sobota, 2 grudnia 2017

Grudniowe przyjemności u Chmurki

Listopad był dla mnie naprawdę bardzo pracowity. Większość dnia spędzałam w swoim pokoiku, który robi mi za pracownię. Postanowiłam również tę pracownię zmodernizować, by z typowo prowizorycznej farbiarni zrobić coś na krój prawdziwej, tylko że w wersji mikro :) (Od razu lepiej się pracuje!).
Postanowiłam bowiem na grudzień przygotować do sklepiku nową paletę kolorów! Praca nad nowymi odcieniami jest dla mnie bardzo czasochłonna. Dlaczego? Bo podchodzę do tego arcypoważnie, skrupulatnie i powoli! Jak taki proces mniej więcej wygląda? Przede wszystkim musi mnie olśnić - zanim zacznę pracę chcę mieć w głowie plan i dokładny obraz tego w jakich kolorach widzę nowy zestaw. Czasem posługuję się inspirującymi zdjęciami, czasem pomysł, jak w przypadku zestawu Botanicznego, przychodzi sam, niespodziewanie. By swoją wyobraźnię przelać na wełnę muszę się trochę nagimnastykować. Najpierw tworzę mnóstwo małych, metrowej długości próbek, które później tworzą mi paletę kolorów (o tym innym razem), wtedy dokładnie widzę jak kolor zmienia się gdy użyję innego barwnika lub różnych proporcji. Uwielbiam to obserwować! Czasem wydaje mi się, że znalazłam już ten jedyny kolor, ale nagle postanawiam sprawdzić "co się stanie, gdy..." i okazuje się, że jeszcze bardziej nieoczywisty kolor mam przed oczami. Ten etap wymaga ode mnie najwięcej skupienia i czasu. Szukanie kolorów! Bo przecież to wcale nie działa tak, że jak chcemy mieć granatowy to używamy granatowego barwnika i kolor sam robi się dokładnie taki, jak sobie wymarzyliśmy. Trzeba nad nim posiedzieć, podejść od kilku stron, eksperymentować, przynajmniej ja do tego tak podchodzę, bo mimo że lubię mnóstwo kolorów to niełatwo mnie zadowolić (albo sama nie łatwo się zadowalam:)). Czasem niewiele zmienia naprawdę dużo, więc nie odpuszczam i szukam do skutku.
Gdy już czuję się usatysfakcjonowana kolorami zaczynam tworzyć mini motki (5-10 gramów) by zobaczyć jak dany odcień wygląda na większej powierzchni. Dopiero wtedy zaczynam produkcję :). I to jest najbardziej energochłonne (moje plecy!). To mnóstwo godzin spędzonych na nogach, z maską na mordce, garnkami pełnymi wody i wełny w łapkach. Pranie, zmywanie, zwijanie, etykietowanie. Później jest spacer po krzaki, listki i kwiaty, kombinowanie, tworzenia tła, wystroju i w końcu fotografowanie i obróbka. Uff!
Ale co ja Wam mogę powiedzieć? No uwielbiam to!!! Kłamać nie będę - pracy jest ogrom, stresu jeszcze więcej, czasu niewiele, ale po prostu robię to co lubię. Nie zamieniłabym tego na nic innego...

Chciałabym Wam dziś pokazać efekt tej mojej szaleńczej pracy! Do sklepiku trafiła dziś nowa dostawa z uzupełnieniem niektórych znanych Wam już kolorów oraz siedem, całkiem nowych odcieni, z których sześć tworzy nowy zestaw... Zapraszam do pałacowej kuchni! Ciemnej, przytulnej, smakowitej i luksusowej:

Zaczynając od bardzo smakowitej lewej strony przedstawiam Wam Candied Papaya, czyli coś idealnego na pałacowy podwieczorek, Tea Rose, w subtelnym, przydymionym herbacianym melanżu, Teacup czyli słodką, delikatną i nieznacznie zdobioną różem i oranżem porcelanową filiżankę, Icing - bardzo jasną, mocno rozbieloną, błyszczącą szarość, motek w kolorach starych, drewnianych podłogowych desek - szarość przeplata się tu z chłodnymi, niekiedy bardzo ciemnymi brązami - o nazwie Old Wood oraz na koniec, bardzo ciężki to opisania kolor, który zmienia się w zależności od światła - Truffle. Jest to bardzo ciemny kolor, któremu blisko do czerni, ale czernią na pewno nie jest! Ma w sobie brąz chłodny jak i ciepły, a w świetle posiada delikatny granatowy połysk.

Kandyzowana Papaya to kolejny kolor, który ciężko określić. Bo mimo że blisko mu do czerwieni, to wcale nią nie jest! Jest to kolor delikatnie sprany, z dodatkiem i różu i pomarańczu (i tu znowu główną rolę gra światło). 
 

Teacup to melanż bardzo jasnej szarości i subtelnego ciepłego różu, posypany pomarańczem, brzoskwinią i odrobiną chłodnego brązu. I jeszcze Old Wood:



Jestem ogromnie ciekawa co sądzicie i czy któryś z tych odcieni Wam się spodobał! Zapraszam Was również do sklepiku: klik!

Grudzień to czas niezwykły, więc do 22 grudnia dostawa u Chmurki będzie za darmo, bez względu na rozmiar, sposób, czy miejsce zamieszkania (darmowa dostawa na terenie całej Europy). A jutro zapraszam Was jeszcze na facebooka po więcej grudniowych i świątecznych informacji. No i oczywiście myślę intensywnie nad świąteczną zabawą! Mam nadzieję, że dopiszecie w tym roku tak samo jak poprzednio! Mam rację? :)

Pozdrawiam Was ciepło,
Marzena

14 komentarzy:

  1. Marzena, pięknie! Sposób w jaki i tym piszesz, historia "pałacowej kuchni", zdjęcia - dla mnie to jest sztuka, sztuka, którą rozumiem i uwielbiam, a Ty jesteś Artystką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, każde słowo jak miód na serce! To bardzo miłe, że tak o mnie myślisz... dziękuję!

      Usuń
  2. Zestaw tak obłędny, aż się chce dotknąć:)Podziwiam pomysły kolorowe

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachwycił mnie Old Wood, dostrzegam tam też różowe tony, zwłaszcza na pierwszej fotografii. A w ogóle to wszystkie motki są piękne, razem i osobno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taki chłodny, ale nie niebieski odcień szarości :) Dziękuje za miłe słowo!

      Usuń
  4. Nie będę oryginalna, są piękne, cudowne! Bardzo lubię czytać jak piszesz o sposobie powstawania i swoich inspiracjach, masz na prawde wielki talent, bardzo się cieszę że się nim dzielisz ;)
    Pozdrawiam serdecznie, Wiola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiolu, dziękuję! Nie ukrywam - uwielbiam tworzyć, cokolwiek! Cieszę się, że przy okazji mogę sprawić tym komuś radość :)

      Usuń
  5. Przepiękne kolory Chmurko ! Jeden piękniejszy od drugiego... i tak jak zwykle wszystko cudnie opisałaś...

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że z Truflą to się kiedyś zapoznam bliżej, w połączeniu z Papaya, w chuście ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudne farbowanki, moi faworyci to Teacup (ach, boski jest!) i Old Wood, bo taka nieoczywista :)
    Masz talent dziewczyno!

    OdpowiedzUsuń