niedziela, 18 sierpnia 2019

Fellow Traveller

Pisałam Wam, że mam całą długą listę tematów na nowe posty, a tu on ponad dziesięciu dni cisza! Kolejny post jaki miałam ochotę wstawić to ten o nowym, gotowym projekcie, który jeszcze przed Portugalią zszedł z moich drutów. Rzecz w tym, że trzeba go było najpierw odpowiednio obfotografować, co też uczyniliśmy w poprzedni weekend. Gotowe zdjęcia tylko czekały aż skreślę parę słów, ale po drodze miał miejsce niegroźny, ale dość nieprzyjemny zabieg, który wyłączył mi dobre samopoczucie na długi weekend. Osłabienie powoli odchodzi w zapomnienie, a ja w końcu mogę z jasnym umysłem i odpowiednią dawką energii siąść przed klawiaturą.

Za ten sweter zabrałam się z wielką ochotą - to był mój pierwszy projekt w "nowej" pracy! :) Jak wiecie, zostawiłam sobie na tę okazję trochę motków z Chmurki, by ułatwić sobie start i mieć coś pod ręką. Całe szczęście, że pomysł na ten projekt przyszedł błyskawicznie, jeszcze zanim zdążyłam zamknąć pracownię i sprzedać cały sprzęt! Bo żadne próbki nie spełniały moich oczekiwań... ja po prostu wiedziałam, że ten sweter musi, po prostu musi, powstać z szarego Alpacino DK. Nie było mowy o kompromisach, zmianach, szukaniu zastępnika. Miałam sześć motków grubszej alpaki w kolorze Pale Meadow, w bardzo jasnym, dosłownie muśniętym kremem, kolorze, więc nie wahałam się ani chwili i wrzuciłam po raz ostatni motki do garnka, przemieniając tę bladą łąkę na szarego wilka. Najbardziej satysfakcjonujące dzierganie jest wtedy gdy wzór, kolor i włóczka współgrają idealnie i tworzą dokładny obraz tego co masz w głowie, prawda?

Moim głównym celem było stworzenie wełnianej "bluzy". Sporo podróżujemy (i wcale nie mówię tylko o tych dalekich wyprawach), chodzimy po lasach, plażach, górach, i uwielbiam wtedy założyć pod kurtkę coś ciepłego i wygodnego - taką rolę pełnią u mnie od dawna Trevor i Cosy Wifey. Na intensywne wędrówki wolę ubierać ubrania trekkingowe, ale na błądzenie po lasach, zwiedzanie i cieszenie się przyrodą wybieram właśnie te komfortowe, luźne (litera A) wełniane swetry. Takie projekty zużywam bezlitośnie! I bardzo dobrze, wszak po to właśnie powstały :) By otulały na jesiennym spacerze, chroniły przed wiatrem i zimnem, towarzyszyły nam w domu, na urlopie, w pracy, przy ognisku, w ogrodzie. Wszędzie tam gdzie chcemy czuć się komfortowo. 

Takie projekty powinny być przede wszystkim proste w formie, posiadać odpowiedni luz, tak by nie opinały ciała, ale jednocześnie mieściły się pod płaszczem czy kurtką. Zakrywać nadgarstki, plecki i brzuszki, chronić szyję niezbyt głębokim dekoltem, grzać i otulać miękkością. Tak, to jest właśnie mój idealny sweter towarzyszący. 

Długo myślałam nam nazwą, ale chyba żadne wyszukane słowo nie odda tak dobrze jego istoty i charakteru, jak "Fellow Traveller" (towarzysz podróży). Gdziekolwiek idziesz, bierz go ze sobą! :)
 

Bo widzicie, rzecz w tym, że on nadaje się do podróży nawet wtedy, gdy jeszcze nie jest gotowy! Fellow Traveller to idealny projektem do dziergania "w drodze" - wzór jest prosty i łatwy do zapamiętania. Można rozmawiać z przyjaciółmi, oglądać widoki za oknem czy czytać książkę w pociągu i jednocześnie przekładać oczka. I jak dobrze pójdzie to jeden urlop w zupełności wystarczy by mieć gotowy sweter.





Już nie mogę się doczekać aż zabiorę go na jesienne zbieranie grzybów czy wyprawę wgłąb puszczy!

Nie byłabym sobą gdybym do tej wygodnej, wełnianej bluzy nie dodała czegoś uroczego... Ciepło i komfort jak najbardziej może iść w parze ze słodkością.
 

Mankiety rękawów otoczone są drobnymi bąbelkami. Ten sam motyw znajduje się wokół szyi.


Fellow Traveller dziergany jest od dołu, tak by półpatentowy wzór układał się w odpowiedni sposób. Początkowo luźny, by nie opinał bioder i brzucha, powoli zwęża się i tworzy literę A. Rękawy są długie, sięgające za nadgarstek. U mnie to bardzo pożądana rzecz, lubię w nich chować dłonie podczas jesiennych wędrówek, gdy na rękawiczki jeszcze ciut za wcześnie. 

Ubieranie swetra w ciepły, letni poranek było dość szalonym pomysłem, ale na szczęście udało nam się znaleźć szybko idealne miejsce. Wśród gęstych różanych krzewów zdjęcia robiły się niemalże same! Nie było potrzeby powtarzania, przechodzenia, zmieniania kadru, kombinowania, wiec dość szybko mogłam zdjąć z siebie grubą alpakę i odetchnąć. 
To było zdecydowanie najpiękniej pachnące miejsce w jakim mieliśmy kiedykolwiek okazję robić sesję zdjęciową! Uwielbiam zapach róż!

Półpatent, podobnie jak warkocze, na Alpacino DK wyglądają po prostu cudnie! "Żeberka" są wypukłe, obłe i sprężyste, trójwymiar spotęgowany jest delikatnym błyskiem jedwabiu, a całość jest lekka i nie przytłaczająca. Równie dobrze sprawdzi się w tym wzorze błyszczący, gładki merynos. 
Wzór na Fellow Traveller będzie gotowy w tym tygodniu, wtedy też pojawi się osobny post dotyczący testów - proszę poczekajcie ze zgłaszaniem do tego dnia, tak by nic mi nie umknęło:) Podam Wam wtedy wszystkie istotne informacje dotyczące rozmiarów, potrzebnych materiałów itp. 

Tymczasem wracam do pracy nad kolejnym projektem. Zaliczyłam dziś prucie, więc wypadałoby trochę przyspieszyć by nadrobić straty, prawda? 

Pozdrawiam Was ciepło!
Marzena

10 komentarzy:

  1. Fajniutki ten "towarzysz", taki milutki się wydaje, komfortowy w noszeniu i uroczy w swojej prostocie (ach te detale, niby nic a robi różnicę). Doskonałe zgranie włóczki, wzoru i tła do zdjęć, które jak zawsze zachwycają, prawie czuję zapach róż ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach był odurzający! W połączeniu z upałem... mogło zakręcić się w głowie :)
      Dziękuję za przemiłe słowa!

      Usuń
  2. Piękny sweter. Nie zgłaszam się and mam nadzieję że może przetestuję tym razem. Bo w robię swetry od dołu! Ja na razie postuję o szyciu. Cieszę się że wróciłaś że wzorami po zamknięciu sklepu Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest to co lubię najbardziej, prostota ze smaczkiem, z tym co dodaje lekkości i uroku:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Wygląda niezwykle przytulaśnie i mięciutko. A zdjęcia są prześliczne, nie wiesz może co to za róża? :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Cokolwiek napiszę to bedzie albo za duzo, albo za mało. Jestem zachwycona tym projektem. Z podziwem oglądam, spoglądam, przypatruję się Twoim pomysłom. Pasuje mi taki fason, z dołu luźny.... mój typ. Pomysł na zindywidualizowanie czegoś, co jest proste nieustannie mnie u Ciebie zdumiewa i zachwyca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludwiko! Jest mi ogromnie miło, że trafiłam w Twój gust!

      Usuń