wtorek, 17 lutego 2015

Mieszkaniowe sprawy

Ciut zaniedbuję bloga. Celowe to nie jest wcale, wierzcie mi! 

Obiecana seria postów o dzierganiu anglojęzycznych wzorów wcale nie zostaje zapomniana, wręcz przeciwnie. Zapraszam Was na bloga Asji, by dowiedzieć się o czym niedługo będzie mowa - klik!

Co do nowo wydzierganych rzeczy. Już miałam prawie gotowy sweter, jakieś 2 tygodnie temu to było chyba, ale sprułam cały bezlitośnie i teraz powoli dziergam drugi, w podobnym stylu, ale już w 100% taki jak mi się widzi. Oczek na drutach ogrom, przyrasta powoli, ale systematycznie. Niestety nie mam na dzierganie tyle czasu ile bym chciała.

Mieszkanie, a raczej jego urządzanie/remontowanie wymaga od nas poświęcenia większości naszego wolnego czasu. Musimy jeździć ze wschodu Wrocławia na zachód, minąć granicę miasta i dostać się jakoś do Smolca. Nie jest to może wielka odległość, ale nie posiadając jeszcze samochodu, musimy korzystać z komunikacji miejskiej, a następnie z jedynego autobusu, który przez Smolec przejeżdża. Raz na godzinę. Przy dobrym wietrze:). Sam dojazd zajmuje więc około 1,5 - 2 godziny w obie strony. Po powrocie jestem zmęczona i robię tylko to co nie wymaga ode mnie większej energii i myślenia. 

Generalnie, jak powszechnie wiadomo, nic nie może iść łatwo. Po całkiem bezproblemowym zakupie, przyszedł czas na trochę przykrości. Najpierw opóźniły się schody, bo ktoś, coś rzekł, że schody dywanowe są be i montować takich nam nie wolno. W żadnej umowie nie było o tym mowy, stolarz wyraził wielkie zdziwienie, że ktokolwiek ma do nich jakieś "ale". A innych schodów nawet nie braliśmy pod uwagę (dlaczego takie a nie inne, piszę poniżej). Ostatecznie "zgodę" otrzymaliśmy, ale dwa tygodnie minęło, a w przypadku gdy wynajmuje się mieszkanie i jednocześnie płaci za nowe to te dwa tygodnie robi różnicę.
Potem było nawet gorzej. Trzy tygodnie po wejściu pana od remontu okazało się, że nie dość, że remont posuwał się bardzo żółwim tempem (będąc miłą dla owego pana...) to nasze pieniądze, które przeznaczone były na materiały do wykończenia zniknęły razem z owym panem. Najgorsze jest to, że taki o typ, zwyczajnie w świecie, zepsuł nam frajdę z urządzania własnego kąta. Napsuł nam krwi, ale na szczęście już jest całkiem ok - humory wróciły. I remont ruszył na nowo.W tempie słusznym.

Jeszcze zanim kupiliśmy mieszkanie, wiedzieliśmy, że podejdziemy do kwestii urządzania arcypoważnie. Wiadomo, że na początku nie jesteśmy w stanie kupić wszystkiego - nawet nie kupimy połowy, tylko rzeczy najpotrzebniejsze. Ale uważam, że nie warto rozdzielać urządzania na "na razie kuchnie, potem się pomyśli o jadalni". Bo łatwiej jest zaprojektować całość, dopasować do siebie każdy szczegół, sprawdzić przed kupnem blatu czy potem dostanie się idealny stół, zbliżony kolorystycznie. Chcieliśmy mieć salon z aneksem w jednym konkretnym stylu i postanowiliśmy zminimalizować ryzyko niezgrania się poszczególnych elementów. Bo czasem nam się wydaje, że turkusowe obicie kanapy będzie wyśmienicie współgrać z żółtą ścianą (dla przykładu), ale dopóki tego nie zobaczymy, to nie możemy być pewni. Tak więc, moja mądrzejsza połowa wpadła na pomysł genialny, choć niełatwy. 

Pobraliśmy darmowy program do urządzania (SketchUp), wcale nie łatwy, co później się okazało i zaczęliśmy urządzanie mieszkania. Potem ta połowa wpadła na jeszcze lepszy pomysł, by te nasze projekty zrenderować i jestem bardzo zadowolona, że mimo trudności spędziliśmy nad tym tyle godzin. 

Schody co prawda nie są tu dywanowe, tylko ażurowe, ale zależało nam na tym ząbkowanym boku bo cała przestrzeń pod będzie zabudowana szafkami. Dziury zamiast podstopni były oczywiście od razu wykluczone (chyba, że chcielibyśmy wyjmować podczas wchodzenia na górę talerze z szafek:)). Rendery są stare, teraz już projekt jest wypicowany, ze schodami idealnymi, ale nowych nie zrobiłam - a robią się takie obrazki przez dobrych kilka godzin.

Ja wiem, jestem szalona. Nawet chleb na blacie położyłam, szklanki zrobiłam szklane, kwiatki dałam pod kolor. Ale to nie bez powodu. Kuchnia "surowa", bez śladu obecności człowieka zawsze wygląda trochę inaczej.

Jestem przeszczęśliwa, że popracowaliśmy nad tym bo łazienka, która nam chodziła po głowie okazała się OKROPNA!:) Pamiętam nasze załamanie jak się okazało, że wygląda to w ogóle niewyjściowo, brzydko, mdło i cały plan poszedł do śmieci. A już kafle były w miarę wybrane itp. Siadłam więc sama jednego dnia, Mateuszowi dając wolne, poszukałam w sieci inspiracji (to też polecam! Zawsze można znaleźć fajne rozwiązanie) i zaczęłam. Skończyłam wieczorem, wliczając czas na renderowanie, czyli jakieś 3-4 godziny. I trochę ze stresem pokazałam Mateuszowi projekt. I całe szczęście trafiłam w (naszą) dziesiątkę. Jestem pewna, że gdybym pokazała mu poszczególne kafle osobno to pokręciłby nosem. Kolejny plus projektowania - razem wygląda zupełnie inaczej niż osobno. 


Generalnie renderowałam TYLKO 3 godziny, więc jest dość mało kontrastowo, za dużo szarości - biała ściana wcale biała nie jest. Ale tyle nam wystarczyło. W sklepie tylko się upewniliśmy, że wszystkie kafle położone obok siebie wyglądają dobrze.
Zainspirowałam się tymi projektami - klik, klik, klik, tylko u nich lepiej widać tą różnicę między białym i szarym:).
Ściana z obrazkiem będzie taką mini galerią czarno białych obrazów. Całość surowa, betonowa, nowoczesna. Lubię takie minimalistyczne wnętrza, z małą ilością kolorów na ścianach - łatwo wtedy dobrać oryginalne dodatki.

Większe rzeczy, które użyliśmy w projektach zrobiliśmy sami, wzorując się na zdjęciach sklepowych, by mieć pewność, że są do kupienia. Tak samo kafle - tekstury są zdjęciami danych kafli. 

Lampy koło umywalki wyglądają może dla niektórych strasznie, w rzeczywistości prezentują się (jak dla mnie) o wiele lepiej - klik. Przerażająca jednak jest cena takiego kabla (bez żarówki). Ale cóż, chce się mieć disajnerskie oświetlenie to trzeba czasem udać, że nie widzi się metki...

No więc to zajmuje mi ostatnio mnóstwo czasu, i to ponosi winę mojego blogowego milczenia. Wiem, że moglibyśmy łatwiej, bez "przesady", kupić pierwsze, albo drugie z brzegu kontakty, ale wiecie. One muszą być idealne!:) Nie potrafię odpuścić w najmniejszym stopniu, ale wiem przynajmniej, że to będzie dokładnie to co nam się podoba. 

No nic. Idę wariować dalej, a Wam życzę miłego wieczoru!
Pozdrawiam,
Marzena

33 komentarze:

  1. Ależ Ci zazdroszczę tego całego urządzania :) Sama nie mogę się doczekać, gdy i na mnie nadejdzie pora :) Tylko nie jestem przekonana do otwartych kuchni... ale, że jeszcze co najmniej rok przede mną do takich decyzji, to się jeszcze nad tym tematem zastanowię ;)
    Trzymam kciuki, żeby teraz już wszystko szło z górki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie nie mamy wyboru - dół był podzielony na pół, ale przez to ani kuchnia z jadalnią nie była duża ani "salon". W projekcie w ogóle to ten "salon" był sypialnią, a kuchnia, jadalnia i salon (i schody!) były w jednym małym pomieszczeniu, który się kończył mniej więcej tak jak teraz stoi stół. Teraz jest więcej miejsca, bo ściana jednak trochę zajmuje, i łatwiej jest wszystko ustawić. Poza tym podobają mi się kuchnie otwarte i z chęcią wielką zburzyliśmy tę ścianę:).
      Myślę, że ten rok zleci Ci szybko! Sama nie sądziłam, że będę wstanie wytrzymać 3 miesiące potrzebne na zakup, a zleciało migiem.
      Dziękujemy za kciuki! Przydadzą się na pewno.

      Usuń
    2. Mój chłopak chce właśnie otwartą, ale ja się boję, że będzie problem z przenikaniem zapachów z kuchni i że będzie trzeba ciągle pilnowac porządku w kuchni, bo będzie na widoku ;p No i mniej miejsca jest w takiej otwartej kuchnii... A ja sie lubię rozłożyć w trakcie gotowania ;p Ale jest rozwiązanie, któe zadowoli mnie i jego ;p kuchni w niszy, niby otwarta, ale nie całkiem. Szkoda tylko, że nie w każdym mieszkaniu da się tak urządzić...

      Usuń
    3. Olaboga, albo polwysep z blatem wyzszym, niz glowny blat roboczy- mielismy w poprzednim wynajmowanym mieszkaniu i sprawdzal sie idealnie- mozna bylo przy nim usiasc na stolku barowym (od zwenatrz kuchni) i saczac cos gadac z osoba w kuchni, a jak juz siadalismy do stolu, to ten wyzszy blat zaslanial nieporzadek w sercu kuchni.
      W kwestii zapachow, to wspolczesne pochlaniacze naprawde sa dobre (choc glosne).
      Powodzenia!

      Usuń
    4. Jeśli wentylacja jest w porządku, to otwarta kuchnia nie jest problemem (no, chyba, że uwielbiacie i często gotujecie np. kapustę :) ), a o ile ułatwia potem życie. Bardziej bym się bała kabiny bez brodzika (ani nawet malutkiego zabezpieczenia przed wypływaniem), łazienka jest mała, bardzo możliwe, że często przy umywalce będziesz stać na mokrym.
      A poza tym projekt super :) Marzyły mi się takie kafelki do kuchni, ale wtedy nie widziałam takich w sklepach. A lampy do łazienki... też bym na metkę nie patrzyła :)

      Usuń
    5. Theli brodzik będzie jednak, wysoki na 4,5 cm. Było trochę problemów z prysznicem bez brodzika i po jakimś czasie przez te problemy przestało mi się to podobać. Brodzik i łatwiej się czyści i właśnie - nic się nie wylewa. I cieszę się, że go kupiliśmy - będzie też cieplej w stópki:).

      Usuń
    6. Olaboga - szukaj w sieci inspiracji i pomysłów. Czasem aż człowiek się dziwi co też można fajnego wymyślić. Ja obejrzałam chyba pół internetu.
      Taka na wpół otwarta kuchnia też jest fajna, my niestety takiej nie mogliśmy mieć. Ale jakbyśmy mieli wnękę to pewnie zrobiłabym tak jak Olga - wyspa na środku, przez co masz dużo blatu a i kuchnia jest odcięta od salonu wizualnie.

      Usuń
  2. Absolutnie nie możesz odpuszczać! Marzena, wszystko wygląda bombowo! Bardzo w moim guście, bardzo w mojej kolorystyce, teraz tylko cierpliwości i wytrwałości, ale Marzenka ,będzie nieziemsko! Czuję te emocje , oj czuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej! Dziękuję!:) Nie odpuszczę, mowy nie ma - Mateusza zmuszać też nie trzeba. Jesteśmy w sprawach mieszkaniowych jednomyślni (jak praktycznie zawsze:)). Tylko doczekać się już nie mogę...

      Usuń
  3. Oj, wizualizacja zawsze pomaga i warto się z projektem pomęczyć chwile, by ... potem nie męczyć się z nieudanym wytworem.
    Marzena, tracisz 4 godziny w autobusach i nie zabierasz ze sobą drutów??!! Jedynym usprawiedliwieniem mogą być egipskie ciemności, ale na to może pomóc lampka-czolowka. Ty wiesz, ile rządków byś w tym czasie przerobila??!!
    Zazdroszczę urządzania 4 kątów, to piękne doświadczenie, mimo przeciwności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie 2 godziny jedziemy, po godzinie w jedną, ale i tak myślałam o tym by brać druty... Niestety choroba lokomocyjna w tym środku transportu jest szczególnie odczuwalna:( Jedyne co mogę robić to siedzieć i gapić się na ludzi.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. E, wiem coś o dojazdach. Kiedyś na studiach miałam 1,5 h w jedną stronę, a i teraz jeśli dojadę gdzieś w mniej niż godzinę to jestem szczęśliwa. ^^
    Zazdroszczę bardzo mieszkanka. Ciekawe czy za naście lat mi się uda. :p A tych emocji ani wybierania wszystkiego się nie dziwię. To pewnie jest bardzo ekscytujące. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to trzymam kciuki, żeby Ci się udało!

      Usuń
  5. oooo pamietam jakie to były emocje - też się bawiłam programami, co pozwoliło mi uniknąć paru wpadek. I bardzo dobrze, że nic nie odpuszczacie - ja w kilku miejscach ustąpiłam, bo "to w każdej chwili można zmienić" (taaaaa jasne), łazienki nie mogłam mieć takiej jak chciałam (kasa), więc wolałam zostawić aż będę mogła i tym sposobem nadal mam beznadziejną (no ale ciągle z opcją tej wymarzonej). U Was będzie cudnie i bardzo w moim stylu :) I jeszcze dodam że bardzo zazdroszczę spania na górze, schodów i tych szafek pod schodami. Trzymam kciuki za szybką przeprowadzkę :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też tak robimy - nie kupujemy czegoś wcale by potem zrobić jak należy. Bo jak już postawię jakąkolwiek kanapę to zawsze będziemy mówić "dobra, kupmy teraz stół, bo kanapa jakaś jest". I pewnie będziemy z tą kanapą żyć przez 10 lat:)
      Dziękujemy!:)

      Usuń
  6. Świetnie Ci idzie to projektowanie :-) Kuchnia bardzo fajna - ciepła i przytulna (urzekający chlebek na desce!). Co do łazienki to nie jestem przekonana - wydaje mi się zbyt "sterylna", ale o gustach się nie dyskutuje! Troszkę nawet zazdroszczę, ale mam nadzieję, że i nam niedługo przytrafi się własny kąt i też będę się bawić w urządzanie. Współczuję historii z nieuczciwym wykonawcą. To przykre, gdy na coś sobie odkładamy, coś planujemy i później krach... ktoś nas oszukuje :-( Trzymam zatem kciuki by nie było więcej kłopotów z wprowadzaniem Waszych planów w życie i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Minimalizm to to co lubimy najbardziej - również w kolorach. Ale tak jak mówisz, każdemu podoba się co innego, ale to dobrze!:)
      Oby i Wam się udało jak najszybciej urządzać swoje mieszkanie.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. Marzena! zycze duzo zapalu i zeby Wam ta radocha z urzadzania nie przeszla i nie zamienila sie w rutyne.
    Styl jest spojny i to najwazniejsze, cieszcie sie tym, ze macie podobne upodobania. My na szczescie z M tez mamy wspolny styl, choc bardzo rozny od Waszego- minimalizm formy, ale w ciemnych i kontrastowych barwach (czarne meble, wsciekle zielona sciana).
    Udanej zabawy i zycze jak najmniej przeciwnosci losu!
    PS wybieranie lamp bylo chyba najtrudniejsze dla nas- wiekszosc dostepnych jest upiornie droga i pasuje raczej do wystroju palacu;), a te lazienkowe sa bardzo fajne:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że gusta się zgadzają prawda? Bo od razu taki urządzanie staje się przyjemniejsze.
      Co do lamp się zgadzam... bardzo mało jest takich stylowych, minimalistycznych. Wszędzie szkło, błyskotki, i generalnie przepych.
      Dzięki i pozdrawiam ciepło!:)

      Usuń
  8. No mieszkanko zapowiada się cudnie. Pięknie to sobie wymyśliliście. Życzę szybkiej i bezproblemowej realizacji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wariuj Marzenko, trzymaj sie cieplo. Ja mam wrazenie, ze wszystko na czym nam zalezy w zyciu zabiera wiecej czasu i wysilku niz z poczatku sobie zaplanowalismy, moze dlatego, ze to sa rzeczy wazne, ktorych sobie nie odpuszczamy, nie robimy po lebkach, tylko gruntownie. Jezeli dobrze rozumiem te fotki to jeszcze nie wnetrze Waszego mieszkania, ale projekt (ktory wyglada jak zywy). Super, ze sa takie fajne narzedzia, ze wirtulanie mozna poszalec, poprzestawiac wszystko w mieszkaniu bez uszczerbku dla wlasnych miesni i dopiero gdy wszystko bedzie obmyslane wprowadzac w zycie. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to są rendery i nawet bym nie pomyślała, ze z tych płaskich, rysunkowych wizualizacji może powstać taki obraz:)

      Usuń
  10. Wspaniale jest urządzać własne mieszkanko :-) Ciesz się tym i czerp jak najwięcej przyjemności :-)
    Życzę Ci, aby spełniły się wszystkie Twoje plany.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepięknie wyszło, jak uda się Wam to tak zrealizować będzie fantastycznie. Zazdroszczę, chociaż to całkiem nie mój styl ;). A wizualizacje bardzo pomagają. Pamiętam jak przy urządzaniu kuchni małżonek patrzył sceptycznie na moje koślawe rysunki na kartkach - dopiero jak firma wrzuciła to do specjalnego programu uwierzył, że będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie o to chodziło - coś co w sklepie wygląda przeciętnie, w połączeniu z czymś innym może dać ten jedyny, idealny projekt:)

      Usuń
  12. Obrałaś dobrą taktykę! podoba mi się, że wszystko chcesz mieć takie jakie mam być i nie stosujesz żadnych zamienników. Z doświadczenia wiem, że jak się coś robi w zastępstwie i tylko na chwilę to później to zostaje i nic się z tym nie robi, bo nie ma na to czasu i pieniędzy. Nie poddawaj się w swoim dążeniu do perfekcji (wiem, że nie odpuścisz :)) Mieszkanie zapowiada się pięknie !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Monia! Dlatego nie kupujemy nic "na razie" bo raz, że szkoda pieniędzy (spać można na materacu przecież) a dwa, że potem będzie stać zbyt długo...

      Usuń
  13. Mieszkanie zapowiada się cudnie, popieram Cię w dążeniu do perfekcyjności. Do boju cudna Marzeno, dziergaj swoje marzenie z najlepszego wzoru.
    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jesteście niezwykle uzdolnieni. Patrząc na projekt, mieszkanie będzie niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
  15. To jest to ryzyko, że ekipy remontowe to zazwyczaj firmy funkcjonujące na czarno, z wadliwym systemem pracy i niepewnością co do zachowania - nie należy się dziwić, kiedy rachunek jest wyższy, niż początkowo zakładano.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wiem czy post nie jest zbyt stary by go skomentować, ale chciałam Ci powiedzieć, że Twoja kuchnia jest baardzo popularna i doczekała się już kilku niemalże identycznych kopii ( wcale mnie to nie dziwi bo jest super!). Stety lub nie również należę do grona tych którzy zauroczeni Waszą pomysłowością powielają projekt, niestety brak mi tyle talentu aby samemu to zaplanować w tych programach i chyba jestem zmuszona na meble na wymiar. Mamy niemalże identyczny układ, jednak zastanawiam się jakie wymiary ma ściana ta ze zlewem oraz ta na której masz schody? Z góry dziękuję za odpowiedź :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń