: Czym dalej znajduje się tło od naszego fotografowanego obiektu, tym bardziej się rozmyje.
Uwaga 3: Czym mniejsza wartość F, tym krótszy czas naświetlania (jeśli czas jest krótki, to nasze zdjęcie wykona się szybciej - są mniejsze szanse na poruszone zdjęcie).

Jak widać po uwagach, mała przesłona to samo dobro!:) Fotografując ludzi przesłona jest dla mnie najważniejsza - im mniejsza, tym bardziej wzdycham do danego obiektywu.

Aby sprawdzić jaką najmniejszą przesłonę ma nasz obiektyw patrzymy na te skomplikowane literki i cyferki i odnajdujemy odpowiednią wartość tu:
Pierwsza (3.5) oznacza najmniejszą wartość przesłony na minimalnym zoomie. Druga (5.6) na maksymalnym.

No dobra. Czas na porównania!
Zazwyczaj obiektyw, który kupujemy w zestawie ma minimalną przesłonę 5.6 (na maksymalnym przybliżeniu, a jak pamiętacie zoom do portretowania i fotografowania małych obiektów jest wskazany). I ta przesłona 5.6 już daje Wam możliwość pięknego rozmycia!

To samo zdjęcie wykonane z przesłoną 14:

 Teraz 5.6:

Porównanie obu:
 
Chyba nie muszę nic dodawać:). Tło się pięknie rozmyło, ostrość skupiona na jednej gałązce, reszta nie rozprasza.

Kolejne porównanie, tym razem przesłony 16 i 5.6. Pierwsza:

Druga:

Porównanie obu:

Jeśli posiadacie obiektyw z jeszcze mniejszą przesłoną to tylko pozazdrościć! Ja mam obiektyw z przesłoną 1.8, dla porównania zrobiłam takie same zdjęcia i tym obiektywem:

Pierwsze zdjęcie:

Porównanie:
Drugie zdjęcie:

Porównanie: 
Mam nadzieję, że już wiecie czemu taki "jasny" obiektyw jest dobry do portretów:) (Asja, tu do Ciebie mówię!).
Niestety nie miałam komu zrobić dziś zdjęć do porównania, mam nadzieję, że wiosna na gałązkach wystarczy. Niemniej pokażę kilka moich zdjęć portretowych - dla zachęty - które wykonałam i z przesłoną 5.6 i 1.8.

Portret z przesłoną 5.6:

Portret z przesłoną 1.8:

Zdjęcia są obrobione po mojemu, ale rozmycie tła nie jest w żadnym wypadku działaniem Photoshopa!
Jeśli tylko macie możliwość ręcznego ustawiania przesłony korzystajcie z niej! Wasz aparat pozwoli Wam wtedy zrobić naprawdę ładne zdjęcie bez większego problemu. Czemu więc nie spróbować?:)
Pozdrawiam, Marzena.

wtorek, 25 lutego 2014

Bo kto przejmuje się instrukcją?

Jestem leniwa. Lubię robić tylko to co... lubię:). A prać nie lubię. Wraz z pasją przyszło mi też zmierzyć się z ręcznym praniem. Po pewnym czasie zaczęłam kombinować jak ułatwić sobie życie. I zaczęłam próbować i sprawdzać jak daleko mogę się posunąć. Dzielę się więc z Wami moimi doświadczeniami - może i Wasze życie stanie się łatwiejsze?:) Mam nadzieję, że nie narażę się żadnej z Was przez to, co czasem wyprawiam z moimi swetrami. 
Mowa będzie tylko o tych włóczkach, z których (no oczywiście) już coś poczyniłam i nie jest to rzecz sprzed 3 lat (wtedy dzierganie szło mi trochę gorzej:)). Konkretniej: to co trzymam w szafie na wieszakach, a nie w najciemniejszym kącie.
Kremowy sweterek powstał z Silk YarnArt, jest to Vitamina D. W motku bardzo miękka i delikatna. Prałam w sposób cywilizowany - ręcznie - ale po kilku założeniach zaczęła się filcować w strategicznych miejscach. Szkoda, bo podoba mi się wzór i kolor. Ubieram rzadko by nie zniszczyć za szybko. Możliwe, że raz dopuściłam się delikatnego wirowania!:)

Środkowy to Boxy z Bamboo Fine Alize. Uwielbiam go, włóczka jest lekka, lejąca i cieniutka. Idealny sweterek na wiosnę. Piorę w pralce w zimnej wodzie z małą ilością mydła, wirowanie na 400 obrotów. Nic mu się nie dzieje, a jako że noszę go często, to często go też piorę. Susze wieszając na wieszaku. Jak już raz, po pierwszym praniu, się wyciągnął (czego się spodziewałam, a nawet miałam nadzieję) to teraz zachowuje cały czas swoje wymiary. Bambus jest do prania idealny, więc nadaje się, na codziennie lekkie ubrania oraz dla dzieci.

Warkoczowy sweter zrobiłam z Pure Merino YarnArt, podwójną nitką, dość dawno. Troszkę się mechaci, ale jak na to ile czasu go już użytkuję to niewiele. Włóczka minimalnie mnie podgryza, ale jest to do zniesienia (a mało znoszę:)). Piorę w ręku, odwirowuję w pralce na 400 obrotów. Wieszam go jak zwykłe pranie, na suszarce. Nic mu nie jest.




Kolorowe paski to Mon petit gilet rayé, który zrobiłam z Alpaca Drops. Lubię tę wełnę, a jak odkryłam, że wirowanie jej niestraszne, lubię jeszcze bardziej. Najczęściej piorę go w ręku i wiruję tak jak wcześniej - 400 obrotów. Wieszam na suszarce, nie wyciąga się. Jest taki jak na początku.

Life Style Zitrona to moja pierwsza ręcznie pofarbowana wełna. Jest to 100% merino, niegryząca, leciutko się mechaci. Wzór pochodzi z książki Botanical Knit, Twigs and Willows. Traktuję ją jak włóczkę wyżej, piorę ręcznie (albo w pralce z zimną wodą) i wiruję. Żyje i ma się dobrze.

Sweter na dole to mój niedawny udzierg - Breezy Cardigan, zrobiony z Babyalpaca BC Garn. Prałam go chyba dopiero dwa razy, nie odważę się włożyć go do pralki. Włóczka jest delikatna i nie chcę ryzykować. Polecam tą włóczkę, mimo jej ceny. Jest cudowna!



Na górze, te paski, to sukienka - Marina. Mój pierwszy wzór, ale tylko na rozmiar S/M. Dostępny za darmo! 

Zrobiłam ją z Safran Drops, 100% bawełny. Piorę w pralce jak zwykłe, sklepowe rzeczy, suszę na wieszaku. Jak to bawełna - znosi to idealnie.

Ażurowej bluzki, zrobionej z Lace Drops nawet mi się nie śni wkładać do pralki! Bez słowa piorę w reku i suszę na płasko.

Turkus to znów Alpaca Drops, wzór Tailored Cardigan. Podobnie jak sweter w paski powyżej, piorę, wiruję, suszę po swojemu i ciągle jest ze mną w dobrym stanie. Najpierw prałam go (tak podejrzewam) w dość ciepłej wodzie, dopiero później pomyślałam nad tym, żeby woda w misce nie była jednak ciepła dla moich rąk, ale letnia. Niemniej wszystko jest dobrze, a nawet powiem, że lepiej - mam wrażenie, że jest milszy dla skóry. Czy powodem jest pranie w ciepłej wodzie? Nie wiem. Nie mam zamiaru już sprawdzać:).

Inky, zrobionej z Filcolana Arwetta Classic, nawet nie dałam szansy, wyprałam w ręku i od razu wrzuciłam ją do wirowania. W trakcie miałam pewne wątpliwości, ale wyciągnęłam to co włożyłam - ale nie ociekające wodą. Obroty cały czas takie same jak wyżej. Po pierwszym praniu ją blokowałam, zobaczymy czy za każdym razem będę musiała czy już tylko na wieszak i z głowy.

Z Holst Supersoft zrobiłam też nie tak dawno Męski Sweter, tu aż tak bardzo nie odbiegam od instrukcji producenta, który sam doradza pranie w pralce, program z zimną wodą. Suszę na płasko z konieczności blokowania rękawów. Wydłużają się i są obcisłe. Co w męskim swetrze nie może mieć miejsca. Będę chyba musiała spruć jednak rękawy i zrobić po swojemu, zdecydowanie szerzej. Bo tak wisi w szafie, nie mam ochoty go naciągać wiecznie.

Jako że porządkowałam kolorystycznie, biedne Carpino zostało sobie samo. Tak samo jak Supersoft, Holst Coast (wełna z bawełną) piorę w pralce, w programie z zimną woda, suszę pół płasko:) tzn. kładę go na suszarce, na wierzchu. Zaczęło mnie martwić, że pod pachami nitka zaczyna się troszkę zmieniać. Czyli w dość strategicznym miejscy - pocieranie materiałem o materiał, dezodoranty itp. Trochę mnie to niepokoi. Poza tym bez zarzutów. Jest w pewien sposób charakterystyczna w dotyku. Nie umiem tego określi. Niegryząca, niemechaci się na razie. Ale tak trochę jak... wacik?:)

Jak widać, nie mam jeszcze każdego koloru w szafie! Ale jestem na dobrej drodze. Teraz mnie wzięło na róże, co potem? Może załatwię coś w ciepłych kolorach dla Carpino. Gdy naprodukuję nowych ubrań - a tak będzie - zrobię powtórkę.

Dodam na koniec, że to tylko i wyłącznie moje zdanie na temat prania wełnianych i nie tylko ubrań. W żadnym wypadku nie chcę mieć na sumieniu Waszych swetrów! Wiem jednak, że nie tylko ja nie lubię ręcznego prania, niektóre z Was mają małe dzieci, przy których pralka to jedyne wyjście. Mam więc nadzieję, że te moje wypociny nie pójdę na marne i ułatwię Wam życie:).

Pozdrawiam, Marzena!

sobota, 22 lutego 2014

Co obecnie i co w planach

Rozpisywanie wzoru nie służy zajmowaniu się blogiem. Troszkę Was zaniedbałam, ale obiecuję poprawę. Inky rozpisana, wysłana do testów (brakuje mi jeszcze dwóch testerek! Rozmiar 42 i 48. Obwód sukienki w biuście dla tych rozmiarów: 42 - 103cm, 48 - 120cm), no to mogę wrócić do blogowej rzeczywistości:).
Obecnie na drutach cały czas Light Trails:

Porównując obie strony robótki cieszę się, że zdecydowałam się na zmianę we wzorze - lewe oczka na prawej stronie. Dwa rady udało mi się przekręcić robótkę przy łączeniu przodu z tłem więc miałam parę centymetrów prucia!
Zostałam również testerką (pierwszy raz!) i po weekendzie zaczynam robić piękny sweterek od Asi w równie piękny kolorze:
Wpadłam w szał wymyślania własnych wzorów, tym razem mam przed oczami komin, wiosenno - jesienny. Przy okazji wizyty w e-dziewiarce kusiło mnie by nabyć dwa motki Drops Delight w promocyjnej cenie. Ale postanowiłam być twarda, nie kupować wszystkiego od razu. Wróciłam do domu, komin chodził za mną cały czas, więc postanowiłam jednak kupić. Malabrigo!
A konkretnie Malabrigo Lace (100% merino):

Motki są przepiękne! Przemięciutkie! Prześliczne! Tak, tak. To moje pierwsze Malabrigo, stąd ta radość:)
No i chwalę się moimi kwiatkami, które kupiłam dwa dni temu w nowo otwartej kwiaciarni zaraz obok mojej klatki. Weszłam tam bo zaciekawiło mnie wnętrze i wystrój. Bardzo lubię takie miejsca z duszą, w których widać, że pracują ludzie z pasją. No to kupiłam kwiatki:).
Dowiedziałam się też wiele ciekawych rzeczy na temat moim kwiatów, które trzymam w domu: storczyk i kaktus. Myślałam, że muszę mojego storczyka spisać na straty, a okazało się, że jest zdrowy jak ryba. Wiem też  już co zrobić, żeby Nasz mikroskopijny kaktus w końcu, po 3 latach zaczął rosnąć:). 
Tyle u mnie. Obiecuję wieczorem sprawdzić co słychać u Was!
Pozdrawiam, Marzena.

czwartek, 20 lutego 2014

Fotograficzne czwartki: obróbka zdjęć część 3

Dzisiejszy post będzie dotyczył ostatniej podstawowej rzeczy w obróbce zdjęć. Było o zmniejszaniu, rozjaśnianiu, zmienianiu kolorów, kadrowaniu. Przyszedł czas na stemplowanie!
Nie jest to rzecz niezbędna, ale jeśli chcemy by nasze zdjęcia były dopracowane  w każdym detalu, niekiedy musimy tego stempla użyć. Jedni posługują się nim by odjąć sobie kilogramów, drudzy by dodać do zdjęcia element, którego nie było.
Ale nie o to Nam chodzi w przygotowaniach zdjęć na bloga:). Stempel przyda nam się do usunięcia "intruzów". Parę czwartków wstecz pisałam o dbaniu o tło, o minimalizowaniu liczby zbędnych elementów, które się znajdą na zdjęciu. Tydzień później o kadrowaniu, które niekiedy może nam pomóc osunąć to i owo. Ale co w przypadku gdy uciąć nie ma jak, a zdjęcie Nam się podoba? Zastemplować!:)

Uruchamiamy program Gimp, i na pasku z przyborami odnajdujemy ikonkę stempla:
Po kliknięciu, poniżej, pokażą nam się opcje tego narzędzia:

Przede wszystkim interesuje Nas "rozmiar". Gdy element do usunięcia znajdzie się blisko innego obiektu, musimy użyć małego rozmiaru i delikatnie, małymi krokami go usunąć.
Po wybraniu rozmiaru (ja by usunąć włącznik światła ustawiłam okrąg stempla na rozmiar 26,13 - jak widać mniej więcej w rozmiarze usuwanego obiektu). Trzymając klawisz CTRL, klikamy na miejsce, z którego będziemy chcieli klonować. Należy wybrać miejsce, które jest identyczne pod względem koloru i jasności do miejsca w którym znajduje się włącznik.
Teraz, już nie trzymając klawisza CTRL, klikamy w miejsce, które chcemy zastąpić.

Tak samo postępuję z kontaktem:

Pozbyliśmy się właśnie dwóch niepotrzebnych, odwracających uwagę obiektów ze zdjęcia. Oczywiście znów najlepszym sposobem na "wyczucie" tego narzędzia jest bawienie się nim, zobaczenie jak się zachowuje. Bez tego nie da się bezstresowo posługiwać takimi programami - one są duże, odstraszają liczbą opcji, narzędzi. Ale większość z nich wcale Wam nie jest potrzebne. Te które Wam zaprezentowałam postarajcie się poznać jak najlepiej. Właśnie bawiąc się nimi.
Co można zrobić dalej ze stemplem? A na przykład pozbyć się drzwi. To nie jest już tak proste, ale również wykonalne. Dla każdego!
Żeby wyszło dobrze, musimy zająć się najbardziej problematycznym miejscem. Listwą podłogową:).
Musimy równo umieścić ją w miejsce framugi. Ja objęłam listwę, ale też podłogę i ścianę. Po wybraniu trzeba delikatnie przesunąć nasz okrąg, by nie zmienić jego wysokości:

Następnie usunąć resztę framugi, klonując ścianę tuż obok.
Porównanie:
Stempel przyda Wam się przede wszystkim do usuwania małych elementów z Waszych zdjęć. Plama, niezidentyfikowana kropka, która irytuje swoją obecnością. Spróbujcie! Takie "oczyszczanie" zdjęć na pewno sprawi, że będziecie z nich bardziej zadowoleni!
Pozdrawiam, Marzena.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Sweet Bunch

Moja pierwsza czapka została przetestowana i wzór jest już w moim sklepie na Ravelry!

Sweet Bunch zrobiłam z wełny Big Merino Drops. Bardzo lubię tę włóczkę, nic a nic nie gryzie, jest mięciutka i ciepła. Polubiłam też swoją czapkę i nosze ją niemal codziennie:).

Przy zdjęciach pomagała (pozowała) mi koleżanka - Ilona. Znalazła dla mnie czas w trakcie sesji egzaminacyjnej! Jest za co dziękować:)

Co prawda zima się kończy, (ale zaczyna po drugiej stronie:)) ale jeszcze ich wiele przed nami.

Dochód ze sprzedaży przeznaczony będzie w całości na zakup włóczek dla biednej dziewiarki Marzeny:).

Dziękuję moim testerkom za wielką pomoc! Pomogły znaleźć wszelkie błędy, zaproponowały lepsze rozwiązania. Dziękuję raz jeszcze!
Pozdrawiam, Marzena.

sobota, 15 lutego 2014

Inky

Moja sukienka doczekała się w końcu sesji i otrzymała imię. Kolejny raz z pomocą przychodzi Mateusz:). Ciężko było mi wymyślić coś co odnosiłoby się do nazwy koloru sukienki  - persian indigo. Ale mieliśmy inne skojarzenie, mianowicie atrament. Odkryliśmy przy okazji, że takie imię nosił jeden z duszków znanej gry Pacman:).
Przedstawiam Wam Inky!

Zrobiłam ją z niecałych 7 motków Filcolana Arwetta Classic, na drutach 3 i 3,5 mm. Wzór od początku do końca jest moim pomysłem. Instrukcje już niedługo zostaną spisane i mam nadzieję, że przetestowane. 

Powiem szczerze, że zanim nabrałam na nią oczka miałam narysowany szkic na kartce. Takiej sukienki jaka mi się zamarzyła. W trakcie robienia ciężko było mi stwierdzić czy to jest właśnie to co chcę. Żyłka nie pozwalała sprawdzić jak układa się dół, więc cierpliwie musiałam czekać... I już przed praniem czułam, że zrobiłam coś co mam na kartce w zeszycie:). Cieszę się nią bardzo!
Tył zdobi 5 złotych guziczków.

Przód jest krótszy. Różnica to około 8 cm.

Zdjęcia zrobił mój domowy fotograf, zadziwił mnie ogromnie! Zrobił mi piękne zdjęcia i oddał w 100% wygląd sukienki (ja się troszkę pofotoszopowałam:)). Gdy pada na nią światło chaber zmienia się w fiolet. I taka właśnie jest ta włóczka. W zależności od światła ma troszkę inny odcień.

Pozdrawiam Was serdecznie!
Marzena.

piątek, 14 lutego 2014

Uprzejmie donoszę

Uprzejmie donoszę, że każda lubująca się w książkach (e-bookach) osoba może nabyć książki za kwotę dowolną, o tu: BookRage. Minimalną kwota jest 1zł, a po zapłaceniu średniej (obecnie 22,24zł) otrzymamy dwie dodatkowe książki.
Możecie też zapisać się do newslettera, wtedy mailowo będą Was informować o nowej akcji:)
Pozdrawiam, Marzena.

czwartek, 13 lutego 2014

Fotograficzna czwartki: kadrowanie część 1

Kadrowanie to ciężka sprawa. Nie ma określonych dróg, sposobów by pięknie wykadrować zdjęcie. Trzeba mieć pomysł. Nie można stwierdzić, że kadr centralny jest zły, albo że "ucinanie" głowy to dobry pomysł itp. Wszystko zależy od zdjęcia. Ale żeby móc robić to dobrze należy unikać pewnych rzeczy, a o niektórych dziś wspomnę. Czyli zaczniemy od początku: wyzbędziemy się pewnych błędów.

Dzisiaj o kadrowaniu postaci w całości. Mam nadzieję, że pamiętacie o unikaniu szerokiego kąta, o którym pisałam w tym poście: Zachowanie proporcji. Tyczy się to oczywiście również fotografowania ludzi.
Był przykład na misiu, teraz na żywym modelu:).
Twarz jest nienaturalnie wypukła, rozciągnięta. Możecie mi zaufać - Mateusz tak nie wygląda:)

Gdy chcemy sfotografować cała postać, musimy zwrócić uwagę na wysokość trzymania aparatu i kąt jego nachylenia. Nie, to nic skomplikowanego. Chodzi mi mianowicie o to, że nie możemy trzymać aparatu wyżej niż głowa naszego obiektu i przechylać aparat do dołu (tak właśnie przechylamy go, gdy chcemy objąć całą postać z góry).
Na takiej fotografii głowa staje się nieproporcjonalna do reszty ciała, nogi nam się skracają i wyglądamy tak:
No może oprócz tej obrażonej miny:)

Tak samo ze zbyt niskim trzymaniem aparatu, blisko ziemi. Nogi staję się zbyt długie i wyglądamy na wyższych niż jesteśmy w rzeczywistości (byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że głowa zrobiła nam się trochę mniejsza:)):

Aparat - a przynajmniej ja tak robię - ustawiam mniej więcej w połowie długości ciała naszego modela i dopiero wtedy robię zdjęcie. Mamy wtedy pewność, że proporcje są odpowiednie i nasza postać na zdjęciu będzie wyglądać tak jak w rzeczywistości:
No dobra, to nie są obrażone miny, jedynie skutek patrzenia w stronę słońca:)

Oczywiście nie oznacza to, że nie można wykonywać zdjęć z dołu czy z góry, ale wymaga to znajomości wielu innych rzeczy by efekt był dobry. Dziś pokazałam Wam jak zrobić po prostu poprawne zdjęcie. Mam nadzieję, że wszystko wyjaśniłam w oczywisty sposób. Jeśli nie, śmiało pytajcie:).
Pozdrawiam, Marzena.

środa, 12 lutego 2014

Wspólne dzierganie i czytanie

http://robotkimaknety.blogspot.com/2014/02/wspolne-dzierganie-i-czytanie_12.html
Jak co środę - książka i obecna robótka. Zaczęłam dziś Light Trails i nową książkę: "Księżniczka z lodu". Wybraliśmy się ostatnio na rynek, w celu wypicia pysznej gorącej czekolady, a skończyło się oczywiście odwiedzinami w empiku. 
Ja tym razem kupiłam sobie coś taniego, lekkiego w czytaniu - kryminał. Oj dawno żadnego nie przeczytałam, zapomniałam już jak je lubię. To moja pierwsza książka Camilli Läckberg (jak to się stało?). O tym co kupił Mateusz napiszę gdy uda mu się mnie przekonać do jej przeczytania.

Sukienka skończona, wyprana. Tylko imienia jej brak..

Pozdrawiam, Marzena.

niedziela, 9 lutego 2014

Co u mnie?

Na początek dziękuję Wam za trzymanie kciuków i życzenia. Egzamin zdany! Dzięki:).
Jako że mam teraz dużo wolnego czasu, liczę na to, że sukienka na dniach będzie skończona, rozpisana i dana do testowania.
Nie mogę się doczekać aż zdejmę ją z drutów. Zwłaszcza, że wybrałam już wzór dla mojej pofarbowanej wełny. Zrobię Light Trails tyle, że całość lewymi oczkami. Chyba. Jak Wy uważacie?
Pozdrawiam, Marzena.

czwartek, 6 lutego 2014

Niefotograficzne czwartki

Moi drodzy, okropnie mi wstyd, ale nie dam rady dziś napisać nic na temat fotografii. Jutrzejszy, naprawdę ważny egzamin wymaga ode mnie pełnego skupiania wyłącznie na algebrze. Wyjątkowo dziś więc czwartek będzie niefotograficzny.
Albo dobra, żeby było choć troszkę fotograficznie wstawiam zdjęcie do interpretacji:).
Życzę miłego wieczoru!
Pozdrawiam, Marzena.

środa, 5 lutego 2014

Wspólne dzierganie i czytanie

 http://robotkimaknety.blogspot.com/

Nie powstrzymałam się i odłożyłam "Dom przy cmentarzu" by sięgnąć po "Dziecko śniegu". Żałuję, że nie mogę czytać tyle ile chcę (nauka do sesji), bo książka mnie wciąga co raz bardziej. 

Sukienka od 3 dni musi zająć się sama sobą ponieważ na sobotnim spotkaniu robótkowym w e-dziewiarce zakupiłam wełnę na ciepłą czapkę. Miałam ochotę napisać swój pierwszy czapkowy wzór. Zaczęłam w niedzielę, a już dziś wysłałam wzór do testerek. Zobaczymy co z tego będzie:).
Już po wszystkim poświęcę tej czapce osobny post. A tymczasem wracam do sukienki:).
Pozdrawiam, Marzena.