czwartek, 15 września 2016

Podróż poślubna: Słowenia, część trzecia

Część pierwsza do poczytania o tu: klik!
Część druga do poczytania o tu: klik!

Zanim zacznę relację z wakacji, tak na wszelki wypadek, by nie zarzucano mi już w przykry sposób, że wykorzystuje swój ślub do promocji bloga (nie zauważyłam wzrostu oglądalności podczas przygotowań do niego:)) powiem, że jedyny powód, dla którego nie pokazałam jeszcze zdjęć ze ślubu jest taki, że tych zdjęć jeszcze zwyczajnie nie mam, a przecież sama nie robiłam zdjęć podczas własnego ślubu! Dostaliśmy maluteńką próbkę zdjęć od fotografa, co sprawiło, że czekamy na nie jeszcze bardziej i nie możemy się już doprawdy doczekać. Próbka była przepiękna... a fotograf specjalnie nie wybrała najlepszych ujęć :) Czekamy więc i my, jak widać. Przede wszystkim my.

Słowenia dzień trzeci i piąty
Trzeci i piąty będą razem, dlatego, że mają ze sobą dużo wspólnego. A łączy je coś niezwykłego - Jezioro Bohinjsko!
Trzeciego dnia nie mieliśmy najmniejszego zamiaru ruszać auta, ale z drugiej strony żal było kolejny dzień spędzić tak samo, czyli nad Bledem, do którego mieliśmy blisko. Wpadłam więc na pewien pomysł. W naszym hotelu można było wynająć rowery... i skutery! Marzyło nam się koniecznie odwiedzić drugie cudne jezioro Słowenii, które było oddalone od nas około 31 km. Nie było na co czekać :) Wynajęliśmy skuter, co pędził 25 km/h (w porywach do 40), spakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy i hałasując ruszyliśmy na zachód! Było całkiem wcześnie, coś około 9:00, ale słońce już przyjemnie grzało, więc ubraliśmy się lekko. No cóż, nie przyszło nam do głowy, że w głębi parku Triglavskiego, między niesamowicie wysokimi górami, na krętej drodze, która leżała w kotlinach, przy turkusowej lodowatej górskiej rzece, słońca o tej godzinie nie spotkamy. Że w ogóle bywa tam rzadko. Jak żeśmy zmarzli jadąc z tą zawrotną prędkością to tylko my wiemy:) Ale jest co wspominać! A oto nasza mała ryba:


Jezioro Bohinjsko jest inne od tego w Bledzie. I jeśli kiedyś wybierzemy się znowu do Słowenii to zdecydowanie właśnie nad to jezioro! Zabudowań jest tam niewiele, jezioro jest większe, równie ciepłe, szlaki dzikie, a ludzi zdecydowanie mniej. Widoki zapierające dech w piersiach! Szkoda, że nie jesteśmy dobrzy w fotografowaniu krajobrazów. Naprawdę nie udało nam się w 100% oddać piękna tego miejsca...

Postanowiliśmy pojechać na zachodni brzeg jeziora, bo stamtąd niedaleko było do jeszcze jednej atrakcji - wodospadu Savica. Po drodze zatrzymaliśmy się na południowym brzegu, by kupić coś do picia, a przy okazji zeszliśmy nad brzeg jeziora, krótkim pasem lasu i zaniemówiliśmy... Przed nami była turkusowa, krystaliczna woda, a zaraz za nią, całkiem blisko, ściana góry, a w oddali widniały następne. Gdyby nie to, że słońca na plaży nie było wcale i nie zapowiadało się, by szybko miało wyjść zza drzew, spędzilibyśmy dzień właśnie tam. Zrobiliśmy panoramę, ale nie da się oddać dobrze efektu - obiektyw troszkę zmniejszył górę i lekko oddalił. Musicie mi wierzyć na słowo - cudo! Można kliknąć i powiększyć:

Samowyzwalacz to już w ogóle średnio potrafił to oddać, ale przynajmniej mamy wspólne zdjęcie :)
Wsiedliśmy na naszą maszynę i ruszyliśmy dalej bo już nie mogliśmy się doczekać pływania. Ale pomyliliśmy drogę. Wiecie, były całe dwa skrzyżowania i za drugim razem oczywiście wybraliśmy zły kierunek. Ale to zupełnie nic, bo ta zła droga prowadziła do wodospadu ukrytego w górach, spływającego wysokim strumieniem w dół. Trzeba było pokonać mnóstwo schodów, ale było warto! Urokliwy wodospad jest w zagłębieniu, na dole tworzy się małe turkusowe jeziorko. Niestety nie można podejść do wody, bo inaczej już bym brała tam prysznic :).
Słońce świeciło niesamowicie, a pół wodospadu było w cieniu - zdjęcie więc wychodziło albo ciemne z jednej strony, albo przepalone z drugiej. Kto ma ochotę może wygooglować ten wodospad i znajdzie na pewno piękniejszej ujęcia, ale mimo wszystko chwalę się naszymi. Wodospad Savica:
 

Teraz nie pozostało nic innego jak pójść wylegiwać się nad alpejskim jeziorkiem! Znaleźliśmy "plażę", która była tak naprawdę polanką zielonej trawy, z kilkoma drzewami rozsianymi to tu, to tam, które dawały przyjemny cień. Cykady wśród liści, ptaki nad głową, słońce na twarzy i ta woda! Czysta, przejrzysta, błękitnoturkusowa... Mimo że zaraz obok znajdowało się kilka domków do wynajęcia, a na polanie leżało już trochę turystów to było tam bardzo spokojnie i kameralnie. Jeśli mam wybierać, to wybieram Bohin!
Poniżej moje ulubione zdjęcie! Cała obróbka praktycznie skończyła się na dodaniu lekkiego kontrastu i delikatnej regulacji balansu kolorów. Słońce wisiało nisko nad górą, było już przyjemnie miękkie, ale na tyle mocne by wydobyć kolory z liści, wody i góry.
 
 
 

Tak spędziliśmy dwa długie popołudnia. Łapiąc promienie słońca, które przed 18:00 chowało się już za górę i pozostawał już tylko cień:).

Piątego dnia nad Bohinj dostaliśmy się autem, więc można wywnioskować, że nasze problemy z autem się skończyły :) Generalnie to nie mieliśmy tego dnia w planach jeziora - czasu było mało, tylko tydzień, a do zobaczenia mnóstwo! Ale niestety lekko się pochorowałam, brzuch nie dawał spokoju, bolał mnie okrutnie, więc zamiast planowanej wyprawy w góry, pojechaliśmy znowu nad jezioro. 
Przed południem natomiast odwiedziliśmy kolejną Słoweńską perełkę, czyli Wąwóz Vintgar. Rwącą górską rzekę Radovnę, która spływa kaskadami i małymi wodospadami, otaczają wysokie, porośnięte zielenią skały. Spaceruje się przez wytyczone ścieżki lub drewniane kładki przymocowane do skał. Naprawdę piękne miejsce!
 

 Tu dokładnie mogłabym mieszkać, tam nad brzegiem, wśród mchu:
Posty o Słowenii będą jeszcze dwa. Mogłabym napisać jeden, wspólny dla czwartego i szóstego dnia, ale jako ze działo się wtedy bardzo dużo to podejrzewam, to mógłby by lekko przydługi, a na koniec moglibyście zacząć mi źle życzyć :) 

PS Nowy sweter gotowy! Weekendzie, przygotuj się na sesję!

Do napisania!
Marzena

10 komentarzy:

  1. Chmurko ,ja nie byłam nigdzie w tym roku,ale dzięki Tobie trochę jednak wrażeń wakacyjnych mam:)Jezioro piękne,może się tam kiedyś wybiorę.ED

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam bardzo :) Można wypocząć i jednocześnie zwiedzić mnóstwo miejsc :)

      Usuń
  2. Piękna ta Wasza podróż .... a ja nabieram ochoty na Słowenię :)) choć miała być Ustka ;)
    ale może da się obie pogodzić :)))
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Ustki jesienią! Koniecznie :) Pustki na plaży i deptaku, cisza, którą przerwa tylko szum fal, często sztormowych :)

      Usuń
  3. Ależ niesamowite widoki. Piękne, niemal magiczne. Aż by się chciało zostawić wszystko i wyruszyć w taką podróż...

    OdpowiedzUsuń
  4. Co za bajkowy kraj!Mieliście fantastyczną podróż poślubną:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Bosko! Uwielbiam takie subiektywne relacje :) fajnie, że o piszesz o Waszyn wyjeździe :)
    Zdjęcia, jak zwykle u Ciebie, przecudne!

    OdpowiedzUsuń