poniedziałek, 12 września 2016

Podróż poślubna: Słowenia, część druga

Część pierwsza do poczytania o tu: klik!

Z samego rana nie było wyjścia, trzeba było udać się do serwisu Forda i dowiedzieć się jak bardzo mamy przerąbane. Niesamowite było to, że salon był zaraz obok naszego miejsca zakwaterowania. Pan zajrzał do auta, popatrzył, poczarował i orzekł, że wie, że nie jest tak źle, ale potrzebuje 1-2 dni na sprowadzenie części. Wentylator od silnika postanowił przejść na emeryturę. Dostaliśmy zgodę na jeżdżenie autem na krótkie dystanse, ale pod żadnym pozorem nie wolno nam było stać w korku, bo wtedy silnik grzał się najbardziej. Jak już pisałam spaliśmy tylko 3 km od Bledu, gdzie znajduje się niejedna atrakcja Słowenii, a przede wszystkim piękne alpejskie jezioro. No to już mieliśmy plan na ten dzień. Zabrać kocyk, książki i leżaki i cały dzień odpoczywać. Spakowaliśmy się, ruszyliśmy i władowaliśmy się w korek. Nie tylko my postanowiliśmy spędzić dzień w taki sposób. O ludzie. No nic, jakoś przebrnęliśmy wyłączając silnik za każdym razem jak tylko się zatrzymywaliśmy, objechaliśmy jezioro z prawej strony i w końcu udaliśmy się nad brzeg robić to na co mieliśmy ochotę:). Nad jeziorem Bled jest kilka małych plaż, ale kąpać można się w każdym miejscu. Znaleźliśmy kawałek trawy z pięknym widokiem na jedną z najbardziej charakterystycznych budowli tego kraju: kościół umiejscowiony na malutkiej wyspie Blejski Otok.

Jest coś niezwykłego w zwyczajnych kąpielach z tak niezwyczajnym widokiem w tle:) Woda w jeziorze jest ciepła i czysta. Sama przyjemność! Samo jezioro jest niewielkie, można obejść całe za jednym razem. Z każdej strony widok jest równie piękny. Bo oprócz kościółka na wyspie, Bled posiada również zamek na niesamowicie stromej i wysokiej skale. No i te Alpy w tle!

Koniecznie kliknijcie w zdjęcie by je powiększyć - nie chciałam go zmniejszać, nie byłoby tego efektu!





Jeśli będziecie wybierać się do Bledu i zechcecie kupić bilet na wejście do zamku to zdecydowanie odradzamy - wejście na dziedziniec jest darmowe, a bilet w cenie 10 euro obejmuje tylko malutkie muzeum, które niestety nie robi wrażenia. Kasa jest tak ustawiona, że w sumie nie wiadomo czy można czy nie można wejść na placyk. Usytuowanie jej przy samym wejściu sugeruje, że nabyć bilet trzeba, a jak tylko przechodzimy przez bramę to widzimy restauracje, do których oczywiście nie musimy mieć biletu. Za to z dziedzińca naszym oczom ukazuje się taki widok! Znowu najlepiej kliknąć, bo panorama jest duża :) A zrobiliśmy ją z 3 fotografii, a w sklejeniu pomagał program Hugin. Można osiągnąć naprawdę niezwykłe efekty.
W centrum tego małego miasteczka byliśmy tylko chwilę. Nie ono jest tu główną atrakcją. Wszystkim zajmuje się przede wszystkim przyroda - niezwykle górzysty i zalesiony teren, turkusowe jeziora, urokliwe wysepki i plaże... Pod koniec sierpnia w Bledzie była umiarkowana liczba turystów, tak mi się wydaje. Nie przeszkadzały nam tłumy, aczkolwiek plaże były pełne. Ale tak jak pisałam rozłożyć z kocykiem można się wszędzie. Ludzie spacerują za plecami, pływają i uprawiają sporty wodne. Mimo to jest spokojnie, czuć, że jest się na wakacjach. A jedzenie jakie pyszne! Oczywiście szamiemy rybki. Piwo na południu smakuje mi o wiele bardziej!

Żeby mieć wspólne zdjęcie, trzeba się postarać: 
Tu widać jaki kolor ma woda...
Ależ bym chciała jeszcze raz wskoczyć do tej wody...

Cały dzień spędziliśmy w tym miejscu, więc na dziś to już koniec. Ale jutro pokażę Wam coś jeszcze piękniejszego!
Pozdrawiam,
Marzena

7 komentarzy:

  1. Piękna wycieczka, piękne przeżycia. Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowenia jest niesamowita, trzeba koniecznie ją zobaczyć :)

      Usuń
  2. widoki niesamowite, tez bym mogła cały dzień tam leżeć i podziwiać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że zdjęcia nie oddają w pełni uroku tego miejsca, więc jeśli podoba się już teraz to wiedz, że na żywo jest o wiele lepiej! :)

      Usuń
  3. Marzena, mieliście cudowną wyprawę z dreszczykiem, mam nadzieję, że całe to zamieszanie z samochodem nie popsuło Wam imprezy. Czekam zatem na część dalszą:)))

    OdpowiedzUsuń