czwartek, 9 listopada 2017

O herbacie

Tak się cudownie złożyło, że z Mateuszem dzielimy naprawdę wiele pasji, zainteresowań czy upodobań. Tych kilka, które są odmienne można policzyć na palcach jednej ręki. Na przykład absolutnie odmienny gust muzyczny, czy pewne skłonności czytelnicze - moje XIX wieczne klimaty niekoniecznie pasjonują Mateusza, tak jak ja niespecjalnie czytam wszelakie hard science fiction, które powoli opanowuje naszą biblioteczkę. No i oczywiście moje uwielbienie do dziewiarstwa i kreatywnego tworzenia rzeczy, oraz Mateuszowe zafascynowanie programowaniem.

Korzystając z chwili spokoju, podczas wymuszonego obowiązkami porannego, długiego spaceru, snułam plany dotyczące tego wpisu i taka właśnie myśl mnie naszła, choć na co dzień oczywiście zdaję sobie z tego sprawę. 
Bo dzisiejszy post będzie o tym, co oboje wręcz uwielbiamy, w równym stopniu, o tym czego nigdy nie może zabraknąć w ciągu dnia i czego nie pominiemy podczas wizyty w Ustce. Mimo że ten wpis, patrząc na tematykę mojego bloga, to zwyczajny off topic, to wyjaśni Wam dlaczego w paczuchach od Chmurki znajdujecie taki a nie inny prezencik.

Herbata! Jak to ładnie brzmi, prawda? I mimo że lubię kawę (O! Mateusz nie pije jej wcale!), co prawda tylko i wyłącznie zimną, mleczną, słodką, i pijam jedną dziennie, to jestem zdecydowanie herbaciana. W zasadzie nasza miłość do herbaty ma swój początek mniej więcej w tym samym czasie co My :). Bo to na herbatę właśnie zabierał mnie Mateusz, albo ja zabierałam jego, a szliśmy w bardzo wyjątkowe miejsce, któremu należy się przynajmniej jeden akapit w tym poście!

Ustka, mimo że mała i jednak turystyczna, posiada istną perełkę, która oparła się modzie, ślepemu podążaniu za modnymi wystrojami, pogoni za konkurencją, od dawna posiada swój własny, niepowtarzalny klimat, styl i atmosferę. Takiego miejsca nie znalazłam nigdzie indziej, a trochę (odrobinkę, ale jednak) już zwiedziliśmy, szukając w niejednym mieście herbacianego raju. 
Ustecka herbaciarnia jest niewielka i czarująca, łączy uwielbienie do herbaty i sztuki, bo przy okazji jest również galerią. Powiedziałabym, że panuje tam eklektyzm, natłok starych przedmiotów, pozornie do siebie nie pasujących. Przypomina salonik z dawnych lat, pełen kredensów, serwetek, starych zabawek i porcelany. Lada to nic innego jak odmalowane ręcznie rustykalne meble z łyżeczkami w formie uchwytów. Nie znajdziecie tam idealnie wykończonych przedmiotów, lśniącej podłogi czy równych ścian. Nie, i bardzo dobrze! Obecne wystroje lokali czy kawiarni w zasadzie niewiele się od siebie różnią, jeśli nawet mają przypominać wnętrza z dawnych lat to są zbyt... perfekcyjne! Brakuje im autentyczności, ale ta herbaciarnia... jeśli będziecie mieć okazję zobaczyć Ustkę, obiecajcie mi, że wejdziecie tam choćby na chwilę.
Zdjęcie powyżej pochodzi z facebooka herbaciarni.

Oprócz wystroju i atmosfery są tam również przemili właściciele i cała ściana herbat! Od klasycznych czarnych, po białe, wędzone, zielone, czerwone, rooibos, aromatyzowane, ziołowe, żółte czy susze owocowe. My za każdym razem wybieramy inną, a odwiedziliśmy to miejsce mnóstwo razy. Każdą herbatę można powąchać, zapytać o skład, smak czy właściwości, o sposób parzenia, bo tych jest kilka (pisałam Wam kiedyś o parzeniu herbaty na zimno klik!). 
Zawsze zamawiamy dwie różne herbaty. Jeden dzbanuszek wystarcza na 3 filiżanki, a środkową najczęściej się wymieniamy. Ja kieruję się zawsze zapachem lub chęcią spróbowania konkretnych składników, a Mateusz wybiera... po nazwie. Czym śmieszniejsza tym lepiej! Tak więc na liście zamówionych herbat to nie ja mam "Czerwone serduszko" :).
Wizyta w herbaciarni to nasza mała tradycja - za każdym razem gdy jesteśmy w Ustce, choćby raz musimy wstąpić na herbatę. Nie wiem jak to się stało, że mam tak niewiele zdjęć z wnętrza! A może i wiem? Nie ma na to czasu i ochoty, trzeba chłonąć to miejsce! Odsyłam Was więc na facebooka i googla.
A teraz o naszej herbacianej codzienności, bo przecież Ustkę odwiedzamy rzadko, a w ciągu dnia wypijamy przynajmniej pięć kubków herbaty. 

Herbaty mogą być liściaste, granulowane lub w torebkach. Musicie jednak wiedzieć, że nie jestem herbacianym specem, wiem tyle ile potrzeba mi do tej codziennej przyjemności :). Staramy się nie kupować już herbaty w torebce, a granulowanych nigdy nie piliśmy. Torebkowe (ekspresowe) są robione z pyłu herbacianego, a ten wcale nie posiada najlepszego smaku czy aromatu. To liście właśnie są kluczowe w parzeniu i dzięki nim możemy uzyskać naprawdę dobry napój. Same herbaty liściaste dzielą się na "lepsze" i "gorsze" ze względu na to, gdzie dany liść rósł - czy na czubku krzewu czy też na samym jego dole. To całkiem logiczne, ponieważ te górne, są najczęściej drobne i świeże, delikatne. Nie ze względów ideologicznych czy też przez naczytanie się w sieci opinii zrezygnowaliśmy z tych torebkowych, ale staliśmy się o wiele bardziej wybredni i zwyczajnie przestała nam ona smakować.

Najpopularniejszą herbatą u nas w domu jest herbata czarna. Ma on moim zdaniem najbardziej neutralny smak, ale może to wynikać z faktu, że taką herbatą właśnie najczęściej raczą się Europejczycy, więc ten smak towarzyszy nam od dziecka. Dzień zaczynam czystą czarną, liściastą herbatą. Nawet teraz, pisząc to zdanie, mam przed sobą wielki kubek!
Herbata czarna jest prosta w zaparzeniu. Zalewamy ją po prostu wodą zagotowaną do 100 stopni (poleca się również 95 stopni). Ja używam dwóch łyżeczek herbaty, ale pamiętajcie, że liściastej herbaty na łyżeczce znajduje się o wiele mniej niż granulowanej, i parzę po swojemu, czyli dosłownie chwilę. Teoretycznie mogłabym wykorzystać mniej herbaty i parzyć polecane 4-5 minut, ale to mój sposób daje mi ulubiony smak bez goryczki. Obecnie polubiliśmy bardzo czarną herbatę Dilmah i to ją pijemy najczęściej.

Raz lub dwa razy dziennie pijemy herbatę zieloną bądź czarną aromatyzowaną. Nie jest to zasada, której trzymamy się ściśle, po prostu te pijamy rzadziej, w zależności od nastroju i chęci. 
Zwłaszcza, że obecnie posiadamy bardzo wyjątkowe herbaty i żal byłoby tak szybko się z nimi rozstać :). Otrzymaliśmy od rodziców prawdziwą Chińską zieloną herbatę, która ma niesamowicie delikatny smak, różni się bardzo od tych zielonych herbat jakie są nam zazwyczaj znane. Oczywiście czuć, że nie jest to herbata fermentowana, bez patrzenia każdy zakwalifikowałby ją jako zieloną, ale musicie wierzyć, że smakiem przebija wszystkie czyste zielone, jakie do tego czasu piłam.

Bardzo istotne jest to by zieloną herbatą zaparzyć poprawnie. Czasem słyszę, że ktoś nie przepada za zieloną herbatą bo jest gorzka lub kwaśna. A to jest tylko i wyłącznie błąd w parzeniu, bo zielona herbata jest bardzo delikatna. Ma swój własny, charakterystyczny smak, ale nie ma prawa być niedobra. 

Nasz kolejny herbaciany level to czajnik z regulacją temperatury i oczywiście klepsydra. Przy zielonej herbacie to wręcz obowiązkowe gadżety. 

Zieloną herbatę należy parzyć w temperaturze od 60 do 90 stopni, w zależności od gatunku. Naszą chińską parzymy w 80 stopniach i wyjmujemy liście po 3 minutach. Wystarczy trochę zbyt długo potrzymać liście w wodzie by smak się zmienił i herbata po prostu miała prawo nie smakować. Jeśli nie posiadacie czajnika z regulacją temperatury to po zagotowaniu wody nie czekajcie tylko minuty, bo to zbyt mało by temperatura spadła do 80 stopni. Dajcie jej przynajmniej 5 minut. Nawet jeśli nie traficie idealnie z temperaturą to i tak dość mocno zmniejszycie prawdopodobieństwo, że napar będzie gorzki. 

To oczywiście nie wszystkie herbaty jakie posiadamy, ale dwie najpopularniejsze. Mamy w szafeczce mnóstwo zielonych i czarnych smakowych, które staramy się odpowiednio przechowywać i często serwujemy gdy odwiedzą nas znajomi. 
Przechowywanie herbaty jest również istotne. W sklepach niespecjalistycznych mało kto zwraca uwagę na to co herbata lubi, a bardziej istotny jest design pojemników.
Niestety nie wszystkie moje pojemniki są pro, ale też nie mam potrzeby popadać w skrajność. Czarna herbata tak szybko znika w naszych brzuszkach, że przekładamy wygodę w otwieraniu pojemnika nad jego szczelność. Część herbat tkwi też w oryginalnych opakowaniach, zamknięte w szafce. 
No ale jaki powinien być dobry pojemnik, by móc długo przechowywać herbatę? 

Przede wszystkim szczelny. Dobre są więc puszki hermetycznym zamknięciem. Ważne by liście nie były wystawione na działanie tlenu i nie istniało ryzyko zawilgocenia. Pojemnik powinien być nieprzezroczysty, chyba, że nie wystawiamy go na światło dzienne przez dłuższy czas (trzymamy w szafce). Herbata nie lubi promieni słonecznych. Jeśli chodzi o tworzywo to najlepsze są pojemniki metalowe, oczywiście jeśli spełniają pierwszy warunek. Nie trzymajcie herbaty zbyt długo w papierowych torebkach, ponieważ ich szczelność jest bardzo mała. Szczelność daje nam również pewność, że zapachy z zewnątrz nie wpłyną na jakość herbaty. 

A jakie herbaty kryją się w naszej szafce? Do Chińskiej dołączyły trzy nowe, również bardzo azjatyckie, prosto z Malezji. Pierwsza to herbata chryzantemowa - w postaci kuleczek, które po otwarciu należy trzymać w lodówce. Ma bardzo... charakterystyczny smak. Razem z nią, w paczce przyszły dwie czarne (i paczka owoców suszonych, które pochłonęłam błyskawicznie:)), jedna czysta, druga z dodatkiem geranium. Obie bardzo nam smakują! Ta z dodatkiem również zaskakuje smakiem i podobnie jak chińską zieloną dawkujemy ją sobie powoli. 
 Od lewej: zielona, czarna z geranium, czarna.

 I herbata chryzantemowa.

Oprócz tych orientalnych mamy też herbaty, które kupiliśmy przy okazji w Ustce czy w innych herbaciarniach. O niektórych nie pamiętamy, aż nie zaczniemy hurtem parzyć herbat w dzbankach dla równie (na szczęście!) herbaty lubiących przyjaciół. 
Raczej nie kupujemy herbat białych czy czerwonych. Te smakujemy w odpowiednim miejscu.

No to w czym pić herbatę? No raczej, że w ulubionym kubku! Przez herbatę zaczęliśmy też kolekcjonować kubki - jest to jedyna forma namacalnej pamiątki, którą przywozimy z obcego kraju. Dodatkowo to praktyczne podejście, bo kubek przydaje się codziennie, a figurki czy inne bibeloty jedynie łapią kurz. Brakuje nam kilku z pierwszych państw jakie wspólnie odwiedziliśmy, ale do Francji, Niemiec czy Belgii wybierzemy się przecież jeszcze nie jeden raz! Obecnie ulubiony kubek Praski :)

Jako że nie znoszę fusów i innych farfocli w napojach zawsze używam zaparzaczy. Trudno znaleźć idealny, naprawdę! Jeśli parzy się 10 herbat dziennie to wygoda w nasypywaniu i wysypywaniu jest bardzo istotna. Póki co najlepszy znaleźliśmy w Duka, kupiliśmy dwa - są cudowne! Tylko że jeden zaginął, a drugiemu odpadł uchwyt. Ale co tam, jakoś działa. Niestety Duka już ich nie ma (mowa o tym z czerwonym). Może macie jakieś sprawdzone?

A co ma herbata do Chmurki? 
Moja miłość do herbaty i dziergania ma część wspólną - uwielbiam siedzieć, przekładać oczka i popijać ciepłą herbatkę, bez względu czy na zewnątrz wieje, pada czy grzeje słońce. Herbata jest dobra na wszystko, a do dziergania to już w ogóle! Ślę więc w świat odrobinę tej dobroci, tak by każdy mógł "napić się ze mną"! Wybieram za każdym razem inną herbatę, raz zieloną, raz czarną a czasem susz owocowy. Każdą testuję i sprawdzam :). W Chmurkowej paczce każdy znajdzie torebeczkę cudnej liściastej herbaty, tak akurat na jeden, dwa kubeczki. To mój sposób na umilenie Wam dnia. U mnie działa!

Obecnie dzielę się z Wami herbatą zieloną, nazywa się "Wiosenne mecyje" i to chyba jest odpowiedź na pytanie, kto ją wybrał. To herbata aromatyzowana, która zawiera owoc borówki, bławatek, kwiat rumianka, płatki róży, płatki słonecznika i truskawkę. Parzy się ją w 80 stopniach, przez 3 minuty.

Gdzie kupuję herbatę? Do sklepiku kupuję cały kilogram, czyli hurtem, w sklepie dla firm, ale mogę polecić Wam sklep www.smaksztuki.pl mimo że odrobinę denerwuje mnie u nich ilość maili około zamówieniowych. Mają bardzo duży wybór, bardzo smaczne herbaty i przystępne ceny. Początkowo tam właśnie zamawiałam Chmurkową herbatkę.
Wiem, że dzięki temu malutkiemu gratisowi przynajmniej jedna "kawowa", znajoma dziewiarka wypija od czasu do czasu herbatę, przełamała się i mam nadzieję, ze jej smakuje! (tak, Monia, mówię o Tobie!). 

Jeśli dotrwałaś/eś do końca to koniecznie daj znać, czy tylko my tu mamy bzika na punkcie tych liści! I jaka jest Twoja ulubiona herbata, sposób parzenia, czy herbaciarnia. 
Być może zachęcę Cię do bardziej świadomego podejścia do tego tematu i spróbowania czegoś więcej?

Pozdrawiam Was ciepło,
Marzena

29 komentarzy:

  1. Piękny temat i na (listopadowym) czasie! Właśnie w ubiegłym tygodniu postanowiłam, po raz kolejny zresztą..., że kończę z torebkowymi herbatami (przynajmniej tymi z tzw. retailu) i będę sobie zadawać więcej trudu, by kupować te najlepsze. Osobiście piję przeróżne, najrzadziej chyba czarne, najczęściej zielone, rooibos i ziołowe. Bardzo kocham też herbatę białą. Miałam też epizod z herbatą wędzoną, ale trudno ją w Polsce kupić i niełatwo się do niej przyzwyczaić, ale moim zdaniem ma w sobie to "coś". Ostatnio przekonuję się do matchy (japońskiej herbaty instant, ale tylko tej najlepszej jakości), którą dowożą mi przyjaciele, bywający regularnie w Japonii. Przekonali mnie do wypróbowania jej w kombinacji z mlekiem (spienionym) i przyznam, że jest to zadziwiające doznanie smakowe, choć nie mogę jednoznacznie stwierdzić, czy na pewno "moje". Co do najświeższych odkryć z dziedziny herbacianej, to bardzo słodkie japońskie ciasteczka z zielonej herbaty o niebudzącym wątpliwości herbacianym smaku w połączeniu z niesłodzonym... espresso! Gdyby nie fakt, że ciasteczka nie są dla mnie zbyt dostępne (tylko prywatny przyjacielski import z Japonii) to zapewne uzależniłabym się w krótkim czasie od tej zwariowanej kombinacji. Pozdrawiam znad kubka rooibosa:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Herbata wędzona nie smakowała mi ani trochę... ciekawe czy inny gatunek byłby lepszy?

      Usuń
  2. Świr jest- świadczyć o tym mogą te puszki przywiezione z Fortnum&Mason (bajeczny sklep w Londynie, warto odwiedzić, jeśli będziecie mieć okazję, zakochasz się) albo z Whittard. zaparzaczy mam kilka, najlepszy z Ikea w formie koszyczka, który zawiesza się na brzegu kubka. Jeśli czarna, to earl grey albo junnan, jeśli zielona to też earl grey (spróbuj koniecznie, obłędny aromat!)albo gunpowder. Czerwona mnie nie porywa, biała owszem, ale rzadko mam okazję pić, żółta natomiast kompletnie mi nie pasuje, mimo poprawnego sposobu parzenia. Jeśli mieszanki, to wybieram raczej cytrusowe- nie dla mnie chabry i róże, zdecydowanie wolę trawę cytrynową i imbir. Przepadłam ostatnio tez na rzecz mieszanki imbiru z cytryną od Twinnings- idealnie rozgrzewa, ale napar jest mocny, więc albo krótko parzymy i spokojnie możemy robić 2 razy, albo jedno parzenie, ale w "wiadrze".
    W piciu herbaty prócz parzenia etc ważny jest dla mnie też kubek, a raczej wiadro- kubek do herbaty ma być DUŻY, minimum 400 mL i z cienkiej porcelany. Mam swój ulubiony z królikiem (a jakże, który ostatnio ląduje na podkładce z owcą, obok czeka ceramiczna podstawka na zaparzacz/torebkę, również w kształcie owcy. Nie znalazłam jeszcze odpowiedniego czajniczka, ale wieść niesie, że całkiem niedaleko mnie mają świetny sklep z porcelaną, więc wiesz :)
    Reasumując- u mnie napijesz się dobrej herbaty, więc zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za info! Na pewno odwiedzimy:) Londyn i Ciebie!
      Ja też chyba najbardziej lubię cytrusowe smaki, ale nie gardzę słodszymi :)

      Usuń
  3. Ja jestem zdecydowanie "kawowa", ale przyznam, że zachęciłaś mnie bardzo tym wpisem aby przerzucić się w stronę herbaty, zwłaszcza, że mniej szkodzi niż kawa...
    Z fajnych herbaciarni które odwiedziłam tam i tu najbardziej mi się podobała Herbaciarnia w Spichlerzu w Słupsku (na pewno znacie ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że byliśmy! :) Mieszkasz w okolicy?

      Usuń
  4. Też jestem zdecydowanie herbaciana:) Twoja herbatka zniknęła od razu:). Uwielbiam przede wszystkim owocową, najlepiej taką naturalną, z suszonych owocków. A herbatkę Sabah Tea też mam, prosto z Borneo ;)
    Piękne zdjęcia i bardzo fajny offtopic :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Susze są przesmaczne! Niby nie mam tam herbatki wcale, ale jak rozgrzewa.... :)

      Usuń
  5. Jaki fajny temat wybrałaś, coś dokładnie dla mnie! Herbatę piłam od zawsze, nie wyobrażam sobie początku dnia bez herbaty, i zgadzam się całkowicie, że jest dobra na wszystko:). Najbardziej lubię czarną, dosyć mocną, liściastą, właściwie z wielgachną filiżanką pełną pachnącego naparu nie rozstaję się nigdy. Zieloną herbatę też popijam ale z mniejszą pasją:). Moje herbatki zamawiam przez internet, nie kupuję w sklepach. Bardzo doceniam Twoje herbaciane prezenciki, gdyż są dokładnie tym co uwielbiam. Pozdrawiam cieplutko z parującym kubkiem herbaty oczywiście:))) Ewa B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, początek dnia z herbatą - obowiązkowy!
      Cieszę się ogromnie, że mój malutki prezencik szybko znika i co więcej - smakuje! :) Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  6. Tak chodzę dziś i miejsca sobie znaleźć nie mogę. Wszystko mi przeszkadza, no nie wiem o co chodzi. I nagle weszłam do Ciebie, Marzenko. I przepadłam :) Jaki ciekawy wpis! A Ty piszesz, że jakiś "off topic" czy coś. Świetny!
    Kocham herbatę, ale częściej pijam kawę. Kawę pijam tylko dlatego, żeby nie spać. Smakuje mi średnio. Za to herbata pobudza moje kubki smakowe że hej!
    Herbatę piję tylko wieczorem, tylko czarną, zaparzaną z liści (Yunnan), w moim ukochanym kubeczku z angielskiej porcelany, albo - gdy piję z mężem - w naszych ulubionych filiżankach (dużych). Lubię mocny napar, słodzę go lekko brązowym cukrem. Dlaczego piję tylko wieczorem? Bo do picia herbaty trzeba sobie usiąść spokojnie i delektować się. A ja cały dzień biegam i w tym pędzie nie ma mowy o delektowaniu się. I wtedy, właśnie wieczorem, mam w ręku druty :)
    Uwielbiam też herbatę z bergamotką oraz herbatę pomarańczową (tę znajduję tylko w torebkach expresowych...).
    I pisząc to wiem już, dlaczego jestem taka dziwna, nieswoja. Znalazłam odpowiedź. Po prostu nie pędzę od tygodnia i chyba to mi przeszkadza, mnie - pędziwiatrowi :) Skręciłam nogę i jestem uziemiona i zależna od innych. To pewnie dlatego...
    I wiesz co? Idę sobie zaparzyć herbatki! Ponieważ nie mogę pędzić, to napiję się w spokoju :)
    Marzenko - dziękuję Ci za ten wpis! usiadłam i cieszę się znów :)
    Ściskam Cię mocno - Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, troszkę późno odpisuje, ale wiedz, że Twój komentarz wywołał wielki uśmiech! Cieszę się, że tak na Ciebie zadziałał ten post, że oprócz jakichś tam informacji dostarcza coś pozytywnego :)
      Zdrowiej szybko, pij herbatę, dziergaj!

      Usuń
  7. Jako rasowa wiedźma, zazwyczaj parzę sobie i rodzince ziołowe mieszanki - w zależności od aktualnych dolegliwości, humoru i zapotrzebowań. Z czarnych herbat najbardziej lubię darjeeling- jest bardzo delikatna ale jednocześnie aromatyczna. Lubię też mieszanki owocowe - mniej herbaty aromatyzowane. Zielonej prawie nie pijam- działa na mnie mocniej niż kawa. Z kubkami mam podobnie - staram się przywieźć choć jeden z każdego odwiedzanego miejsca. Idealnie jak jest ręcznie robiony, choć takie coraz trudniej znaleźć. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, problem z tymi kubkami... niektóre udało nam się upolować cudowne, jak ten krecik, czy kubek z Chorwacji. Niestety w Słowenii ceny takich ekstra były... ekstra :D A pozostałe to takie typowe "pamiątkowe", bez większego polotu.

      Usuń
  8. Ze mnie kawowa pani jest. Mój dzień zaczyna się od kawy, inaczej już nie umiem. Ale po przeczytaniu zaparzyłam sobie herbaty, co prawda z torebki ale z tej trójkątnej, tylko takie mam w domu, innych nie kupuje ;)
    Pozdrawiam i dziękuję za ten wpis! Wiola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, jak w zegarku, godzinę po śniadaniu muszę wypić kawę:D

      Usuń
  9. Kurczę blade - nie piję herbaty od wielu lat. Kawy też nie. Rano pół kubka ciepłego mleka, potem szklanka kawy Inki na mleku, a później tylko woda. A! Kubki/szklanki wyłącznie małe i z cienkiego szkła/ceramiki/porcelany.
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem uzależniona od herbaty... nic już nie poradzę:) Mleko pijam tylko w kakao i kawie (w kawie więcej mam mleka niż kawy:)).
      Kubki lubię różne, mam kilka swoich ulubionych, ale zdecydowanie wybieram te grubsze.

      Usuń
  10. Jaki aromatyczny temat :)
    Jestem zdecydowanie kaoszem, ale dobra herbata nie pogardze. Instynktywnie odrzucam te woreczkowane, lubie sypka. Jesien i zima to dla mnie taki czas, zeby zaczac zaparzac herbate. Wlasnie w polowie posta mialam Cie zapytac, jakiego sprzeciku uzywasz do zaparzania- ale widze. Podobnie jak i ja. Szczególnie lubie uzywac to "sitko" zaklapiane. I "jajko". Nie lubuie plastykowych pomocników. Oczywiscie uzywam tez torebeczek, szczególnie na herbaty ziolowe. A same gatunki? Zwykla czarna, byle nie stala sie gorzka (do zadnej herbaty nie dodaje cukru, do kawy zreszta tez nie), zielona, i obie dwie aromatyzowane, byle nie imbirem, anyzem badz trawka cytrynowa, te trzy rzeczy powoduja u mnie mdlosci, juz samym zapachem. Tak wiec ide sobie zaparzyc dzbanuszek zielonej, Bo jeszcze troche podziergam... ;) zycze Ci milego wieczoru!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie przepadam za tą cytrynką... sitka są bezkonkurencyjne!

      Usuń
  11. Jestem w ogóle niekawowa, ale herbatę uwielbiam :D I Yerbę, bo czasem muszę się jakoś podładować, żeby nie paść na ryłko^^
    Ale wieczór z herbatką i NieMężem to jest to! U nas królują zielone herbaty i to raczej nei czyste, ale z dodatkami owocowymi. I dla NieMęża koniecznie posłodzone^^.
    Dzięki bardzo za wpis ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że nie piłam yerby jeszcze? Czas spróbować :)
      My jesteśmy okrutnie słodcy niestety i słodzimy wszystko, dość hojnie, choć staram się to ograniczyć. I tak... wieczór z herbatką i z ukochanym, który też kocha herbatę... Najlepiej!

      Usuń
  12. Bez herbaty nie ma jesiennych wieczorów! Choć i latem herbata jest wyśmienita - szczególnie schłodzona zielona idealnie sprawdzi się na upały. Uwielbiam herbatę. Do jej zaparzania znalazłam idealny sposób, a mianowicie dzbanek z zaparzaczem i podgrzewaczem: http://akordagd.pl/dzbanki/1444-dzbanek-szklany-15l-termisil-z-podgrzewaczem-i-zaparzaczem.html
    To jest magia! Przede wszystkim można obserwować proces zaparzania, kiedy to napar powoli sączy się przez szczeliny w zaparzaczu - kolejna rytualna przyjemność :) Poza tym podgrzewacz sprawia, że herbata jest gorąca przez bardzo długi czas, co jest szczególnie pożądane szczególnie w czasie jesienno-zimowych wieczorów - nie trzeba wychodzić spod kocyka żeby zaparzyć świeżą herbatę, bo w dzbanku wciąż jest pyszniutka i cieplutka :)
    Ostatnio mam okazję razem z mężem próbować nowych mieszanek :) A to za sprawą mojej przyjaciółki, która sprawiła nam najcudowniejszy prezent ślubny jakiego mogłabym się spodziewać. W wielkim pudle dostaliśmy 12 małych paczuszek, każda przeznaczona na kolejną miesięcznicę małżeństwa. W paczuszkach jest właśnie herbata, do której dołączone są dodatkowo sentencje nt. małżeństwa. Pomysłowość tego prezentu i praca włożona w jego wykonanie (bo całość jest oczywiście piękne zapakowana, wszystko wykonane własnoręcznie) sprawiają, że nie mam wątpliwości, że będę o nim pamiętała najdłużej, choć pewnie jest najmniej trwały ;) Ale najcudowniejsze jest to, że daje nam to okazję to przeżywania małego święta co miesiąc przez cały pierwszy rok małżeństwa. W niedzielę otwieramy trzecią paczuszkę - nie mogę się doczekać żeby przekonać się jaka pyszna herbata tam na nas czeka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny prezent ślubny! Od razu widać, że prosto z serca... My poprosiliśmy zamiast kwiatów książki, ale taka herbatka to też by było coś :)

      Usuń
  13. Też jestem herbaciana. *^v^* Kiedyś miałam fioła na punkcie czarnych herbat smakowych, ale w pewnym momencie zorientowałam się, że one głównie ładnie pachną, i to w sklepowej puszce, a smaku w nich tyle co po prostu z czarnej herbaty... (a może nie trafiałam na dobrej jakości herbaty z dodatkami) Od kilku lat wybieram tylko czyste smaki samej herbaty - czarny celjon lub darjeeling albo herbaty zielone, moje dwie ukochane to prażona hojicha i genmaicha z ziarenkami prażonego ryżu. No i matcha, którą pijam na ciepło, zaparzoną gorącym mlekiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Totalnie mnie zaciekawiłaś tą matchą. Muszę spróbować!
      I te ziarenka ryżu... dajże namiar, szybciutko :)

      Usuń
  14. Ciekawy wpis i piękne zdjęcia. Pozdrawiam z miłością do herbaty i robótek i informatyków oczywiście też!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gabi! :) To już trzy rzeczy wspólne!

      Usuń
  15. Jaki smakowity temat! Uwielbiam herbatki, ale głównie owocowe, nie torebkowe. Pijam ich dużo, już od rana, chociaż dzień zaczynam od malutkiej, mocnej kawy. A herbata koniecznie w wielkim kubku. Ostatnio stłukłam mój ulubiony, pękaty i żal mi go ogromnie. W Ustce bywam przy okazji odwiedzin u siostry, ale w tej herbaciarni nie byłam nigdy. Koniecznie muszę to niedopatrzenie nadrobić! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń