wtorek, 9 lutego 2016

Nurtured i odrobina cudowności

Dostałam ostatnio paczkę. Paczkę z daleka, bo aż z Kanady. Od pewnej bardzo utalentowanej dziewczyny, która nie tylko jest moim partnerem w biznesie, ale i stała się znajomą z drugiego końca świata. Mam na myśli Julie, tę Julie, od Julie Asselin:). 
Postanowiłam jakiś czas temu obdarować ją małym prezentem, czymś co będzie do Chmurki, czymś słodkim i czymś bardzo polskim i równie praktycznym. Jeśli będziecie kiedyś potrzebować podobnej inspiracji na prezent to polecam sklep folkstar. Jednocześnie folkowo i nowocześnie! Sama się czaję na jakieś zakupy...
Ostatnio ja odebrałam z poczty paczuszkę, z wełnianymi i nie tylko słodkościami! I jazda na rowerze parę kilometrów w okropnym wietrze mnie nie zniechęciła. I nawet to, że przyjeżdżając na pocztę o 12:50 dowiedziałam się, że będzie czynna dopiero o 13:35. Radość na myśl o nowych motkach.... no wiecie jak to jest:)

A dostałam dwa motki, bardzo rustykalnej nowości! Okropnie podobają mi się dzianiny z takich surowo wyglądających nitek (śliniłam się do Brooklyn Tweedowych projektów), warkocze wyglądają w nich najlepiej, są bardzo mięsiste i wyraziste.


Mimo tego, że takie włóczki wyglądają cudnie, bałam się, że moja nadzwyczaj uparta i wrażliwa skóra nie będzie w stanie ich znieść. No wiecie przecież, że wszystko mnie gryzie. A tu taka niespodzianka. Nurtured, bo tak się nazywają, są przyjemne i mięciutkie. W inny sposób niż Milis czy Fino - są bardzo mięsiste, sprężyste i nie posiadają połysku - ale nic a nic mnie nie gryzą. 
Moje marzenie o tych surowych, rustykalnych swetrach niedługo się spełni! :)

Jakby tego było mało to są w moim ulubionym kolorze... wszystkie miodowe, tabaczkowe, złociste kolory to to co lubię, na chwilę obecną, najbardziej. Zaraz kończę swoją Puntillę, dosłownie dwa rzędy, i biorę się za nie. Tylko co mam z nich zrobić?! Mam akurat chwilę zanim przyjdzie dostawa, a w niej dodatkowo motki na moje nowe pomysły, więc chcę szybko udziergać jaką małą formę. Tylko co będzie ich godne?:) Jakieś pomysły?

Żeby tego było mało to w paczce znalazłam również wełniane karty, które Julie sprzedaje w swoim sklepiku - z psiakiem, wiewiórą, króliczkiem i kotem:) Moim zdaniem są idealne do oprawienia w ramkę! Było też coś dla łasuchów. Było bo już się zjadło i wypiło. I jestem pewna, że Julie czyta w myślach, bo nic jej nie mówiłam - dostałam pięknie pachnący krem do rąk. A kto czytał moje 50 faktów, wie, że mam na tym punkcie małą obsesję. Śmiejemy się z Mateuszem, że za 60 lat będę cała pomarszczona, ale dłonie to ja będę mieć idealnie gładkie i mięciutkie:)
I na koniec info dla tych, którym tez się taka cudna włóczka marzy... już złożyłam zamówienie!

Pozdrawiam was ciepło!
Marzena

11 komentarzy:

  1. Marzenko nie wiem ile masz tego cuda, ale w pierwszej chwili przyszła mi do głowy rustykalna alpejska kamizelka (szarotki, warkoczyki itd) a jeśli coś mniejszego to komin w celtyckie wzory. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. To mi przypomina, że jeszcze nie wypiłam cudnie pachnącej herbatki, którą od Pani dostałam, robiąc kiedyś zakupy "U Chmurki". Ha, idę jej poszukać w głębinach szafy "herbacianej". Dzięki, przy okazji!:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudna włóczka i cudne prezenty! Och pozazdrościć! :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne niespodzianki! Moteczki co prawda nie w moim kolorze ale przyjemnie wyglądają. Ciekawa jestem co z nich wyczarujesz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Z drutków mi zdjęłaś ten kolorek, chciałabym rzec. Fantastyczna włóczka i ciekawe projekty. Będzie się działo. Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  7. na temat nitek się nie wypowiem bo nie mam zielonego pojęcia, ale obrazki bardzo wpadły mi w oko. Koniecznie powieś

    OdpowiedzUsuń