poniedziałek, 8 lutego 2016

Mieszkaniowe sprawy: kącik jadalny

Ostatnio pokazałam Wam ręcznie malowane krzesła do jadalni. Ale jadalni samej już nie:) Musiała poczekać na doszlifowanie. W dosłownym tego słowa znaczeniu.

Oczywiście zanim pomalowaliśmy krzesła i kupiliśmy stół wykonaliśmy (tak, macie rację) wizualizację! Tak w łatwy sposób mogliśmy sprawdzić czy kolory krzeseł współgrają z kuchnią i z samym stołem. Dowiedzieliśmy się jak dużo przestrzeni zajmie stół, który wybraliśmy, czy nie przytłoczy pomieszczenia.

Lubimy drewno i biel, więc stół miał być drewniany, by wyróżniał się na tle białych ścian i podłogi. Podobnie jak schody czy blat kuchenny. Chcieliśmy masywny, dębowy stół, prosty w formie, prostokątny. Szukaliśmy i szukaliśmy, ceny wahały się między dwoma tysiącami, a stanem konta Billa Gatesa. Oczywiście chcieliśmy stół obejrzeć na żywo zanim kupimy, ale te w stacjonarnych sklepach były albo bardzo drogie, albo z drewna, które nijak pasowało do naszego stylu. Trochę się już zmęczyliśmy tym szukaniem i może dzięki temu, nasze granice tolerancji ciut się poszerzyły. Bo zamiast całego drewnianego (chodzi mi tu o wygląda, a nie materiał) zaczęliśmy lubić stoły z blatem w innym kolorze niż reszta. No i ostatecznie postanowiliśmy kupić stół w sieci. Wybraliśmy stół z białymi nogami (które są zrobione również z dębu) i z drewnianym blatem. Wrzuciliśmy dziada do wizualizacji i wyszło ekstra. Jako że stół jest wykonywany na zamówienie, mogliśmy dowolnie zmieniać jego wymiary. I zapaliła się nam czerwona lampka, że przecież z pewnością przyda nam się stół, który pomieści więcej niż 6 osób, więc wybraliśmy wersję rozkładaną.
Wymiary codzienne to 90 cm na 130 cm, a długość wkładki do przedłużenia to 60 cm. 190 cm to już całkiem spory stół prawda?

Zanim zamówiliśmy oczywiście poprosiliśmy o próbki z kolorami lakierów. Były albo bardzo jasne, albo ciemne, ew. w przeróżnych czerwonych odcieniach. Jako że blat kuchenny mamy jednak jaśniejszy od schodów, chcieliśmy dobrać stół pod kolor kuchni, ale niestety żadna próbka nie pasowała. Za to jedna była niemalże identyczna jak schody. No to zamówiliśmy.

Stół przyszedł jesienią, cięższy od słonia. Dostarczono go rano, gdy byłam sama w domu i wyładowano złożonego z ciężarówki. Nie byłam w stanie nawet lekko go podnieść. Poleciałam zrozpaczona do sąsiada, który od razu wykazał chęć pomocy, ale powiedziałam mu szczerze, że nie damy rady razem go wnieść na drugie piętro. Z pomocą przyszedł drugi sąsiad, i tak razem, powoli, w pocie czoła, wnieśli tę kobyłę, choć nie było im łatwo... Długo się nie powstrzymywałam i otworzyłam karton. I trochę mi się słabo zrobiło. Blat był ciemny, ciemniejszy od od schodów, a dodatkowo w jakimś czerwonawym odcieniu. Nie miało to nic wspólnego z próbką, którą wybraliśmy, ale na etykiecie widniał dokładnie taki sam kod koloru... chyba próbki nie były pierwszej świeżości.

Nie będę Wam opisywać jaką drogę przebyliśmy od tego momentu do podjęcia decyzji o (domyślacie się już?:)) przerobieniu stołu. Kosztował niemałe pieniądze i mimo silnej chęci posiadania idealnego stołu - a wiecie, że nie potrafię inaczej - trudno było mi nie stresować się na myśl o braniu sprawy we własne ręce i zwyczajnym w świecie szorowaniu lakieru. Przezornie nie chwaliliśmy się naszym pomysłem, żeby nikomu nie przyszło do głowy nas zniechęcać:) Stół, który stał w salonie przez kilka miesięcy, mimo że ładny, po prostu wyglądał źle z pastelowymi krzesłami i całą dość jasną i delikatną resztą. To był koszmar dla moich oczu perfekcjonisty i estety! Ja wiem, można by zwalić na eklektyzm, ale nie pociąga mnie zbytnio ten kierunek w architekturze wnętrz:).

I zaraz po Nowym Roku, gdy poczuliśmy siłę i chwilę wolnego czasu (co okazało się bardziej niż błędne, bo akurat zwaliło nam się na głowę milion spraw) wzięliśmy się do pracy. Stworzyłam nad stołem coś na wzór pokoju Dextera (fani serialu wiedzą) zawieszając folię malarską od sufitu do podłogi, by pył siedział w jednym, jak się okazało, jakże ciasnym i dusznym miejscu.

Zakupiliśmy papier ścierny o przeróżnych gradacjach, od 40 do 180, i zaczynając od tych grubszych potraktowaliśmy ten stół bez litości, zdzierając lakier. Prace ciągnęły się chyba ponad tydzień. Po 2 h szlifowania zwyczajnie ręce bolały, a i czasu nie było więcej przez pracę, studia i wszystko inne. Zdjęcie zaraz przed "zbrodnią":

Nie mając żadnego specjalistycznego sprzętu, zdarliśmy wierzchnią powłokę (nie więcej niż pół milimetra), a naszym oczom ukazał się cudnie usłojony dąb! No i to było to co nam się podoba! Potem przyszedł czas na wygładzanie, a następnie polerowanie gąbeczkami ściernymi o najwyższej gradacji. Taki matowy, lekko biały od pyłu już był o niebo lepszy od tamtej wersji, a gdy po umyciu i osuszeniu nałożyłam olej z woskiem (używam bezbarwnego Osmo) to nie mogłam przestać się na niego gapić. Kolor zrobił się intensywny, każdy słój wyeksponowany. Udało się! I ani trochę nie żałujemy, choć była to niemała praca.

No ale u nas nigdy nie może być łatwo i "po prostu", prawda?:)

Najpierw dla zobrazowania jak na drewno działa olej pokazuje zdjęcie z procesu olejowania. Lewa strona jeszcze nie ruszona. Zdjęcie w sztucznym świetle, więc sam kolor może być lekko przekłamany:

Strasznie żałuje, że nie umiem robić zdjęć pomieszczeniom i architekturze, no ale cóż...
A tak się prezentuje stół:


 
 

Zbliżenie na lampy, których szukaliśmy długo, aż wpadliśmy na takie w Ikei:

Wpasowują się świetnie!

Jak widać, mamy też już kanapę, więc salon z aneksem zaczyna wyglądać na to czym ma być. Brakuje nam jeszcze stolika do kawy, regału na książki itp. 

Z kanapą też było zabawnie... znaleźliśmy idealną gdy szukaliśmy stołu. Wcześniej poddaliśmy się, bo każda kanapa była albo ładna i niewygodna, albo wygodna i brzydka. I szukając stołu przechodziliśmy obok VOXa, a tam - narożnik naszych marzeń. Długo nie czekaliśmy. Rozeznaliśmy się tylko w cenie, jakości, sprawdziliśmy czy jest wygodna i czy ma wszystko czego potrzebujemy (ruchome zagłówki, pojemnik na pościel, funkcję spania) i kupiliśmy. Narożnik jest duży, może na nim siedzieć z 6 osób, wygodny, z oparciami na idealnej wysokości - nie mogłabym mieć kanapy, której oparcie kończy się poniżej karku - i wpasowuje się idealnie w nasz styl. Wybraliśmy materiał, który ma delikatny włosek i jest mięciutki. Bałam się odrobinę, że zabrudzenia ciężko będzie z niego usunąć, ale na razie nie było plamy, która nie zeszłaby gdy przecierałam ją delikatnie wilgotną szmatką. A był to krem do rąk, wyciśnięty pierwszego jej dnia w naszym domu, krew ze skaleczonego palucha Mateusza, który chyba w dniu swoich urodzin przysiągł, że plaster będzie jego największym wrogiem, czekolada, którą mimo próśb, walczący z plastrami postanowił spożywać na kanapie i wiele innych rzeczy, które chcąc nie chcąc wylądować na niej muszą.

Obecnie służy nam też za miejsce spania, i jest naprawdę wygodny i duży. Mimo to już się nie możemy doczekać, aż zrobimy sobie prawdziwą sypialnię!:)

Jak widzicie nie ma co się bać szalonych pomysłów. Dla nas jest ważne, by miejsce, w którym żyjemy spełniało nasze oczekiwania i wyglądało dokładnie tak jak wymarzyliśmy. Mogliśmy męczyć się przez tydzień z "renowacją", albo ileś tam lat z niepasującym stołem. Wybór był oczywisty:).

Pozdrawiam,
Marzena

23 komentarze:

  1. Ślicznie :) podziwiam twoją konsekwencję w doborze kolorów i dodatków. Co będzie następne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!:) Następna, ale dopiero po wakacjach, będzie sypialnia. I pewnie zrobiona do końca, bo dużo tam będzie trzeba na wymiar (skosy, szafy, biurko), więc lepiej za jednym zamachem.

      Usuń
  2. Tak bywa z kupowaniem mebli, których nie da się obejrzeć "na żywo". Mam taki stół w kuchni :) Mial być w kolorze olchy, który ja nazwałabym "szpetna pomarancza". Czeka jeszcze na przerobienie...
    Ostatecznie jednak, w Waszym przypadku można powiedzieć, nie ma tego złego co nie wyszłoby na dobre. Stół jest teraz piękny i znkomicie wygląda z krzesłami.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to trzymam kciuki, żeby przerobienie się udało!:)

      Usuń
  3. teraz wygląda rewelacyjnie-i wszystko do siebie pasuje...ale stresu nie zazdroszczę:((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po fakcie na szczęście się już o nim nie pamięta:)

      Usuń
  4. łaaaaaaaaaaał...... miodzio. Po pierwsze podziwiam stół, po drugie podziwiam szaleńczą odwagę, po trzecie pomysł (który niekoniecznie musiał wypalić i co wtedy? patrz po drugie), po czwarte podziw dla chętnych i uczynnych sąsiadów.....i mogłbym więcej, ale powtórzę wszystko miodzio :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, dziękujemy! Ja jestem znana z szalonych pomysłów i przede wszystkim z zawziętości:) Jak sobie coś postanowię to musi być. Na szczęście jest obok Mateusz, któremu również odwagi nie brak, ale dysponuje też całym workiem rozsądnych argumentów, żeby mnie czasem przygotować na to co nas czeka po drodze:)
      Dziękujemy!

      Usuń
  5. Faktycznie w pierwotnej wersji- mimo, ze był bardzo ładny- przytłaczał by Wasze delikatne, pastelowe wnętrze- tak jest idealnie!
    Rogówka tez świetna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie... Nie mogło tak być:)
      Dziękujemy!

      Usuń
  6. W ostatecznej wersji stół świetnie pasuje do kuchni. Fajne macie pomysły.

    OdpowiedzUsuń
  7. Po kim Ty to masz??!!Nic co prosto i zwyczajnie do Ciebie nie pasuje..bo byłoby nudno.Córcia efekt końcowy Rewelacja!!!A Mateuszowi zazdroszczę cierpliwości do Twoich pomysłów czasami zwariowanych

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ładne kwiatki:) Taki miły komentarz i jeszcze anonimowy, no nie może być:) Ale przykro mi bardzo, nic a nic mnie to nie rusza, wręcz bawi. Bo co komu do tego jaki styl lubię? Może być nawet australijski, ważne żeby nam się w nim dobrze żyło, czyż nie? Nie znając mnie, i w sumie popełniając okropną gafę, zarzucasz mi, że mój dom to tylko meble? A nie ludzie? No i jak ja mam się przejąć takimi bzdurami? :D

      Usuń
    2. anonimowo, ponieważ nie posiadam konta. Nie mam nic do tego, jaki kto ma styl. Jednakże, jeśli się pisze o swoich realizacjach trzeba się liczyć także z krytyką. Akceptowanie jedynie pozytywnych opinii, to brak tolerancji na odmienne zdanie. Broń Boże, nie chcę tutaj nikogo osądzać, że najważniejszy jest dla kogoś dom w sensie fizycznym, ale "męczenie się" ze stołem? Rety! To tylko mebel. Prawda, ma cieszyć oko, ale jaki by nie był i tak jest chyba najważniejsze kto przy nim siedzi. Wypowiedziałam, się ponieważ mam taką możliwość.

      PS: Chyba jednak się znamy ;) może nie dokładnie ale jednak.

      Usuń
    3. Nazywając mnie baranem:) Ładna mi wypowiedź godna tolerancji.
      A jeśli się znamy, to może warto się podpisać chociaż? :)

      Dla jednych męczenie się z drutami jest nie do pomyślenia, prawda? Ja lubię pracę ręczne, lubię ładne przedmioty. Co jest w tym złego? Można napisać swoją opinię na moim blogu, zawsze tak było, proszę prześledź komentarze. Ale jeśli ktoś stosuje taki język i stara się usilnie pokazać jak śmieszy go moje podejście, to przepraszam, ale dla mnie to nie jest krytyka, tylko bycie niemiłym:)

      Usuń
  9. W naturze znamy np. ptaki ,które pięknie budują swoje gniazda ,stroją , ozdabiają ,tak z potrzeby ptasiego serca, po to aby zwabić wybrankę i być może po to, aby żyło się po ptasiemu,ale ładnie.Jakby nie było jesteśmy częścią tej natury i jeżeli chcemy wić swoje,,gniazda "to z reguły staramy się z całej siły,dbamy o ład i estetykę,trudzimy się by było piękne,nie jest nam wszystko jedno!Oczywiście,jak zawsze są wyjątki. W Twoim wypadku widać, że wkładasz w to serce, bo wijesz gniazdo dla swojej Rodziny i to jest piękne,powodzenia!E.D. (piszę anonimowo ,bo też nie mam konta;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wróciłaś na studia ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Mateusz właśnie je kończy:) O tym była mowa.

      Usuń
  11. Ja też skorzystałabym z możliwości zamówienia mebli takich, jakie mi najbardziej odpowiadają. Może jadalnia nie jest skomplikowanym pomieszczeniem do aranżacji, ale trochę czasu i uwagi trzeba jej poświęcić :)

    OdpowiedzUsuń